Kolejnych kilka skanów z innego zaliczenia – zdjecia o hare kriszna.
Nie mam zgody na publikacje wiec tylko te.
A miesiac fotografii w Kraku naprawde godny zobaczenia. Za rok pewnie tez pojade.
Viktor Kolar, Weegee, zdjęcia esesmanów, Andrzej Kramarz..
Wchłaniam chciwie takie wystawy. Naprawde zajebiste. Kto może ten niech jedzie.



Ukraina
Jezdzilismy duzo starymi szlakami. Niektore drogi byly tak stare ze w ogole ich nie bylo. Czulismy sie troche jak na alasce – zresztą tak to wyglądało. Najciezszy odcinek pokonywalismy przez dwa dni. Najpierw wpychanie roweru na przełęcz po gorskiej drodze którą wywozi sie wycinane drewno (bloto z benzyna, polmetrowe wyrwy w ziemi i mnostwo grubych galezi) a potem 1,5 dnia przedzierania sie przez puszcze. “Dawna rosyjska droga wojenna” tak na to mówili tubylcy. Byly dwie opcje – albo schodzenie lodowatym potokiem, albo przebijanie sie przez stary bagnisty las gdzie bylo mnostwo pozwalanych drzew. Kilka minut w wodzie i nie czujesz stop. W nocy przymrozki. Zero cywilizacji. Teren ciezki do przejscia pieszo a z rowerem totalny masochizm. Jednego dnia rano, zobaczylismy slady niedzwiedzia kilkadziesiat metrow od namiotu. Jedna z ciezszych wypraw. Osobiscie nie mam przekonania do czegos takiego. Z jezdzeniem ma to niewiele wspolnego. No ale tak trafilismy.
Ukraina 6×7
Ciezko pogodzic jazde na rowerze i fotografowanie. Od strony technicznej trudne jest samo wiezienie tego wszystkiego. Mialem dwa aparaty w plecaku. Kto mial w rekach pentaxa 6×7 ten wie. Taki plecak wazy jakies 6-7 kg – na rower w ciezkim terenie to jest gorna granica. Szyja nadgarstki, lokcie, napieprzaja nieznosnie. Niezdrowe dla kregoslupa.
Czlowiek jedzie rozpedzony, zauwaza cos, zatrzymuje sie, musi gdzies postawic obladowany rower a przy tym wszyscy ludzie dookola patrza na niego jak na kosmite (stają w oknach a niektorzy nawet wychodzą przed domy).
Gdy juz postawie rower wyszarpie wielki aparat z plecaka i zmierze światło to musze zapanowac jakos nad sytuacją. Przekonac do siebie ludzi, zrobic cos zeby zachowywali sie naturalnie. No i musze w koncu zrobic to zdjecie.
Czasami gdzies w trakcie wszystkich tych czynnosci zmieniam zdanie, ze jednak nie bedzie zdjecia. Czasami tez oni sie nie zgadzaja.
Czasami sa tak zszokowani ze zanim odzyskaja przytomnosc to ja juz odjezdzam ze zdjeciem :)
Ale bardzo czesto cos jest ulotne i moze dalbo by sie to zlapac, tylko zanim zsiade z roweru i wygrzebie aparat.. Albo zsiade i ucieka w ostatnim momencie.
Kazda taka sytuacja zatrzymania gdzies we wsi miedzy ludzmi wymaga duzo determinacji, energii ze srodka. Oni ogolnie nie sa fotografowani przez nikogo. Malo kto do nich dociera. To jest spore wiaderko zimnej wody. Trzeba podejsc z ogromnym szacunkiem, tak powoli i indywidualnie. Oni musza wiedziec o co chodzi, musza czuc sie szanowani. To nie jest tak jak robienie streetu w wielkim miescie, tam wszystko plynie powoli.
Gdy codziennie kilkanascie razy od nowa przebrne przez ten rytutał to czuje sie wypalony. Znacznie latwiej jest robic zdjecia o ludziach ktorych sie zna. W sytuacji gdy sie jedzie trzeba ciagne od nowa zdobywac zaufanie i ogranicza tez czlowieka w jakims stopniu. Czasami ktos powie jedno przesmiewcze albo negatywne slowo i to juz wystarczy zeby cie psychicznie wypalic.
Fotografuje taka powierzchownosc, nie mam raczej szans wejsc glebiej (choc moze nie trzeba?)
Mozna dotrzec w cekawe miejsca ale potrzeba duzo energii i umiejetnego wykozystania chwili. Od nowa i od nowa.
Jechalismy w 4 osoby. Gdy ja stawalem na zdjecia to oni jechali dalej. Zanim uporalem sie ze wszystkim mijalo czasami nawet 20-30min.
Potem musialem ich dlugo doganiac co w gorach nie jest przyjemne.
Ciezko sie fotografuje z roweru.
Te wszystkie rzeczy cholernie czlowieka zniechecaja do robienia zdjec.
A teraz zdjecia. Staralem sie zeby bylo surowo.
















Wrocilem z Ukrainy z Karpat. Jeden z ciezszych wyjazdow w ogole. Zrobiłem troche materiału i nawet juz poskanowałem. Podoba mi sie duzo zdjec. Dodam jutro. Choć troche nie wiem jak sie za niego zabrac jakies chaotyczne emocje ciagle gdzies jeszcze krążą. A nawet bym cos napisał.
W Opawie mnie nie chcą.
nie to nie
Link do wywiadu ze mna.

Można go też znalezc w gazecie Opornik drukowanej w Lublinie.
ide spać











leave a comment