#Notatnik

Anglia / England

Posted in Notatnik / Note by ja on September 22, 2014

One shore had disappeared from a sight, the other is still unseen and around the ocean full of emptiness. Shallow everywhere. Working at night, the lack of light. Remaining in this journey in strange rhythm. Looking for the golden mean, waiting for the other shore.

The counterweight is a world more familiar to me. World of balance and life flow.

/

Jeden brzeg znikł z oczu, drugiego wciąż nie widać a dokoła ocean pełen pustki. Wszędzie płytko. Praca nocą, brak światła. I trwanie w tej wędrówce w nieswoim rytmie. Szukając złotego środka, wypatrując drugiego brzegu.

Przeciwwagą jest świat bardziej znajomy. Świat równowagi i przepływu.

newforest

Advertisements
Tagged with: ,

Anglia / England

Posted in Słowa / Words by ja on September 17, 2014

Observing strictly standardized world, which in small details is liable to written or unwritten rules. Behavior, expression, topics of conversation, interests, way of moving, building, spending free time. No straing from marked trails. There is no space for your own ways, paths and shortcuts. Everything is schematic, contacts, motivations, relationships of people too.

Linearity dominates. Not only in the digital world and computers but also in minds. Contacts of people are suspended in generally accepted, a full smile, convention of “pretend”. Awareness and vision of a world made ​​up of mismatched messed together fragments. Earth and nature has been done one of them. All this is matched to the needs of a world that revolves in about various forms of lust, accumulation and consumption.

/

Obserwuje ściśle ustandaryzowany świat, który w drobnych szczegółach podlega pisanym lub niepisanym regułom. Zachowanie, ekspresja, tematy rozmów, zainteresowania, sposób poruszania, zabudowa, spędzanie wolnego czasu. Nie zbacza się tu z wytyczonych szlaków. Nie ma miejsca na własne sposoby, ścieżki i skróty. Wszystko jest schematyczne, kontakty, motywacje, relacje ludzi tez.

Linearność dominuje. Nie tylko w świecie cyfrowym czy komputerach ale i w umysłach. Kontakty ludzi zawieszone w ogólnie przyjętej, pełnej uśmiechu, konwencji „na niby”. Świadomość i wizja świata poskładana z bałaganu niedopasowanych do siebie fragmentów. Ziemię i naturę uczyniono jednymi z nich. Dostosowane jest to do potrzeb świata, który obraca się wokół różnych form pożądania, gromadzenia i konsumpcji.

In all this accumulation of simple pulp – simple obligation and conformity to the expectations of common rat race, makes man to cease the hear  his own voice. This man, there – inside, is outgrown. He follows unconsciously for an illusion, dreams of more “happiness” in a larger career, more power and domination, more money and possession. He had been taught to focusing on what he does not possess, not seeing how much he’s actually got. As if not watching by his own eyes.

/

W całym tym nawarstwieniu prostej papki – prostych powinności i konformizmu wobec oczekiwań wyścigu szczurów, człowiek przestaje słyszeć swój własny głos. Ten człowiek, tam – w środku jest zagłuszany. Podąża bezwiednie za iluzją, śni o większym “szczęściu” w większej karierze, większej władzy i dominacji, większym pieniądzu i posiadaniu. Nauczony został aby skupiać się na tym czego nie ma, a nie na tym co ma. Ciągle nienasycony. Jakby patrzył nie swoimi oczyma.

Mental monoculture. Like all monoculture – shallow and barren. Tweaking by “olympic”, caffeine, nicotine, watered with alcohol. There is no life-giving juices, vitamins. Authenticity.

I have a feeling that somewhere in all that this society, these people have forgotten what they actually aim to. What for is this life? With obligation? For children? For repaying the house for the rest of life? For popularity? Sense of beauty has become blurred, got lost somewhere along the way. Simple joy is also blurred. But there are different variations of sleep. So then, this system lasts.

