Fotografie.

Jordan 35

Posted in Głowna / Main, Podróż / trip by rubaj on November 6, 2009

Taki spontanowy wyjazd z dnia na dzień. Treking po gorach i pustyni. Beduin Nawaf przygarnął nas do swojej jaskini
jaskinia2m
Pełnia
bankomatm
Amman
Untitled-5m
Pejzaz
manekinym

Untitled-12m
Amman. Tokaj z Lukiem o 5 rano w fajnym miejscu
15

25
Auto na srodku
10
ja
26
wiatr
nawaf1
Nawaf

Tagged with: , ,

Ukraina

Posted in Głowna / Main, Podróż / trip, Reportaż / reportage by rubaj on May 17, 2009

Jezdzilismy duzo starymi szlakami. Niektore drogi byly tak stare ze w ogole ich nie bylo. Czulismy sie troche jak na alasce – zresztą tak to wyglądało. Najciezszy odcinek pokonywalismy przez dwa dni. Najpierw wpychanie roweru na przełęcz po gorskiej drodze którą wywozi sie wycinane drewno (bloto z benzyna, polmetrowe wyrwy w ziemi i mnostwo grubych galezi) a potem 1,5 dnia przedzierania sie przez puszcze.   “Dawna rosyjska droga wojenna” tak na to mówili tubylcy. Byly dwie opcje – albo schodzenie lodowatym potokiem, albo przebijanie sie przez stary bagnisty las gdzie bylo mnostwo pozwalanych drzew. Kilka minut w wodzie i nie czujesz stop. W nocy przymrozki. Zero cywilizacji.  Teren ciezki do przejscia pieszo a z rowerem totalny masochizm. Jednego dnia rano, zobaczylismy slady niedzwiedzia kilkadziesiat metrow od namiotu. Jedna z ciezszych wypraw. Osobiscie nie mam przekonania do czegos takiego. Z jezdzeniem ma to niewiele wspolnego. No ale tak trafilismy.

rubajimg_5725male rubajimg_5669male rubajimg_5705male rubajimg_5732male

Tagged with: , , ,

Ukraina 6×7

Posted in Pisane / written, Podróż / trip, Reportaż / reportage by rubaj on May 11, 2009

Ciezko pogodzic jazde na rowerze i fotografowanie.  Od strony technicznej trudne jest samo wiezienie tego wszystkiego. Mialem dwa aparaty w plecaku. Kto mial w rekach pentaxa 6×7 ten wie. Taki plecak wazy jakies 6-7 kg – na rower w ciezkim terenie to jest gorna granica. Szyja nadgarstki, lokcie, napieprzaja nieznosnie. Niezdrowe dla kregoslupa.

Czlowiek jedzie rozpedzony, zauwaza cos, zatrzymuje sie, musi gdzies postawic obladowany rower a przy tym wszyscy ludzie dookola patrza na niego jak na kosmite (stają w oknach a niektorzy nawet wychodzą przed domy).

Gdy juz postawie rower wyszarpie wielki aparat z plecaka i zmierze światło to musze zapanowac jakos nad sytuacją. Przekonac do siebie ludzi, zrobic cos zeby zachowywali sie naturalnie. No i musze w koncu zrobic to zdjecie.

Czasami gdzies w trakcie wszystkich tych czynnosci zmieniam zdanie, ze jednak nie bedzie zdjecia. Czasami tez oni sie nie zgadzaja.

Czasami sa tak zszokowani ze zanim odzyskaja przytomnosc to ja juz odjezdzam ze zdjeciem :)

Ale bardzo czesto cos jest ulotne i moze dalbo by sie to zlapac, tylko zanim zsiade z roweru i wygrzebie aparat.. Albo zsiade i ucieka w ostatnim momencie.

Kazda taka sytuacja zatrzymania gdzies we wsi miedzy ludzmi wymaga duzo determinacji, energii ze srodka. Oni ogolnie nie sa fotografowani przez nikogo. Malo kto do nich dociera. To jest spore wiaderko zimnej wody. Trzeba podejsc z ogromnym szacunkiem, tak powoli i indywidualnie. Oni musza wiedziec o co chodzi, musza czuc sie szanowani. To nie jest tak jak robienie streetu w wielkim miescie, tam wszystko plynie powoli.

