Star wars
Spotkanie fanów gwiezdnych wojen.
Niektórzy fani gwieznych wojen byli troche zdezorientowani widząc moją mamije. Wyglądało jakby myśleli że to jakiś gadżet jedi którego nie mają :) Pewnie w ogóle nie wiedzieli co to. Miałem ubaw




Chlopaki pewnie mysla gdzie by tu wyjechac. Co raz trudniej mają z “interesami” policja robi naloty. Jarmark Europa powoli sie kończy.



Rainbow II
Pewnego dnia rainbow zeszło do wsi Ljuta oddalonej o 9km górskiej drogi. To miała być taka integracja rainbow – ludność miejscowa. Rainbow mialo pokazac sie od strony muzycznej. Stworzono specjalną orkiestrę która nawet skomponowała własne utwory. Jak sie potem okazało tego dnia obchodzono dni Ljuty a nie intergacje z rainbow. Rozstawiono udekorowaną scene pod szkołą w centrum wsi. Rainbow zagrało mecz z miejscową profesjonalną drużyną piłkarską. Mecz na bosaka, składy po stronie rainbow wybrano w ciagu jakichs 3 minut. Potem 10 min treningu taktycznego.
Wynik meczu: 5:4 dla rainbow.
Miejscowa publicznosc była niepocieszona i wszyscy razem poszli sie upić. Zasady niepicia alkoholu gdzieś znikły. W programie były występy muzyczne. Gorące ukrainskie 13-16-nastki rodem z MTV wywijały jak muzynki na teledyskach. Wszystko pod czujnym okiem Pani dyrektor. Taka urocza ukrainska biesiada (fajna sama w sobie) połączona w z czyms tak absurdalnym jak ludzie z rainbow. Ciekawe przezycie.
Tej nocy ja, Marta, Światek, Basia i Szymon pojechalismy do polski.




























Pielgrzymka
Pielgrzymka różnych dróg
Dojechalismy na 3 ostatnie dni chyba juz tylko z sentymentu.
Zdjęcia jakos tak bardziej dla siebie.


















Rainbow
Rainbow jest czymś trudnym do opisania w kilku słowach. Taki temat rzeka. Posiada cechy wydarzenia-festiwalu ale dla uczestników na pewno jest czyms więcej. Dużo ludzi traktuje to w kategoriach ideologii, stylu życia. Niektórzy cały czas podróżują po świecie, jeżdżąc od rainbow do rainbow. Inni zmieniają się w indian na kilka dni, a potem wracają do codziennej pracy i normalnego życia w mieście.
Cytat wprowadzenia ze polskiej strony tęczowej rodziny:
Zgromadzenia Tęczowej Rodziny to organizowane w naturze pod dachem nieba spotkania otwartych i wolnych od uprzedzeń ludzi. Spotykamy się w scenerii przyrody, tam gdzie najgłośniej słychać pierwotny rytm serca Matki Ziemi. (..) Weź głęboki oddech, pozostaw Babilon za sobą. Zrzuć maski, które potrzebujesz nosić w mieście.(..) Każdy jest mile widziany. (..) JESTEŚMY JEDNYM. Solidaryzujemy się ze wszystkimi społecznościami plemiennymi całego świata, które wciąż żyją w harmonii z Matką Ziemią. Jesteśmy przekonani, że dzisiejsze społeczeństwo może się od nich wiele nauczyć.
Pierwsze Zgromadzenie, które odbyło się w Kolorado w Stanach Zjednoczonych w 1971 roku było swoistą próbą podtrzymania i uratowania przed zapomnieniem ideałów gwałtownie topniejącego ruchu hippisowskiego lat 60-tych. Bez komercjalizmu i bezsensownego hedonizmu. Początkowo Zgromadzenia były stosunkowo niewielkie, ale w latach 90tych znacznie się rozrosły i obecnie przyciągają one dziesiątki tysięcy ludzi w samych tylko Stanach Zjednoczonych. Pierwsze europejskie Zgromadzenie zorganizowano w 1981 roku i choć spotkania te nie mają tak ogromnego zasięgu, jak amerykańskie, także z roku na rok stają się potężniejsze. W 1992 roku odbyło się pierwsze Zgromadzenie w Izraelu, w 1996 roku , w Australii, a w 1999 roku, w Japonii. Jest wiele Zgromadzeń lokalnych, Zgromadzenia Koczownicze w Indiach i Ameryce Środkowej, spotkania, odosobnienia, Zgromadzenia podróżujące do różnych miejsc na świecie…”
źródło: tęczowy krag
Przyjeżdżają tam różni ludzie. Przekrój ekstramalnie wielu osobowości. Czasami ludzi zagubionych, czasem nieświadomych ale też i takich którzy bardzo silnie wierzą w te idee. Można spotkać wiele talentów w przeróżnych dziedzinach np. muzyka, kuglarstwo, akrobatyka, malarstwo, aktorstwo.. Ludzie ci dzielą sie swoimi umiejętnościami, codziennie prowadząc warsztaty.
Wszystkie ważniejsze decyzje podejmowane są na zasadzie wspólnego konsensusu.
Kilkadziesiąt lat temu postanowiono że m.in. urządzenia elektroniczne, mięso, narkotyki, alkohol, fotografowanie i filmowanie nie są mile widziane. Stąd miałem problemy z fotografowaniem.
Cała organizacja życia, zaspokajania potrzeb jak na 2000 osób w dzikich górach przebiega bardzo sprawnie. Są zorganizowane miejsca do kąpieli, kuchnia, wychodki. Wszystko jest robione na bierząco przez ochotników. Pieniądze na posiłki dla tych 2000 osób pochodzą z datków zbieranych do kapelusza po każdym posiłku.
Bardzo przyjemne sielankowe miejsce. W tym roku wszystko działo się na Ukrainie na zakarpaciu, jakieś 30km od Polskiej granicy (co ciekawe, przejeżdzałem w maju na rowerze 2-3 km od tego miejsca) Najbliższa wioska była oddalona o 8-9km górskiej drogi. Na sam koniec naszego pobytu rainbow zeszło do wsi i nastąpiła integracja z miejscową ludnością. M.in. zagraliśmy mecz rainbow vs. klub piłkarski z Ljuty ale o tym później.
Już pierwszego dnia zabrałem się mocno za fotografowanie. Dosyć chaotycznie i chyba zbyt inwazyjnie. Nie było to mile widziane. Dostawałem dużo upomnień, kilka nieprzyjemnych. Przerzuciłem się pentaxa na yashice t3 i robiłem bardziej z ukrycia.
Potem zacząłem coś większego zupełnie z inną myślą ale to potem..
Trochę pojedyńczych strzałów. Wkrótce będzie więcej


