/

Mentalna monokultura. Jak wszystkie monokultury – płytka i jałowa. Podkręcana, igrzyskami, kofeiną, nikotyną, podlewana alkoholem. Brakuje ożywczych soków, witamin. Autentyczności.

Mam wrażenie, że gdzieś w tym wszystkim, to społeczeństwo, ci ludzie zapomnieli o co im właściwie chodzi. Po co to życie? Z przymusu? Dla dzieci? Dla spłacania domu przez resztę życia? Dla popularności? Poczucie piękna zatarło się, zgubiło gdzieś po drodze. Zatarła się prosta radość. Są za to różne warianty snu. Żeby ten system się trzymał.

I know this is not the only place where it looks like this. But with such a accumulation of those things I never had to deal with. Idea of something and experience of something are two different things. Requires a great distance, but provides a valuable lesson.

It will be good to mention all this after some time, standing on the other side. I remember in Brazil, people did not believe in what I tell them about the life of Europe. From that perspective, it was also hard to believe for myself. It doesn’t have to look like this.

/

Wiem, że to nie jedyne miejsce gdzie tak jest. Ale z takim nawarstwieniem tych rzeczy nie miałem nigdy do czynienia. Czym innym jest wyobrażenie, czym innym doświadczenie. Wymaga wielkiego dystansu, ale to cenna lekcja.

Dobrze będzie wspomnieć i przemyśleć to wszystko za jakiś czas, będąc po drugiej stronie. Pamiętam jak w Brazylii, ludzie nie dowierzali w to co opowiadałem im o życiu Europie. Mi samemu też było wtedy trudno w to uwierzyć. To wcale nie musi tak wyglądać.

Tagged with: ,

Joga i ja

Posted in Joga, Słowa / Words by ja on October 30, 2017

Dzisiaj trochę opowieści o początkach w praktyce Jogi.
Zawsze było u mnie dużo sportu – Aikido w dzieciństwie, potem deskorolka przez prawie 12 lat, kilka lat biegania, kawałek drogi przejechany w rowerowych podróżach i Capoeira w trakcie której ostatecznie wybiłem bark. Wydawało mi się że mam krzepę i jestem nieźle rozciągnięty – ta joga nie jest chyba taka trudna – myślałem.

Z pierwszej sesji w szkole Jogi najbardziej zapamiętałem pozycję psa z głową w dół – którą utrzymywaliśmy przez dłuższą chwilę. Wydawało się to łatwe, opieram się na rękach i nogach, pośladki do góry, głowa luźno – łatwizna :) Po jakimś czasie jednak zaczęły trząść mi się nogi, potem ręce. Chwilę później z czoła kapie strużka potu i trzęsę się już cały. Wszystkie moje mięśnie dygoczą i ciężko dyszę w tej prostej pozycji. Ukradkiem patrzę na panią obok mnie – miała dobrze po pięćdziesiątce, chudziutka, drobna. Utrzymywała pozycję stabilnie i miękko, oddychała lekko. Szczerze mówiąc wyglądała bardziej jakby odpoczywała i czuła ulgę.
Uderzył mnie ten kontrast między nami. W pewien sposób zrozumiałem że siła-sile nierówna. Zachodzi tu coś więcej niż sama gimnastyka i ćwiczenia. Siła mięśni w wysiłku jest czymś innym niż siła płynąca z całego ciała, równowagi, koncentracji i oddechu.

Zacząłem praktykować jogę. Była późna jesień 2013, mieszkałem sam, zaczynałem pisać pracę magisterską. To był fantastyczny i żywotny czas (wpis Zima – lubię do niego wracać). Moje życie składało się z pisania o archetypowej metaforze drogi w życiu i fotografii, chodzenia po lesie, żywiołowej jazdy na rowerze i Jogi co najmniej raz dziennie.

