#Notatnik

Plemie / Tribe

Jestem już chwilę w Polsce ale jakoś nie czuję żebym wrócił. To tylko przystanek na drodze – a zapowiada się jej co nieco. Mimo to dobrze było trafić w To miejsce, pójść do lasu, pośpiewać łemkowskie pieśni i posiedzieć przy ogniu z ludźmi, którzy czują podobnie. Co raz częściej przekonuję się, że oni mogą być wszędzie – to jak wielkie plemie rozproszone po ziemi. Kilka dni wcześniej wysoko w Andach, podczas ceremonii San Pedro, inne spotkanie, wspólny ogień i podobne uczucie. Za trzy tygodnie zacznie się europejskie Rainbow, potem Karpaty a potem Kalifornia jak dobrze pójdzie. Granice co raz bardziej się zacierają.
Chwała synchroniczności i bogactwu spotkań z właściwymi ludźmi, we właściwym czasie.

//

I’ve been to Poland since a while, but don’t feel I’m back. It’s just a stop on the road – that sill seem to remain quite a lot of. Despite that feeling, it was good to be in this place, go to polish forest, sing old slavic songs and sit next to the fire with people that you feel something familiar. More and more often I’m convinced that this kind of people, you feel kinship with, can be everywhere – it’s like big tribe spread on the earth. Two weeks earlier high in peruvian Andes, during San Pedro ceremony, other meeting, communal fire and similar feeling. In three weeks european Rainbow Gathering will start, than Carpathians, and then with a little luck – California. Boundaries are disappearing more and more.
Glory to all this synchronicity of meetings, with right people in right time.

_MG_4132-Edit

_MG_4123-Edit

_MG_4134-Edit

_MG_4135

_MG_3987-Edit

Advertisements

Zatoczony krąg / Completed circle

Posted in DROGA / THE ROAD, Notatnik / Note, Podróż / Travel by ja on June 16, 2015

Jestem drodze do Europy, siedzę w kawiarni na głośnym lotnisku w Limie. Przyleciałem z Cusco. Czuję, że pewna ciągłość ostatnich miesięcy została naderwana. Ten stan nieważkości, kiedy jest się gdzieś w drodze pomiędzy dwoma światami.

Tak na prawdę trudno napisać, że wracam do Europy. Mam raczej wrażenie, że stary kontynent to jedynie przystanek. Już myślę o tym, kiedy będę tu z powrotem. Wrosłem mentalnie w ten kraj przez ostatnie 4,5 miesiąca. Cieszę się jego pięknem i prostotą. Codziennie jakieś małe sytuacje, które dają tą pociechę. Tak przyjemnie jest odwyknąć od wielu ciężkich aspektów Polski, czy Europy. Prawdę mówiąc, wolę żeby tak zostało :)

4,5 miesiąca temu siedziałem w tym samym miejscu. Wytrzęsiony wieloma godzinami na lotniskach i w samolotach, nie wiedziałem co tak na prawdę mnie czeka. Wiedziałem tylko, że jadę do dżungli. Wydarzyło się tyle, że mogę powiedzieć, że zaczął się nowy etap. Teraz przeglądam w myślach wspomnienia, przeglądam archiwum zdjęć i trudno mi to ogarnąć umysłem. Niesamowite jak wiele można otrzymać. Tyle nauki poprzez doświadczenia, tyle piękna, ludzie, których mogę nazwać przyjaciółmi.

Zwlekałem, zwlekałem, ale zatoczony krąg się zamyka, wyjeżdżam z Peru i to jest chyba dobry moment na kilka słów. Fakt faktem, działo się tyle, że mógłbym albo tam być, albo część tego pięknego czasu spędzić przy komputerze czy notesie i notować. Dwa miesiące temu w dżungli, zdarzył się też dość znamienny wypadek. W trakcie diety z ayahuaską w Pucallpie, w mojej chatce był pożar. Spalił się mój plecak, buty i notes z prawie wszystkimi słowami. Nie byłem po tym już tak pełen zapału do pisania. Potraktowałem to jako impuls, żeby skupić się na tu i teraz.

