Ukraina
Jezdzilismy duzo starymi szlakami. Niektore drogi byly tak stare ze w ogole ich nie bylo. Czulismy sie troche jak na alasce – zresztą tak to wyglądało. Najciezszy odcinek pokonywalismy przez dwa dni. Najpierw wpychanie roweru na przełęcz po gorskiej drodze którą wywozi sie wycinane drewno (bloto z benzyna, polmetrowe wyrwy w ziemi i mnostwo grubych galezi) a potem 1,5 dnia przedzierania sie przez puszcze. “Dawna rosyjska droga wojenna” tak na to mówili tubylcy. Byly dwie opcje – albo schodzenie lodowatym potokiem, albo przebijanie sie przez stary bagnisty las gdzie bylo mnostwo pozwalanych drzew. Kilka minut w wodzie i nie czujesz stop. W nocy przymrozki. Zero cywilizacji. Teren ciezki do przejscia pieszo a z rowerem totalny masochizm. Jednego dnia rano, zobaczylismy slady niedzwiedzia kilkadziesiat metrow od namiotu. Jedna z ciezszych wypraw. Osobiscie nie mam przekonania do czegos takiego. Z jezdzeniem ma to niewiele wspolnego. No ale tak trafilismy.




zostaw komentarz