Po miesiącu zauważyłem dużą różnicę w głębokości oddechu. Pojawiło się więcej spokojnej codziennej koncentracji, poprawił się sen, czułem że też poruszam się płynniej i bardziej świadomie. Zniknął jakikolwiek ból czy napięcia w plecach. Pojawił się też rodzaj intuicji wobec kiepskiego jedzenia i alkoholu – zaczęło mnie odpychać. (zostało do teraz) Na wiosnę poszedłem na basen po kilkuletniej przerwie i pierwszy raz w życiu po prostu przepłynąłem kilometr.

Joga była dla mnie czymś prostym, dostępnym na co dzień i bardzo praktycznym. Czymś co sprawia że lepiej funkcjonuję.
Od samego początku złapałem fajny rezonans. Przysłuchiwałem się w sposób jaki nauczyciele tłumaczą i opisują praktykę. Od zawsze lubiłem poznawać anatomie i mechanikę ciała. Czułem że jest tam jeszcze wiele, wiele więcej do zgłębienia, ale w mojej percepcji wydawało się bardzo odległe i wręcz nieosiągalne.

Latem następnego roku, po obronie dyplomu w szkole filmowej, wyjechałem na kilka miesięcy do pracy w Anglii. Cały czas praktykowałem Jogę. Na początku pracowałem w magazynie, gdzie robiłem spokojnie między 20-25km dziennie na piechotę, pchając i ciągnąc wózek z paczkami a pod koniec dnia załadowywałem przyczepę tira paczkami po 30kg – pod sufit. Tak wyglądały pierwsze 3 tygodnie. Na prawdę kiepska i ciężka robota, byłem jednak porządnie zmotywowany. Zbierałem na pierwszą podróż do Peru. Codziennie wstawałem o 4-50 zaczynałem dzień od Jogi aby rozgrzać stawy i wzmocnić kręgosłup, potem wskakiwałem na rower i szybka teleportacja 8 km do pracy. Dzień kończyłem kilkoma wyciszającymi pozycjami.
Myślę że bez Jogi nie dałbym wtedy rady, mogło by się skończyć przeciążeniami stawów albo kontuzją. Najzabawniejsze było to, że wedle regulaminu nie powinienem dźwigać sam niczego powyżej 25kg. Z jednej więc strony przełożona wymagała od pracowników dźwigania trampolin i samochodów elektrycznych – ale żeby to wszystko funkcjonowało musieliśmy się z tym ukrywać przed panią szefową zmiany – bo można było wylecieć. Taka zabawa w kotka i myszkę – wszyscy o wszystkim wiedzieli – ale każdy miał wykonywać swoje zadanie. To było trudne, ale też i bardzo pouczające kilka miesięcy.

Po 3,5 miesiącach pracy wyruszyłem w końcu w podróż, pojechałem na trochę Francji i na chwilę do Polski, a potem już Peru, Boliwia, Portugalia, Litwa, Słowacja, Polska, USA, Kolumbia, Ekwador, znowu Peru, Polska i tak minęły dwa lata. W międzyczasie dużo się wydarzyło. Spotkałem Kingę. Odkryłem medytację. Zacząłem pracę Kambo. Miałem wiele doświadczeń z roślinnymi lekarstwami Amazonii i Andów. Najważniejsze wydają się dwa piętnastodniowe odosobnienia – czyli diety z konkretną rośliną (master plant diet) Niezwykle głęboki proces samouzdrawiania. W trakcie pojawiło się wiele dalszych drogowskazów i odpowiedzi. Rok później wróciłem do Peru żeby spotkać swojego nauczyciela i odbyć drugą dietę roślinną. Była bardziej intensywna ale też o wiele bardziej świadoma. W jej trakcie stało się dla mnie jasne, że podobnie głęboką podróż w głąb siebie można odbyć po prostu medytując.
Wizje, głębokie stany duchowe są czymś pięknym, niesamowitym i nie do opisania słowami – ale nie są dla mnie celem samym w sobie. Nie też uważam że jest w nich coś złego. Uważam że fundamentalną sprawę stanowią: powód, podejście i sposób w jaki się z nich korzysta. Mogą pomóc jak i zaszkodzić… Mógłbym o tym długo pisać, ale to opowieść o Jodze :)
Doświadczenia płynące z San Pedro, Ayahuaski i diet roślinnych z Marusą i Chiricsanango zrobiły swoje i koniec końców zaprowadziły mnie z powrotem w stronę prostoty medytacji i jogi. Przypomniały o codziennej uważności i bieżącej pracy nad sobą. Bo ceremonie-ceremoniami ale właśnie samo życie jest dla nas najlepszym sprawdzianem.

Wracając do wspomnianej diety w Peru – wiele wydarzeń i wizji w jej trakcie pochodziło lub było związane ze wschodnią duchowością. Poczułem że w końcu przyszedł czas żeby odwiedzić Indie, Nepal i Himalaje. Miałem na oku kilkumiesięczny kurs Jogi . Taki był mniej więcej mój plan w teorii – w praktyce jednak  zostałem Tatą :)
Plany się zmieniły, świat wywrócił się do góry nogami a ja cieszyłem się że zostanę ojcem. Czułem że we właściwym czasie pojawi się możliwość kontynuacji tej ścieżki. A jeśli pojawi się coś innego niż sobie wyobrażałem –  to szkoła życia i jej odpowiedzi są tu gdzie jesteśmy teraz.

Po 1,5 roku w sierpniu 2017, pojechaliśmy już całą rodzinką na czeskie Rainbow. Tam jednego słonecznego dnia sprawy niespodziewanie nabrały obrotu. Na zielonej polanie, siedziało i gawędziło w grupkach kilkadziesiąt osób. W przelotnej rozmowie jedna dziewczyn zapytała czy nie poprowadziłbym jogi. Wiadomo – odpowiedziałem że przecież nie jestem nauczycielem i tak dalej. Przez chwilę się opierałem ale w końcu uległem. Nie miałem planu, zacząłem więc po prostu tłumaczyć najprościej to co znam – tak jak czuję i rozumiem. Szybko straciłem rachubę czasu, pojawił się przyjemny lekki flow – po prostu mówiłem, tłumaczyłem, pokazywałem. Zawsze lubiłem opowiadać o rzeczach z którymi czuję rezonans. Dołączali do nas kolejni ludzie. Zaczęliśmy we trójkę, skończyliśmy po dwóch godzinach w kilkanaście osób. Na końcu ludzie nie kryli zadowolenia, chcieli więcej i pytali kiedy robię kolejny warsztat. Wtedy ocknąłem się błogości i wróciłem do swojego powątpiewania – jak to? Ja? Tak po prostu? Jak to możliwe? Faktycznie przez kolejne dni Rainbow, ilekroć mijałem kogoś z uczestników tamtej jogi, padało pytanie – kiedy znowu joga? I że było super. Trudno było mi w to uwierzyć. Cała sytuacja i moja reakcja w gruncie rzeczy była dość zabawna – dała też do myślenia.

Od jakiegoś czasu częściej zadawałem sobie i przepracowywałem pytania, które pewnie wielu z nas sobie zadaje. Czy można i jak utrzymać rodzinę z pasji? Co takiego sprawia że tracisz poczucie czasu? Co właściwie mógłbyś robić dla samej przyjemności i satysfakcji? Fajnie by było robić coś z głębi serca, czuć w tym żywotny przepływ, rozwijać się i pomagać w tym innym. Co takiego chciałbym robić?

Mam wrażenie że tamtego dnia życie podsunęło odpowiedź – w taki przezabawny sposób. Albo może ta sytuacja odsłoniła coś, co intuicyjnie grało we mnie już wcześniej.

Idea kursu Jogi znowu się pojawiła. Kinga też to poczuła. Zacząłem znowu codziennie praktykować Jogę i medytować. Doszliśmy do wniosku że jeśli miałbym robić kurs – to lepiej zacząć szybko zanim nasza córka zacznie chodzić. I nagle sprawy znowu nabrały szybkiego obrotu. Dwa dni temu, ktoś nam serdeczny usłyszał o tym pomyśle i pojawiła się możliwość pożyczki. Teraz już wiem, że za tydzień będę w Indiach. Tu na razie kończy się moja opowieść :)

Jestem tym wszystkim ciut podekscytowany, bardzo się cieszę i z ciekawością czekam na nową wiedzę. Kilka różnych osób poleciło mi tą samą szkołę w Rishikesh. Zobaczmy jak potoczy się to dalej…

Będę przesyłał zajawki z podróży i dawał znać jak wygląda życie i nauka!

Tagged with: , , , ,

Lecę

Minęły dwa tygodnie odkąd przyjechałem. Rzeczywistość angielska kształtuje się dla mnie całkiem sprzyjająco. Od jutra zaczynam nową pracę, taką co dużo ludzi chce dostać, podobno spoko. Nie kapie mi na głowę, mam szybki rower i znalazłem kilka dobrych miejsc.
Sporo styczności z polakami, prostotą, prostactwem. Jeśli się tego nie ocenia, tylko spróbuje wysłuchać, przebić przez powierzchowność i zrozumieć, to okazuje się, że to nie są źli ludzie. Na pogodę, odpowiadają pogodą.

GetImage.ashx-1-2

(13.06.2014)

“Lecę do Anglii, wykonałem pierwszy krok. Po ostatnich pięknych tygodniach czuje się o wiele bogatszy (…) Dużo się wydarzyło. Odlatując, spojrzałem w dół na Lublin, zobaczyłem linie torów przecinającą miasto i bez trudu poznałem Nowy Świat, mój świat ostatnich miesięcy. Z góry wyglądał inaczej, był malutki.
Leciałem dalej, samolot przebił się przez konstelacje ciężkich, deszczowych chmur i dotarł do krainy obłoków, gdzie zalały go cieple promienie zachodzącego słońca.
Myślałem o tym, co za mną zostało. Patrzyłem spokojnie w przestrzeń, bezmiar, nieskończony błękit. Patrzyłem na piękno.
Przyszło do mnie kilka myśli. Utkwił mi w pamięci Nowy Świat, który wyglądał jak jedno z tysięcy innych miejsc, był po prostu małym kawałeczkiem ziemi. Ziemi która jest, mała niebieską kropeczką Drogi Mlecznej – naszej galaktyki – a ta jest niewyobrażalnie małą drobinką wszechświata. Ostatnio często o nim myślę.

Jesteśmy niczym wobec nieskończoności ale i wszystkim jednocześnie. Pomyślałem o historiach z ostatnich miesięcy. Przyszło poczucie, że to jedynie fragment, pyłek, malutka cząsteczka Świata. Jak rozbłysk malej iskierki. Albo jak znikający na dłoni płatek śniegu. Mignięcie gwiazdy gdzieś na nocnym niebie. Albo odlatujący w powietrze rozżarzony skrawek ogniska.

Poczułem jakim malutkim pyłkiem tego wielkiego świata jestem ja i moje życie. Poczułem wdzięczność za nie. Poczułem pokorę wobec bezmiaru, wzruszenie i zgodę na to wszystko. Pyłek został wprawiony w ruch. A może osiągnął tylko jakiś kolejny etap. Płynie, szybuje sobie przez przestrzeń i nie pozostaje mu nic innego niż tylko przyjąć to co tam spotka.

Anglia jest tylko etapem, w głębi jednak czuje, że coś się zmieniło, coś nowego się zaczęło. Nic się nie skończyło, to po prostu przychodzi nowe.”
Wszystko to potrwa tylko małą chwilkę :)

Tagged with: , , ,