#Notatnik

Kinga

Posted in Notatnik / Note, Polska / Poland by ja on January 18, 2017

No i mieszkamy na wsi :)

//
So finally we live in the country side :)

img_9399-edit-edit-edit

img_9424-edit

img_9419-edit

img_9411-edit-edit

img_9412-edit

img_9403-edit-edit

Let it go

Posted in Notatnik / Note, Polska / Poland by ja on September 23, 2016

Ostatnimi miesiącami sporo nauki bycia. Sporo medytacji i nurkowania w głąb teraz – skąd płynące myśli, otoczenie i teraźniejszość chwili jest jak naturalny rytm fal świata “na powierzchni”.
Oprócz tego sporo pracy z Kambo, bycia dla innych i nauki wsparcia. Dużo intensywnych i pracowitych dni.

Last months were full of simple being, and learning about it. A lot of meditation, diving into now, where you can see flowing thoughts, reality around and nowness of the now are like natural flow of the surface world.

Besides that a lot of work with Kambo. Presence and support for the others. Pretty intense time.

/

Podczas mojej ostatniej diety roślinnej z Chiricsanango w Peru, zacząłem uczyć się uważniejszej obecności. Obserwacji myśli, obserwacji rzeczywistości, tego co się w nią wkłada i jak ona się zmienia. Jak świat dokoła nas zmienia się wraz z tym gdzie kierujemy naszą uwagę. Roślina ta pokazała mi że używanie innych roślin jest pomocne ale nie jest konieczne, bo prawda i spokój są już w nas. Musimy je tylko znaleźć.

During my last plant diet with Chiricsanango in Peru i started to learn about more aware presence. Observatwion of thoughts, reality, everything thats part of it and changes it. How world around us changes, depends where we put our attention. My teacher-plant showed me, that using other plants can be helpful, but is not necessary. Truth and peace are already inside of us. We only got to find them.

/

Wszystko to przeplata się z momentami zatracenia szerszej świadomości i powrotu złaknionego ego. Powrotu jego oczekiwań, ocen, niezgody, niepokoju, zakłóceń, przerośniętych ambicji. Raz mniej, raz bardziej ale miejmy nadzieję że z czasem co raz rzadziej.

Everything interwoves with moments of loosing conciousness and coming back of starved ego. Coming back of its exspecjartions, judgements, disagreements, distructions, fears and overgrown ambitions. Sometimes its strongly, sometimes mildly, but hopefully that with time less frequent.

/

Więc te rzeczy które się dzieją, skłaniają do różnych refleksji. Wiele razy przerabiam sam ze sobą sens tego co robię. Skąd to naprawdę pochodzi.

Staram się wrócić do momentów esencji, gdy wszystko po prostu płynęło samo, ja naciskałem zdjęcia i czasem zapisywałem słowa.

Moja działalność w fotografii zmarginalizowała się w ciągu ostatnich kilku lat. Postanowiłem nie iść na kompromisy w tym co robię. Jeśli już coś robić to szczerze i z głębi serca. Nie po to żeby łechtać ego, swoje czy cudze. Nie po to żeby komuś coś udowodnić. Nie po to żeby przybrać taką albo inną maskę, rolę. Nie ze strachu przed pominięciem. Nie dla prestiżu. Nie dla pieniędzy, które koniec końców nie są najważniejsze. Nie dla świata iluzji złaknionego co raz większej iluzji, pustej pożywki – pokrywanej co raz to grubszą warstwą słodkiego lukru. Skoro jestem niezależny od tych rzeczy, nie muszę iść z nimi na kompromisy. Wolność, wszystko według własnego zegara i od serca. Albo nie robić wcale.

Jeśli poodejmować różne rzeczy, nawarstwienia przeszłości, perfekcjonizmu i wysokich oczekiwań, zostaje ten czysty i prosty gest. Który najbardziej się dla mnie liczy. Kiedy ktoś z was pisze, że to czuje i że go to poruszyło. Jeśli “to coś” idzie dalej, to dla najwięcej dla mnie znaczy i daje energię na robienie więcej.

