#Notatnik

Początek / The beginning

„(…) Posługując się swego rodzaju przypowieścią, Nietzsche opisuje to, co nazywa trzema przemianami ducha. Pierwszą figurą jest wielbłąd — dzieciństwo i młodość. Wielbłąd klęka i mówi: „Nałóż na mnie brzemię” . To pora posłuszeństwa i przyjmowania pouczeń i informacji od społeczności, niezbędnych do prowadzenia w tejże społeczności życia odpowiedzialnego, zgodnego z jej wymaganiami. Kiedy jednak wielbłąd jest już dobrze obładowany, zrywa się na równe nogi i biegnie na pustynię, gdzie przemienia się w lwa – tym silniejszego, im cięższy dźwigał ładunek. Zadaniem lwa jest zabić smoka, którego imię brzmi „Powinieneś”.

Na każdej łusce tego łuskowatego zwierza wypisane jest to „powinieneś”; niektóre z „powinieneś” pochodzą sprzed czterech tysięcy lat, inne — z tytułów porannych gazet. Podczas gdy wielbłąd – dziecko — musiał podporządkować się owym „powinieneś”, lew — czyli młodzieniec — ma je odrzucić i zająć się urzeczywistnianiem własnych celów.

I właśnie wtenczas, gdy z tego smoka jest już zimny trup, a wszystkie jego „powinieneś” zostały pokonane, lew przemienia się w dziecko posłuszne tylko własnej naturze, tak jak koło napędzane wyłącznie przez własną piastę. Nie ma już reguł, których trzeba słuchać. Żadnych praw wyprowadzanych z konieczności historycznych i celów lokalnej społeczności, lecz tylko czysty impuls witalny pchający do życia (…)”

//

(…) In a kind of parable, Nietzsche describes what he calls the three transformations of the spirit. The first is that of the camel, of childhood and youth. The camel gets down on his knees and says, “Put a load on me.” This is the season for obedience, receiving instruction and the information your society requires of you in order to live a responsible life.But when the camel is well loaded, it struggles to its feet and runs out into the desert, where it is transformed into a lion – the heavier the load that had been carried, the stronger the lion will be. Now, the task of the lion is to kill a dragon, and the name of the dragon is “You Should.”

On every scale of this scaly beast, a “You Should” is imprinted: some from four thousand years ago; others from this morning’s headlines. Whereas the camel, the child, had to submit to the “You Shoulds” the lion, the youth, is to throw them off and come to his own realization.

And so, when the dragon is thoroughly dead, with all its “You Shoulds” overcome, the lion is transformed into a child moving out ofits own nature, like a wheel impelled from its own hub. No more rules to obey. No more rules derived from the historical needs and tasks of the local society, but the pure impulse to living of a life (…)

Joseph Campbell

lHEq8

Rob Gonzales

 

Mój czas w Polsce się skończył.

Jesień, Zimę i Wiosnę można nazwać przejściem z życia do życia. Duże słowa ale pasują.

Skończyłem studia, obroniłem pracę. Jestem w momencie gdzie nie ma już nade mną żadnego powinieneś. Nie ma już nic co wisiałoby nade mną, powodowało ciężar w piersi. Nie ma pracy, umów, etatów, nie ma kredytów, zobowiązań, zależności, sztucznie korzystnych układów, uzależnienia od potrzeb iluzji, frustracji, nałogów, niedopasowania, nie ma ani opcji, ani nawet cienia pokusy na te rzeczy.

Nie ma w otoczeniu napastliwych, nieszczerych i pędzących za karierą. A w głębi serca zagubionych i smutnych ludzi.

Nie ma poczucia, że robię coś mniej i słabiej niż mogę czy potrafię.

Nie ma nic w czym musiałbym trwać wbrew sobie żeby egzystować.

Nie ma tęsknoty za innym, lepszym życiem.

Jest za to głos w środku, to co czuję, ścieżka, którą intuicja wskazuje aby podążać. Ścieżka, która od dawna wzywała. Moja ścieżka.

Droga do przebycia, nauka i prawda – którą ze sobą niesie.