Gdy codziennie kilkanascie razy od nowa przebrne przez ten rytutał to czuje sie wypalony. Znacznie latwiej jest robic zdjecia o ludziach ktorych sie zna. W sytuacji gdy sie jedzie trzeba ciagne od nowa zdobywac zaufanie i ogranicza tez czlowieka w jakims stopniu. Czasami ktos powie jedno przesmiewcze albo negatywne slowo i to juz wystarczy zeby cie psychicznie wypalic.

Fotografuje taka powierzchownosc, nie mam raczej szans wejsc glebiej (choc moze nie trzeba?)

Mozna dotrzec w cekawe miejsca ale potrzeba duzo energii i umiejetnego wykozystania chwili. Od nowa i od nowa.

Jechalismy w 4 osoby. Gdy ja stawalem na zdjecia to oni jechali dalej.  Zanim uporalem sie ze wszystkim mijalo czasami nawet 20-30min.

Potem musialem ich dlugo doganiac co w gorach nie jest przyjemne.

Ciezko sie fotografuje z roweru.

Te wszystkie rzeczy cholernie czlowieka zniechecaja do robienia zdjec.

A teraz zdjecia. Staralem sie zeby bylo surowo.

Untitled-31male

Untitled-36male

Untitled-12male

Untitled-37male

Untitled-34male

Untitled-29male

Untitled-23male

Untitled-25male

Untitled-27male

Untitled-5male

Untitled-3male

Untitled-28male

Untitled-9male

Untitled-39male

Untitled-40male

Untitled-35male

Wyprawa do Kosowa.

Posted in Głowna / Main, Pisane / written, Podróż / trip, Reportaż / reportage by rubaj on March 2, 2009

Wczoraj gdy robiłem porządki w archiwum, natrafiłem na zaczęty kiedyś tekst z ostatniej wyprawy rowerowej.

Poprawiłem go troche i wrzucam:

Wyprawa do Kosowa.

No więc, zaczęło się tak sobie – dzień przed wyjazdem zrobiłem z moim przyjacielem Grześkiem małe pożegnanie (wtedy jeszcze mieszkałem w Lublinie) W czasie pożegnania ok 2 w nocy pod ratuszem w Lublinie – tak jak to zwykle bywa w tym mieście – ktoś nam chciał dać w mordę.

Trzech: duży – młotek, mały – ale najwredniejszy i jakiś inny którego właściwie nie zauważyłem bo się nie odzywał.
Pierwszy raz dostałem tak na dzień dobry, bez ceregieli – podeszli do mnie i ciach. Ja się najpierw zdziwiłem a potem poirytowałem i zacząłem na nic krzyczeć (było mi żal, że po prostu podeszli i zaczynają mnie bić jak to tak?) Po chwili przekomarzania, małej furii w ktorą wpadłem, oni odpuścili i zaczęli iść w swoją stronę (aha i trzeba nadmienić że byliśmy z Grześkiem tak porządnie załatwieni) My poszliśmy w tą samą stronę co oni i tak się złożyło że obaj mieliśmy telefony w dłoniach. No cóż, mały wredny to zauważył(widocznie źle mu się skojarzyło) i kopie mnie jakoś tak z rozpędu i wyskoku.

(przepraszam, bardzo lubie w książkach sceny batalistyczne)

No to się zaczęło – czas zwalnia. Mały wredny raz mnie nie trafił na co ja go trafiłem dwa razy (choć chyba raz wystarczył) Grześkowi w tym czasie spadły okulary więc się czołgał i ich szukał (nikt go nie tknął).
W czasie gdy ten mniejszy już leciał na ziemie, dostałem butelką od tego dużego (szlag!)
Był rozpędzony, złapał mnie za ramie, rozbił i szarpnął żebym się wywalił. Ja poczułem rozpryskujące si.ę szkło na twarzy i zobaczyłem jakieś mignięcie, zrobiłem pełny obrot na jednej nodze żeby nie upaść od silnego impetu.
Grzesiek usłyszał tłuczone szkło i krzyknął: Policja! Tamtych trzech, słysząc to magiczne słowo zaczęło spieprzać zygzakiem. Ja podszedłem do Grzesia cały mokry od tego piwa. Stwierdziłem że to jednak na mnie rozbite i zacząłem podejrzewać, że to wszystko dzieje się naprawdę.
Doczłapaliśmy do domu Grześka, obudzona w środku nocy Dagna wysłuchała nieprzytomnie naszej żarliwej opowieści.
Obejrzeliśmy dokładnie moją twarz i pojechałem do domu spać( nic mi się nie stało, nawet zadrapania, tylko maly siniak na skroni)
Zastanawiam się czasem, jakim trzeba być skurwysynem, żeby bić pierwszych lepszych ludzi spotkanych na ulicy. Bo to nie byli jacyś bardzo waleczni kolesie, oni bazowali na strachu ofiary- chcieli się poznęcać. A gdy się postawić to odpuszczają i robią groźne miny.
I co trzeba sobie myśleć, żeby podbiec do kogoś kto się broni, i po prostu rozbić mu butelkę na twarzy. Ja nie wiem, może chciał mnie okaleczyć, bo zabić chyba nie. Ale stać mogło się wszystko.
Miałem szczęście? Miałem.

I tak się zaczął wyjazd.
Na drugi dzień skacowany jechałem do Warszawy i z powrotem po aparat, który padł tydzień wcześniej. To też ciekawe- zepsuła mi się migawka po 130 000 tys zdjęć (gwarancja obejmuje 100 000, czyli miała prawo się zepsuć) W słynnym serwisie na Żytniej 15, fachowcy wyliczyli ze zrobiłem tylko 30 tys i naprawa za darmo :)

Wróciłem z Warszawy, spakowałem się do końca i jakoś po północy miałem pociąg do Piwnicznej Zdroju. Obawiałem się jechać w nocy(w Polsce) choć jak się okazało jeden wagon był przerobiony tak, żeby można było wstawić i przypiąć rower. W pierwszym przedziale spała jakaś dziewczyna. Nie miała zbyt sympatycznej miny, ale podziwiałem ją za odwagę, że jeździ sama nocnym pociągiem (w Polsce) i śpi nawet. Jakoś tak nawiązała się senna rozmowa – dziewczyna jechała w góry Ałtaj i do Mongolii (ehh)

Rano zacząłem jechać. Szło ciężko, cały dzień upierdliwie padało. Niewdrożony, niewystpany, nierozruszany, pełen obaw i jakiejś nieuzasadnionej niepewności – jadę.

rub2009030285male1

Tak to jest z tym strachem, trwa jakiś dzień i tak naprawdę nie jest to uczucie racjonalne. Po prostu wiąże się z tym, że musisz wziąć sprawy w swoje ręce i zostajesz z tym sam. Takie przestawienie w inny tryb. Teraz ty tu rządzisz i podejmujesz decyzje. Niepokój jest Twoim towarzyszem, bo to dopiero początek. A musisz sam dbać o obrót wszystkich szczegółów.
Dzień tak czy inaczej, był ciężki, bardzo dużo podjazdów mało zjazdów (na jednym zjeździe jechalem 87km/h), drogi szybkiego ruchu, jeden podjazd miał 17% nachylenia i ciągnął się 11km. Jadąc jedną drogą, która potem zamieniła się w autostradę kilka razy o mały włos nie wpadłem do betonowego rowu.
Rower był załadowany do oporu, pobocze bardzo wąskie (20cm białego pasa ruchu i jakieś 5cm asfaltu, a potem już tylko rów) Wielkie ciężarówki mnie mijały i uderzała we mnie ściana powietrza, rower był tak załadowany że zaczynał falować, wyginać się – ja mocno trzymałem kierownicę, a tylnie sakwy przy podmuchu powietrza ściągały mnie do rowu. Ciężka sprawa. Przy drodze leżało dużo martwych zwierząt, część już w stanie rozkładu. Mało optymistyczny smród padliny.

rub2009030284male

Spałem na przełęczy jakieś 1500npm, noc spokojna i wilgotna. Rano przez chwile była dobra pogoda i zdążyłem wysuszyć rzeczy. Następnie zjechałem z przełęczy i zacząłem uciekać przed potężną burzą. Miałem 40km do Preszowa, skąd w razie czego mogłem podjechać pociągiem. Był to rejon gdzie było bardzo dużo cygańskich wiosek, wątpie żeby cyganie mieli prawojazdy. Z tego jak jeździli wnioskuje, ze nieznane im były zasady ruchu drogowego. Dwa razy zjezdzałem do rowu ratując sie przed zderzeniem czołowym.