Przepraszam że tak to przeciągałem.
Wpadłem w wir dziwnych wydarzeń.
Rainbow
Odebrałem negatywy, wrzucam pierwszy skan i lece do galerii załatwiac z wystawą.
Ciezko mi sie od tego oderwac

Na zdjęciu Wolfgang z Wiednia.
Ukraina 6×7
Ciezko pogodzic jazde na rowerze i fotografowanie. Od strony technicznej trudne jest samo wiezienie tego wszystkiego. Mialem dwa aparaty w plecaku. Kto mial w rekach pentaxa 6×7 ten wie. Taki plecak wazy jakies 6-7 kg – na rower w ciezkim terenie to jest gorna granica. Szyja nadgarstki, lokcie, napieprzaja nieznosnie. Niezdrowe dla kregoslupa.
Czlowiek jedzie rozpedzony, zauwaza cos, zatrzymuje sie, musi gdzies postawic obladowany rower a przy tym wszyscy ludzie dookola patrza na niego jak na kosmite (stają w oknach a niektorzy nawet wychodzą przed domy).
Gdy juz postawie rower wyszarpie wielki aparat z plecaka i zmierze światło to musze zapanowac jakos nad sytuacją. Przekonac do siebie ludzi, zrobic cos zeby zachowywali sie naturalnie. No i musze w koncu zrobic to zdjecie.
Czasami gdzies w trakcie wszystkich tych czynnosci zmieniam zdanie, ze jednak nie bedzie zdjecia. Czasami tez oni sie nie zgadzaja.
Czasami sa tak zszokowani ze zanim odzyskaja przytomnosc to ja juz odjezdzam ze zdjeciem :)
Ale bardzo czesto cos jest ulotne i moze dalbo by sie to zlapac, tylko zanim zsiade z roweru i wygrzebie aparat.. Albo zsiade i ucieka w ostatnim momencie.
Kazda taka sytuacja zatrzymania gdzies we wsi miedzy ludzmi wymaga duzo determinacji, energii ze srodka. Oni ogolnie nie sa fotografowani przez nikogo. Malo kto do nich dociera. To jest spore wiaderko zimnej wody. Trzeba podejsc z ogromnym szacunkiem, tak powoli i indywidualnie. Oni musza wiedziec o co chodzi, musza czuc sie szanowani. To nie jest tak jak robienie streetu w wielkim miescie, tam wszystko plynie powoli.
Gdy codziennie kilkanascie razy od nowa przebrne przez ten rytutał to czuje sie wypalony. Znacznie latwiej jest robic zdjecia o ludziach ktorych sie zna. W sytuacji gdy sie jedzie trzeba ciagne od nowa zdobywac zaufanie i ogranicza tez czlowieka w jakims stopniu. Czasami ktos powie jedno przesmiewcze albo negatywne slowo i to juz wystarczy zeby cie psychicznie wypalic.
Fotografuje taka powierzchownosc, nie mam raczej szans wejsc glebiej (choc moze nie trzeba?)
Mozna dotrzec w cekawe miejsca ale potrzeba duzo energii i umiejetnego wykozystania chwili. Od nowa i od nowa.
Jechalismy w 4 osoby. Gdy ja stawalem na zdjecia to oni jechali dalej. Zanim uporalem sie ze wszystkim mijalo czasami nawet 20-30min.
Potem musialem ich dlugo doganiac co w gorach nie jest przyjemne.
Ciezko sie fotografuje z roweru.
Te wszystkie rzeczy cholernie czlowieka zniechecaja do robienia zdjec.
A teraz zdjecia. Staralem sie zeby bylo surowo.
















Jakos nie moge sie uporac z opisem wyprawy (z połowe już mam)
Jutro Łódź i kolejny karkołomny zjazd.


kilka nowych.
(probowalem wlasnie kilka razy napisac tu cos podejsciu do dokumentu, o tym jak to zmienia myslenie o miejscu, czasie, jak mnie odcina od rzeczywistosci. I ze normalnosc w glowach za kilka lat bedzie inna, a to zostanie. Za kazdym razem to pisanie wydalo mi sie to jakies niepelne i na sile. tak wiec niech zostanie: kilka nowych)




Proza zycia
robiac zdjecia na stadionie i targowisku “europa” nasluchalem sie juz wielu rozmaitych grozb i pogrozek. wczoraj murzynscy bracia oswiadczyli ze jesli nie przestane t0 “przejmą moj aparat” (o ile dobrze zrozumialem) No i chcieli zebym skasowal zdjecia z kliszy. Gdy powiedzialem im ze to niemozliwe, poczuli sie urazeni i musialem sie oddalic.







































































leave a comment