Nigdy nie poruszałem tu tego wprost, choć być może dało się to poczuć gdzieś między słowami albo w obrazach; od kilku lat pracuję z roślinami, które zmieniają świadomość. Jestem blisko z naturą, spędzam z nią wiele czasu. Praca z roślinami to sprawa wieloaspektowa, nie da się o tym napisać w jednym akapicie. Zmienia punkt widzenia na fundamentalne sprawy związane z własną egzystencją. Rośliny poszerzają świadomość, leczą w wielu wymiarach, pozwalają spojrzeć na siebie z innej strony, często tej zwykle niedostępnej. Pomagają wyruszyć w daleką podróż do wewnątrz. Otwierają furtkę do innej głębokości w postrzeganiu rzeczywistości. Pomagają usunąć kognitywne iluzje, że między tobą a resztą życia planecie jest jakaś separacja. Ciało, umysł, duch, zyskują inny status.

To jest Lekarstwo, a usuwanie iluzji i głęboki wgląd w siebie, nie zawsze są przyjemne, to jest ciężka praca. Każde takie spotkanie, traktuję jak spotkanie z sacrum. Spojrzenie daleko w głąb własnej duchowości jest obcowaniem z odwieczną tajemnicą, źródłem. Robię to nie dlatego, że czuję się chory ani dlatego, żeby być na haju. Każde spotkanie sprawia, że jestem wdzięczny i szczęśliwy, że żyję.

Czułem bliskość z szamanizmem. To jest najstarsza medycyna świata. Długo tego szukałem. Zawierało się w tym całe moje podróżowanie, cała ta „droga”, fotografia, szukanie esencji i prawdy w życiu. Teraz już wiem po co to było.

Czułem, że do dżungli jadę po więcej, chciałem pójść głębiej i dostać odpowiedź na pytanie, które nasuwało się od już od pewnego czasu. Ale odpowiedź i to co się potem wydarzyło przeszło moje wszelkie wyobrażenia.

W obliczu życia i własnej śmierci, otarciu się o boga, zjednoczeniu z siłami natury – zmienia się perspektywa. Zmieniają się priorytety co do tego, co jest w życiu ważne. Moje życie się zmieniło i ja się zmieniłem.

Podczas kilku kolejnych miesięcy w dżungli w bliskości z medycyną, dostałem kilka bardzo mocnych lekcji, których nie da się ani zapomnieć, ani zignorować. Po jednej z nich mam teraz wielką bliznę na prawej stopie. Spotkałem tam też wspaniałych ludzi, braci, przyjaciół. Wzruszam się na samą myśl, ile pomocy dostałem.

Ścieżka szamanizmu okazała się moją ścieżką. Trafiłem na drugą stronę i dostałem swoją odpowiedź, przywitanie. Mimo wielu wątpliwości i pytań w kolejnych miesiącach wydarzyły się niesamowite rzeczy, które w tym utwierdziły. Nie wiem czy można o tym pisać w taki sposób, w ogóle niełatwo o tym pisać. Te rzeczy nie są oczywiste w sferze racjonalnej. Ale co mogę zrobić? To po prostu przyszło.

_MG_1846

W ciągu kilku ostatnich miesięcy wydarzyło się tyle, że można by to porównać do lat. Zakończył się jeden etap i zaczął kolejny. Śmierć, narodziny, Życie. Koniec jednego cyklu, początek kolejnego. W trakcie diety z szamankami Shipibo przepracowałem bardzo wiele i to w niezwykle bolesny sposób. Nie spodziewałem się, że rzuci mnie na tak głęboką wodę, wydarzyło się to bardzo szybko. Nowa ścieżka się otworzyła a jej kontynuacja potrwa pewnie lata.

Nie wiem jak to wszystko brzmi z europejskiej, racjonalnej, katolickiej perspektywy, albo dla kogoś kto nigdy nie miał z tym styczności, w sumie wszystko jedno. Piszę te słowa z miejsca, gdzie duchowy wymiar rzeczywistości jest traktowany jako coś oczywistego a ceremonie i leczenie roślinami praktykuje się od tysięcy lat. Nie włączam się do medialnych debat odnośnie tego co ma być narkotykiem a co lekarstwem. Jeśli ktoś ma jakieś pytanie, wątpliwość, niech śmiało pisze.

Dziękuję też za wszystkie piękne wiadomości, które dostałem.

(zdjęcia dorzucę przy lepszym internecie, a teraz zmykam na lot do Madrytu)

/

I’m on my way to Europe, I sit in a cafe in a noisy airport in Lima. I just flew from Cusco. I feel that a certain continuity recent months has started to dissolve This state of weightlessness, when you’re somewhere on the way between the two worlds.

To be honest, it’s hard to write that I’m coming back to Europe. I have rather the impression that the old continent is the only stop for short period. Already thinking about when I will be back here. I have grown into menthlity of this country during the last 4.5 months. I’m glad for its beauty and simplicity. Every day some little situations that give this gratitude. So it is nice to lost the habit for many heavy aspects of Poland or Europe. I do not want to get used to them again :)

4.5 months ago I sat in the same place. Dazed by many hours in airports and airplanes, I did not know what really waiting for me. I only knew that I was going to the jungle. It happened so much, that I would never imagine. Now I look in my memories, browse the archive images in a computer and I can’t grasp it. Amazing how much you can receive. So much learning by experience, so much beauty, people that I can call friends.

I delayed, I delayed, but the loop is closed, leaving from Peru and this is probably a good time for a few words. The fact is, so much has happened that I could either be there, or spend this beautiful time sit with computer or notebook and take notes. Two months ago in the jungle, happened also quite significant accident. During the diet of ayahuasca in Pucallpa, in my hut was a fire. It burned my backpack, shoes and a notebook full of almost all of the words. After this I didn’t have that much enthusiasm for writing. I took this as an impulse to focus on the here and now.

Never I talked about it here directly, although perhaps could feel it somewhere between words or in pictures; since several years I’m working with plants that alter consciousness. I’m in a very close relationship with nature, I spend a lot of time with her. Working with plants has a multifaceted issue, you can not write about it in one paragraph. It changes the point of view of the fundamental issues related to your own existence. Plants expand awareness and heal in many dimensions, allow you to look at yourself from a different angle, often what is normally inaccessible. They help set off on a long journey to the insideof yourself. They open the door to a different depth in the perception of reality. They help to remove cognitive illusions that between you and the life on this planet is some separation. Body, mind, spirit, they gain another status.

This is a medicine, removal of illusion and deep insight into yourselves, are not always pleasant, it is hard work. I treat each excperience as confrontation with sacrum. Look deep into your own spirituality, the communion with the eternal mystery of source. I do this not because they feel sick or so, to be on high. Each meeting makes me grateful and happy to be alive.

I felt the closeness of shamanism. It is the oldest medicine in the world. I’ve looking for it since long time. All my traveling was containted there, all this “Road”, photography, searching for the essence and truth in life. Now I know what it was.

I felt that going to the jungle was looking for more, I wanted to go deeper and get an answer to the question that prompted the from for some time. But the answer, and what happened next, was beyond my imagination.

In the face of life and his own death, touch the god, unification of the forces of nature – perspective is changing. The priorities what is important in life are changing too. My life has changed and I’ve changed.

During the next few months in the jungle with constant contact with medicine, I received very strong lessons that can neither forget nor ignore. After one of them I now have a big scar on my right foot. I met some great people there too, brothers, friends. I’m really touched for the thought of how much help I got.

The shamanic path turned out to be my path. I came to the other side and received my answer, greeting. Despite many doubts and questions in the coming months they happened amazing things that confirmed this. I don’t know if you can write about it in such a way, its all difficult to write about. These things are not obvious in the rational real. But it just came.

In the last few months it happened so much, that I could compare it to years. Some stage ended, and the next one started. Death, birth, and Life. The end of one cycle, the beginning of another. During the diet with the Shipibo shamans I worked, a lot in a very painful way. I did not expect to be thrown in such deep water, it happened very quickly. A new path began. Continuation will take probably years.

I don’t know how it sounds with European, rational, Catholic perspective, or for someone who has never had contact with it, but whatever. I write these words from the place where the spiritual dimension of reality is treated as something obvious and ceremonies and treatment plants performed for thousands of years. I won’t move into public debate about what is a drug and what is the remedy. If anyone has any question, doubt, let them go ahead and write.

Thank you also for all the beautiful messages that I got fro you.

(I will add the pictures when I’ll get some nicer internet, now I go to flight to Madrit)