rub2009030286male

„Dojechałem te 40 pod silny wiatr, goniła mnie burza. Teraz siedzę na dworcu na dużej marmurowej sali pod ziemia. Jest chłodno i słychać głośno każdy szmer. Na ławce obok mnie siedzi młoda para, ubrana jak do ślubu. Dobrze się tu czuję.
Na zewnątrz grzmi groźnie. Wybrałem drogę kolejową do Koszyc, czyli jakieś 40km. Nie lubię jechać w deszczu, nie w takim. Co do mojej drogi przez Słowację, to wybrałem ją w głupi sposób. Jechałem przez największe wzniesienia, ciągle padało, a drogi były złe.
Powoli łapie już jakiś luz wewnętrzny”

img_6550male

xxx

„Jutro rano pojadę do Miskolca i spróbuje pociągiem na drugi koniec Węgier. Mimo że wcześniej mało jeździłem, to teraz mam sporo siły, tylko mój umysł jest jakiś lewy. Nie myśle zbyt logicznie, wszystko jest jakieś senne i nierzeczywiste”

xxx

„Pierwsze spotkanie z lustrem od 3 dni wprawiło mnie w lekki szok. skłopotany wróciłem na chwilę do rzeczywistości”

xxx

Koszyce

„Wjechałem do tego wielkiego acz ładnego miasta na południu Słowacji i od razu zacząłem szukać sklepu takiego, żeby móc zostawić rower, kupić długie spodnie (poprzednie spodnie porwałem wczoraj) i klocki hamulcowe. Sklep znalazłem ale nie mogłem nigdzie zostawić roweru. Jakaś pani, znajoma innej pani z ochrony, zaofiarowała się ze popilnuje mojego wielkiego bicykla. Ubrań nie znalazłem a sportowe rzeczy były gdzieś w cholere na innym piętrze. Korzystając z okazji kupiłem kilka jabłek i jakiś mizerny pasztet. Biegałem po sklepie w śliskich sandałach, pani się długo naczekała ale była bardzo miła mimo to. Następnie wychodzę z tego sklepu i spotykam kolarza, który mówi że wszystkie sklepy rowerowe są „zatwarene” i że trzeba iść na 3 piętro. Popilnował mi roweru, (dwa ryzykowne posunięcia!) Ale było ok, tzn kupiłem klocki hamulcowe – choć w efekcie nie pasowały :)
Następnie wyjeżdżając z Koszyc złapałem gume, miałem awarie łańcucha i korby, oraz urwaną szprychę – naraz. Zatrzymało mnie to na troche, łańcuch rozmemłałem palcami, korbe naprostowałem wielkim kamieniem, i szpryche nawet zmieniłem sam – pierwszy raz w życiu się do tego zabierałem. Akurat po złapaniu gumy na tym zadupiu, znowu spotkałem wesołą panią, która wcześniej pilnowała mi roweru:) „ahoj reporter, ahoj reporter” pomachała mi jeszcze raz i poszła w nieokreślonym kierunku.
Ja potem dowlokłem się jeszcze 60km pod Miskolc na Węgrzech, szukając niezdarnie noclegu”

rub2009030287male

Jechałem, jechałem a teren z górzystego stawał się – pagórkowaty – płaski – i dramatycznie płaski
tam gdzie chciałem szukać noclegu było płasko i wiejskie, węgierskie chłopaki jeździły na motorynkach.
Nie było gdzie iść. W końcu po 10 km znalazłem jakieś wzniesienie i targam pod nie rower. Ziemia była mokra, lepka i było w niej dużo gliny. Od razu przyczepiła mi się do koła zasyfiając hamulce, błotniki, sakwy i mnie. Zmęczony i zły taszczę rower pod tą łagodną górkę już dłuższy czas (rower sam hamuje od błota a ja się ślizgam)
I co? Zza górki wyjeżdża kolejna pielgrzymka chłopaczków na motorach i z pouczepianymi dziewczętami i przyglądają mi się jak wariatowi. Nie mogę tu spać.

Memląc przekleństwa jade z powrotem przez to cholerne błocko z gliną.
Następna dróżka kilka km dalej była ok, i nocuje schowany za małym domkiem przy skromnej winorośli. Przed snem jeszcze raz prostuje kamieniem korbę w rowerze – skrzywiła mi się chyba przy wysiadaniu z pociągu.

rub2009030289male

xxx

Tagged with: , , ,

Kosovo

Posted in Głowna / Main, Podróż / trip, Reportaż / reportage by rubaj on November 24, 2008

Prisztina

img_6889kubarubaj

img_6894kubarubaj

Mitrovica

img_6946kubarubaj_2

img_6793kubarubaj

Mięsny

img_6930kubarubaj

img_6786kubarubaj

Szachiści z Keleti

Posted in Reportaż / reportage by rubaj on September 18, 2008

Setki ludzi z roznych krajów w stresie, wszechogarniajacy gwar, cyganie co handlują czym sie da, ktos biegnie, ktos na kogos krzyczy, glosne komunikaty po wegiersku, obadaj terej kirył biniazor, a w samym srodku tego burdelu ludzie przyszli i graja w szachy. Lubie Keleti i Budapeszt

Jestem w filmowce na niestacjonarnych

Posted in Głowna / Main, Reportaż / reportage by rubaj on September 7, 2008

Sarajewo

piekarnia w dzielnicy żydowskiej, 1 w nocy

Tagged with: , , , ,

Mostar

Posted in Głowna / Main by rubaj on September 4, 2008

Kilka ilustracji z Mostaru

Chyba najładniejsze miejsce w jakim byłem na Bałkanach.