Świadomość ziemi, otaczające życie, przyroda, doskonałość roślinnego świata – który zaprasza do siebie.

Ludzie, ogniska, ciepło, przepływ, muzyka, wspólność.

W końcu wśród wielu innych rzeczy – obrazy i słowa – które przyjdą.

Czułem, że ta chwila kiedyś nadejdzie. Teraz mam wrażenie, że czekałem na nią od bardzo dawna. Jestem w sile i zdrowiu, oddycham głęboko i uśmiecham się. Nie ma nic nade mną. Z ogromem ciepła i pomocy od mojej rodziny, przyjaciół, wszechświata :) mogę to zrobić.

Jestem za to na prawdę wdzięczny.

Czeka mnie teraz kilka miesięcy w pracy na wyspach. Nie pojawię się więc na Rainbow w Rumuni prawie na pewno. Potem, mając już jakiś pieniądz, będę mógł pojechać właściwie w dowolną stronę świata. Czuję, że kiedy przyjdzie ten moment, jeden z kierunków po prostu sam się obierze. I każdy z nich będzie tym właściwym.

//

My time in Poland is over.

Autumn, winter and spring can be called a passage from life to life. Big words but appropriate here.

I finished my studies, defended the thesis. I am at the moment where there is no longer any “You Should” above myself. There is nothing that chang above me, nothing that cause a heaviness in the chest. There is no work, contracts, no credits, commitments, relationships, artificially favorable systems, addiction on artificial needs, frustrations, addictions, mismatch, there is no option, nor even a hint of temptation on these things.

There is no the surrounding of belligerent, insincere and rushing for a career and in heart, lost and sad people.

There is no sense that I’m doing something less and less than I can or I’m able to.

There is nothing in what I would have to continue to exist in spite of myself.

There is no longing for other, better life.

But there is a voice inside, what I feel, the path that my intuition indicates me to follow. The path, which has long called for herself. My path.

Road to go, knowledge and truth –  brings with itself.

Awareness of the land, surrounding of life, nature, perfection of the plant world – which invites you to herself.

People, fire, warm, flow, music and brotherhood.

And in the end, among many other things – pictures and words – that will come.

I felt that this moment would come. Now I have the impression that I was waiting for it for very long time. I’m in the strength and health, I breathe deeply and smile. There is nothing above me. With the enormity of warmth and support from my family, close people of the universe :) I can do it.

I’m really grateful for all of it.

Now I’ve got a few months of work on the England. So do not show up on the Rainbow in Romania almost certainly. Then, when I collect some money, I’ll be able to go actually in any direction of the world. I feel that when the moment comes, one of the directions will be chosen by itself. And each of them will be the right one.

Advertisements
Tagged with: , , ,

5 Responses

Subscribe to comments with RSS.

  1. Pan Paweł said, on June 18, 2014 at 8:31 am

    Twoje zdjęcia robiły się coraz pełniejsze życia, im bliżej byłeś wygranej ze swoim smokiem. Czekam na nowe z niecierpliwością. Powodzenia w wolnym świecie, enjoy the ride!

  2. ja said, on June 19, 2014 at 2:20 pm

    Wszystko się ze sobą łączy :) Fajnie, że to widzisz. Dzięki.

  3. toutvabien said, on July 14, 2014 at 12:01 am

    :) trzymaj się. (tego bezkresu)

  4. Dżungla III | #Notatnik said, on January 19, 2017 at 11:53 pm

    […] czekania, potem długich miesiącach pracy zagranicą – pojechałem w końcu przed siebie. Czegoś poszukiwałem, wiedziałem że jakaś Prawda czeka na odkrycie ale to mentalne pojęcie wciąż mi się […]

  5. Joga i ja | #Notatnik said, on October 30, 2017 at 4:17 pm

    […] pod sufit. Tak wyglądały pierwsze 3 tygodnie. Na prawdę kiepska i ciężka robota, byłem jednak porządnie zmotywowany. Zbierałem na pierwszą podróż do Peru. Codziennie wstawałem o 4-50 zaczynałem dzień od Jogi […]


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: