#Notatnik

Dżungla I

Po kilkudziesięciu godzinach w lotniskowym tranzycie dotarłem w końcu do Amazonii. Wysiałem z samolotu w Iquitos, odruchowo nabrałem w płuca parnego wilgotnego powietrza i poczułem się dobrze. Z poczuciem jakbym skądś już to znał, albo odwiedził to miejsce nie pierwszy raz. Pierwsze spotkanie z Iquitos, pędząc motorikszą uliczkami pełnymi motocykli, smrodu, brudu, przymierających kalekich psów, było nieco oszałamiające tuż po Europie. Osobliwy twór miejski w środku dżungli, o którym można by długo pisać.

_MG_9902-Edit

Tu nikt nie powie ci że nie zna drogi do miejsca o które pytasz, każdy zapytany wymyśli ci za to fikcyjną drogę, zazwyczaj są to dwa skrzyżowania w tą, albo w tamtą. Nie ma w tym cienia złych intencji, po prostu kłamią ot tak. W końcu znalazłem kafejkę i usiadłem na chwilę przed komputerem. Po krótkiej chwili, właścicielka kafejki skierowała dwóch gości na miejsce na końcu sali, tuż obok mnie. Tym sposobem dwie godziny po przybyciu do Amazonii usłyszałem język Polski. Chłopaki mieszkają tu od dwóch lat. Jeden z nich ma 40 hektarów ziemi z dżunglą, wspomniał też o własnej Ayahuasce i zapraszał w odwiedziny. Fajne spotkanie na początek. Pobujaliśmy się razem po mieście, a potem wsiedliśmy do busa w stronę Nauty. Wysiadłem z busa na 48 kilometrze drogi między Iquitos a Nautą i pożegnałem dwóch fajnych Bartków.

Zapadła cisza, pusta asfaltowa droga, oddalające się auto, popołudniowy upał i dżungla. Dalej już samemu na piechotę prosto w ten inny świat, co tak bardzo mnie wzywał. Było w tej chwili coś uroczystego. Przeleciały mi przed oczami, miesiące, dni, godziny pracy, wysiłku, myśli, przeczuć, żeby znaleźć się w tym miejscu.

_MG_9786-Edit

Zacząłem maszerować do wioski Rainbow położonej z 2 godziny w dżunglę. Byłem pierwszy raz w takiej dżungli, zupełnie nie wiedziałem na ile mogę sobie pozwolić, ani czego się spodziewać. Ciało mocno zdezorientowane a zmysły przytępione wieloma godzinami samolotowych wibracji i lotniskowym szumem. Drogę przebiega metrowa jaszczurka, nad głową przelatują skrzeczące kolorowe ptaki. Wszystko tu jest kompletnie inne od tego co zdążyłem doświadczyć. Olbrzymia różnorodność, bujność przepychu, inne kształty, kolory, dźwięki, zapachy. Uwielbiam te momenty, gdzie wszystko jest tak bardzo inne, a ja poznaje to z bliska od samego początku, jest w takim poznaniu coś bardzo pierwotnego.
Niosłem dwa ciężkie plecaki, dużą siatę z jedzeniem dla Rainbow i butle wody. Droga szybko zamieniła się śliską błotnistą breję ponad kostki. Szybko zrozumiałem dlaczego ludzie wspominali o gumowcach, stawiam małe kroki i łapię równowagę z tymi wszystkimi rzeczami na sobie. Idę, pot leje się ze mnie strumieniami. Co jakiś czas przysiadam żeby odpocząć, słucham melodii tego lasu, tak intensywnej, pozwalam żeby koiła zmęczone ciało. W kałużach z zastaną wodą leżą nasiona, ogromne liście i łupiny. Po kilkunastu minutach marszu, skórzane buty zabarwiły się od nich na niebiesko.

W końcu dochodzę do ścieżki prowadzącej w głąb gęstszej dżungli, przechodzę przez pień przerzucony przez rzekę i jestem. Pierwszą poznaną osobą był Jusse z Finlandii, z którym później nasze ścieżki przecięły się nie raz. Chwilę po przybyciu wskakuję do dżunglowej rzeki. Wspaniale było poczuć przepływ aksamitnej, kojącej wody, tak niesamowicie pachnącej życiem. Tu z powrotem, uświadamiam sobie jak wiele razy natykam się na proste rzeczy – jak jabłko z drzewa, jak czysta woda i powietrze, jak cisza – które nadają życiu inną jakość. Są tak oczywiste, że często aż pomijane, a to one czynią życie bardziej żywym.

Poznałem niewielką załogę, która zmieniała się co kilka dni. Było tam kilka osób z całego świata. Niektórzy słyszeli o tym miejscu i zrobili przystanek w swojej podróży, inni przyjechali prosto tutaj, konkretnie dla Ayahuaski, a jeszcze inni dla ceremonii z maestrą Ines. Kilkoro stałych mieszkańców, którzy żyją medycyną i z medycyny. Z jednym z nich od razu się polubiliśmy. Nazajutrz spotykając go, spytałem, czy wie, kto organizuje ceremonie, medycynę i okazało się, że właśnie on. Od tego momentu miałem mu pomagać w przygotowaniu medycyny i ceremonii.

_MG_9835

_MG_9836

I tak, wchodząc do Arco Iris ( hiszp: Rainbow), czas zaczął płynąć inaczej. W momencie gdy wkroczyłem w przestrzeń ayahuaskowego świata i ludzi się w niej znajdujących, rzeczy które się tam działy, były w odczuwalny sposób nieprzypadkowe. Świat duchowy i materialny przeplatał się wyraźnie.

Upływ kilku dni swoją intensywnością przypominał tygodnie. Wciąż nowi ludzie, muzyka i rozmowy, które poziomem zrozumienia sięgały granic abstrakcji. Na nowo odkryłem jak dobry może być flow z ludźmi o pokrewnych duszach, nie ważne skąd są. Takich ludzi możesz spotkać wszędzie, jeśli się ruszysz. A miejsca jak to, potęgują ten efekt.

_MG_9793

_MG_9831

_MG_9841

_MG_9833

_MG_9816-Edit

Któregoś dnia o 5 rano niespodziewanie budzi mnie Julian i mówi, że chce żebym pomógł przy gotowaniu Ayahuaski. Pracowaliśmy nieprzerwanie przez kolejne 15 godzin. Długo by pisać o magii samego przygotowywania tej medycyny. To jest jak ceremonia przez ceremonią. Praca z czystym umysłem w którą wkłada się dobre intencje, pełna spokoju i skupienia. Poznałem też wtedy Ines, Laurę i Lilę, szamanki plemienia Shipibo, które zaproszono do prowadzenia ceremonii w Arco Iris. Dwa miesiące później odwiedziliśmy je z Zacharym w ich domu w Pucallpie, żeby odbyć tam ayahuaskową dietę.

_MG_1501-Edit

Ines.

Wieczorem tego samego dnia, po raz pierwszy spotkałem się z Ayahuaską. Piłem medycynę, którą wcześniej gotowałem. Jeszcze ciepłą.

Ayahuaska w języku Quechua oznacza “Pnącze dusz”, to amazońska medycyna przygotowywana w postaci napoju. Zawiera DMT – najsilniejszą substancję psychoaktywną na ziemi. DMT to taka tajemnicza substancja, która znajduje się każdym żywym organizmie (a przynajmniej nie odkryto jeszcze niczego co by jej nie zawierało) produkuje ją też szyszynka w ludzkim mózgu. Zakres jej działania to bardzo obszerny temat. W tym przypadku wyjątkowo trudno jest pisać definicje i wytyczać jakieś granice. To potężne lekarstwo, penetruje, oczyszcza ciało, umysł i duszę. Jest dziś bardzo wiele informacji, artykułów, filmów, świadectw o Ayahuasce. Trudno mi teraz pisać o niej od strony generalnej, bo jestem teraz dość blisko tego wszystkiego. Fajnie napisała o niej Weronika: tutaj

_MG_9910

Pnącze dusz, może sprawić że doświadczysz własnej śmierci. To może przyjść, ale nie musi. Do mnie przychodziło niejednokrotnie. Pierwszy raz był jednak najdalszy, najgłębszy, ocierający się o zupełne zapomnienie. Myślę, że łatwiej było by mi napisać o innych, późniejszych doświadczeniach, to jedno jest dla mnie jak kamień milowy.

Gdy opuszczasz ciało to tracisz wszystko co materialne. Opuszczasz to życie, tracisz wspomnienia, tożsamość, nie ma już ciebie takiego jakiego znasz ze wspomnień. Nie ma wspomnień, ani punktu odniesienia wobec ziemskiego życia. Zostaje najgłębsza istota ciebie. Opuszczasz granice czasu w formie ciągłej, tam nie ma czasu. Nagle okazuje się, że świat materialny to tylko wystający czubek góry lodowej, jest równoległy i sprzężony ze światem duchowym.

Widzisz, czujesz jak to wszystko jest połączone, wszechświat, ziemia, życie, przepływ energii, współtworzysz to, jesteś tym.

ezotéria extra

Chris Dyer

Wiele może się wydarzyć. Czasem Ayahuaska daje trudne i bolesne lekcje. Możesz zostać postawiony przed faktem, że miałeś wiele żyć wcześniej, nie tylko to jedno. Praca z nią może przebiegać w różny sposób, ma bardzo wiele zastosowań. Jednym z jej wymiarów, jest leczenie przez oczyszczanie. W sensie fizycznym, mentalnym i duchowym. Przeszłość nie zostaje zapomniana, przeróżne trudne, traumatyczne rzeczy mogą się tam kryć i niespodziewanie dać o sobie znać. To jest gdzieś w nas zapisane. Każdy coś tam ma, wszyscy coś ze sobą niesiemy. Możesz się z tego wyzwolić, zrzucić ciężar, opuścić samozapętlenie. To wymaga pracy, wysiłku nie tylko na ceremoniach, ale i w codziennym życiu. Rośliny, szamani i pieśni Icaros – dają wielkie wsparcie, ale to ty musisz zmierzyć się z tym co masz w sobie, nikt inny tego za ciebie nie zrobi. Wierzę, że czasem trzeba rozpaść się na kawałki, przejść przez mrok, żeby na nowo odkryć jak wspaniałym darem jest życie. Znaleźć w sobie siłę żeby iść dalej w spokoju i zgodzie. To część procesu samodoskonalenia w wędrówce, w której uczestniczy każdy z nas.

2222

Alex Grey

Ja na początku napotkałem trudne próby, musiałem walczyć o siebie. Podobno wrzeszczałem na całe gardło po polsku, odganiałem coś co przyszło i nie chciało puścić. Z pomocą przyszedł Jaguar. Potem Ines i jej córki, zaczęły śpiewać swoje Icaros. Pieśni mocy. To była potęga.

W obliczu strachu, cierpienia i głębokiej ciemności po tamtej stronie, widzisz co tak na prawdę się liczy, w życiu i poza nim. Tam nie ma się czego wstydzić, jesteś tak obnażony – jak tylko można. Tam nie ma bezpiecznej otoczki, wymówek, nie ma okłamywania siebie. W którymś momencie musisz przestać uciekać przed prawdą, która z ciebie wybija.
Wiedziałem że idę na spotkanie z tym co mnie wzywało i jakaś część mnie trwała w tej intencji. Trafiłem tam i to co spotkałem, to co się ze mną działo, przerosło wszystko co mógłbym sobie wyobrazić. To doświadczenie nie równa się z niczym. Trafiłem do źródła. Jeden etap długiej wędrówki został osiągnięty, rozpoczął się kolejny. Spotkałem przyjaciół, dostałem odpowiedź na swoje przeczucie, zostałem powitany i inicjowany do dalszej drogi. Potem przyszły ponowne narodziny. Pierwszy wdech od którego o mało nie popękały żebra, łzy wdzięczności. Próżno pisać o tym jakie to uczucie.

6c5ac1a139d4d9488fefbd1c96c14abd

Robert Donaghey

To doświadczenie było tak rozległe że przez jakieś tygodnie potem, byłem nieźle sponiewierany. Podświadomość to trawiła, świadomość pracowała wolnej a w snach wracałem do tej przestrzeni. Przyjęcie tego do wiadomości i ugruntowanie zajęło miesiące i trwa nadal. Drzwi do szamanizmu się otworzyły i okazało się, że to moja droga.

Kilka dni później postanowiliśmy z Zacharym, że zrobimy sobie małą przerwę od wilgotnej dżungli w Arco Iris i pojechaliśmy do Nauty nad Amazonkę żeby wysuszyć nadgniłe rzeczy. Dwudniowy wypad zamienił się w 2 miesięczny pobyt, przyszedł znamienny ciąg dalszy. Ale o tym już w następnym odcinku :)

//

Translation will appear.

Advertisements

Rainbow Lithuania

Posted in Głowna / Main, Podróż / Travel, Słowa / Words by ja on August 21, 2015

To Rainbow było dla mnie czasem spotkań. Spotkań z przyjaciółmi i rainbowowymi znajomymi, widywanymi raz na kilka lat. Spotkań wyjątkowych, podarowanych, z ludźmi którzy przynoszą ze sobą coś cennego. Spotkań z deszczem, wiatrem, lasem, łąką, gwiazdami, słońcem, księżycem, poranną rosą. Spotkań z żywiołem, wynurzając się i biorąc oddech w czyściutkiej, rześkiej wodzie jeziora, chwilę po wyskoczeniu z sauny.

Spotkań z samym sobą, w spokoju na uboczu Rainbow, których było tam chyba najwięcej. Spotkań z ciszą, otwieraniem głosu i śpiewem dla śpiewu, rytmem bębna, pieśniami fletu, dymem mapacho. Spotkań z medycyną i duchami.

W moim życiu pojawia się co raz więcej muzyki – tej granej też. Ostatnio często też nie robię zdjęć. Z uśmiechem pozwalam chwilom przemijać. Doceniam tą głębię i piękno chwil “tu i teraz”, jak podarunek którego nie odda żadna namiastka. Jeśli robiłem jakieś zdjęcia, to bardziej tak jakby one same się robiły. Nic na siłę. Taszczyłem też ze sobą wielki, ciężki aparat, którym fotografuję serię o Rainbow od 6 lat i nie zrobiłem nim ani jednego zdjęcia.

Za kilka dni ruszam na Rainbow Karpackie, na Słowację. Do tego czasu mam nadzieję spędzić trochę czasu ze słowami, obrazami i trochę się tym podzielić :)
//
This Rainbow was mostly time of meetings for me. Meetings with friends, rainbow colleagues which I meet once for a few years. Meetings, special and donated in some way, with the people who are giving something precious just by themeselves. Meetings with rain, wind, forests, meadows, stars, sun, moon, morning dew. Meetings with element, when you emerge to the surface of clear, fresh water and take a deep breath, just after sauna.

Meetings with itself, in peace, out of the way, of which there were probably the most. Meetings with silence, with singing and opening voice, rhythm of a drum, flute songs, mapacho smoke. Meeting with medicine and spirits.

There is more and more music in my life – this played by myself too. And recently I often don’t take a pictures. I let go of the moments, with a smile. I appreciate this depth and beauty of moments “here and now”, like a gift which cannot be replaced by any kind of record. If I took some photographs, it was more like – they were taken by themselves. Nothing by force. I also carried big and heavy camera which I use to photograph Rainbow Series since 6 years, and I didn’t take any picture.

In few days I’m gonna leave to Carpathian Rainbow in Slovakia. Till this time I’ll spend some time with words and images and share it here :)

_MG_4345-2

_MG_4352

_MG_4373-Edit

_MG_4335

_MG_4380-Edit

_MG_4422-Edit

_MG_4339

_MG_4484

_MG_4473

_MG_4383

_MG_4476-Edit

_MG_4494

 

Tagged with: , ,