I bardzo przy tym miłe.

Piwo Sarajevskie rządzi

Jakies dziwne te zdjęcia wybieram

p>

Tagged with: , ,

Posted in Głowna / Main by rubaj on September 3, 2008

Split.

Drogie, tłoczne miejsce, a czasem może i nawet mało przyjemne.

I dziwnie jest być budzonym przez helikopter który wisi kilkanaście metrów nad tobą i świeci. Cholera wie o co chodziło, ale snop światła, w wyrwaniu ze snu, o 2 rano, wyglądał jak na filmie.

Split na tyle nas (chyba w sumie mnie) zniechęcił do chorwackiego wybrzeża, ze pojechaliśmy do Bośni.. autobusem.

Tagged with: , ,

Budapeszt w kilka godzin

Posted in Reportaż / reportage by rubaj on August 28, 2008

Tagged with: , , ,

stopem

Posted in Głowna / Main by rubaj on August 27, 2008

Z serii: Zdążyć przed pociągiem na kolejowym moście nad rzeką.

I: Wydostać się na stopa z Żiliny.

Żilina – Budapeszt

Łatwo dojechać do dużego miasta, ale z wyjechaniem bywa różnie.

Najgorsze w jeżdżeniu na stopa przez kraje z autostradami jest to, że ludzie wysadzają cie w złych miejscach. Np. ktoś wysadzi Cie na zakręcie przy drodze szybkiego ruchu, a ty potem musisz 2 godziny iść autostrada na najblizsza stacje benz. (albo przebijac sie z plecakiem przez pola – bo co zrobisz?). Fajnie ze ludzie biora, niemniej jednak latwo jest wyladowac po uszy w przyslowiowym gownie. Wiec ten no, trzeba miec jednak farta.

Z Bratysławy wyjeżdżaliśmy autobusem miejskim, a potem do granicy węgierskiej doszliśmy na piechotę bo ktoś nas źle wysadził. Kawałek był.

Tagged with: , , , ,

Posted in Reportaż / reportage by rubaj on August 22, 2008

Wrócilismy

Kilka dni na pielgrzymce, potem w Budapeszcie, Chorwacji, Bosni i ze dwa dni w Serbii.

Pod koniec zachorowalismy ostro na brzuch i bylo niewesoło

Teraz człowiek wraca i do roboty..

Mieszkam juz na stałe w Warszawie. Spora zmiana ktora jeszcze nie dotarła

Dobra, biore sie za te zdjecia

Teraz kilka z pielgrzymki. Postaram sie jakos szybko wrzucic wszystko na jakas picasse, zeby sobie ludzie posciagali co chca. Szczegolne zyczenia na maila.

bosnia

Posted in Głowna / Main by rubaj on August 15, 2008

Jestesmy w Mostarze w Bosni.

Miala byc czarnogora ale stanie pol dnia w upale lapiac stopa (na nic) skutecznie nas zniechecilo. Wybralismy Bosnie. sama sie wybrala.

Mostar wspanialy.

Jutro Sarajevo.

Boje sie ze nie wyrobie z obrobieniem tych wszystkich zdjec.

Na stopa tez fajnie ale jakos tesknie za rowerem.

Tagged with: ,

Posted in Głowna / Main by rubaj on July 30, 2008

Wróciłem z Kosova.

“w podróży niebo się uchyla”

Więcej prawdy we wszystkim.

Poczułem Kosovo na sobie.

Czasami tylko ciężko, choć czasem musi byc.

W przyszlym tygodniu do Chorwacji i Czarnogory z Marta.

Mam troche zdjęć i do napisania.

Tagged with: ,

kosovo

Posted in Głowna / Main by rubaj on July 25, 2008

Jestem w Kosovie, Prisztinie.

Rower zostal w Belgradzie w hostelu.

Zaraz jade z powrotem do Belgradu i powoli chyba wracam.

Jest dobrze.

Tagged with: , ,