Po dwóch latach bycia w drodze rozpuściły się dawne szlaki myśleniowe i oczekiwania narosłe w wielkich miastach, studiach fotograficznych itp. Odpuściłem to sobie.

Potem wydarzyło się tyle, że mam wrażenie że spokojnie mógłbym zrobić drugą część książki o Drodze.

A teraz po tym dłuższym odpoczynku i robieniu minimum, czuję w środku, że tak sam z siebie mógłbym zrobić jeszcze to i tamto. Powoli nadchodzi dobre żniwo rozpoczętych zmian.

So happening of these things are inclining various reflections. Many times I thought in front of myself what sense it makes – to do what I do. Where it comes from.

I try to come back to moments of pure essence, when all was just flowing by itself – I was just pressing shutter, and putting letters. Sharing from pure will of telling the story, just share it.

My activity in photography got marginalized during last few years. Decided not to compromise in my work. Doing something makes sense if its honest, and from comes from heart. Not for ego, yours or others. Not to proove anything to someone. Not to wear this or that mask, social role. Not because of fear about disregard. Not for illusory prestige. Not for money, which after all are not that important. Not for world of illusion that starves for bigger illusion, empty nourishment, covered by thicker and thicker layer of sweeteners. If I’m off from all these dramas, there is no need for compromises. There should be freedom, everything according to internal clock and heart. Or letting it go with peace.

After two years of being on the road, some old traces of thinking from big cities or filmshool – got dissolved. I let it go.

Meanwhile so much happened, that it feels like that I could easly make another book about Road.

And now some another circle got rolled. I feel that I could easly do – this or that. Slowly approaching harvest of good changes.

/

Po raz kolejny przerabiałem kwestię motywacji do dzielenia się doświadczeniami. I po raz kolejny stanęło na tym że warto. Po czymś takim trudno coś więcej zapowiadać :) po prostu będzie się tu pojawiało. Dzięki wam za wszystkie słowa otuchy.
Jutro jadę na dwa tygodnie do Finlandii. Retreat z Kambo i innymi lekarstwami, który prowadzimy wraz z kochanym przyjacielem Jussi’m. Ważne spotkanie, które od dawna czekało.

Tymczasem kilka sytuacji z ostatnich miesięcy:

So another time digested the matter of motivation for sharing and its roots. And another time it turns out – its worth. After such a conclucions in my case there is no sense to announce anything :) It will just appear. Thank you for all support.

Tomorrow I go to Finland for about two weeks. Retreat with Kambo and other medicines, which we make with lovely finnish friend Jussi. Important meeting, what was waiting for long.

Meanwhile a few situations from last months:

 

untitled-1

 

W Polsce

Posted in Podróż / Travel, Polska / Poland by ja on June 22, 2016

Powrót do Polski zajął jeszcze nieco czasu po wylądowaniu. Europa jest jak inna planeta.

Po powrocie niezła kilkutygodniowa gonitwa. A po tak intensywnej diecie i głębokiej przebudowie w Peru, powrót w Polskie warunki i “trawienie tego” zajmuje nieco czasu, tym bardziej gdy rośliny wciąż jeszcze krążą w żyłach.
Po 6 tygodniach mogę powiedziec że mentalnie dopiero zaczynam wracać :)

Dużo nowych rzeczy w Polsce. Praca i nauka o naturalnej medycynie się pogłębia. Zaczęliśmy aplikować Kambo w Polsce i mogę powiedzieć, że pierwsze efekty dają dużo radości :) Kursuje/emy pomiędzy Lublinem a Wrocławiem z małymi przystankami w Warszawie.

Ale powoli kończy się czas ciągu spraw i siedzenia po miastach. W międzyczasie kupiliśmy Tipi i niebawem rozbijemy je na kilka tygodni w pięknym miejscu niedaleko Wrocławia.

//

Coming back to Poland took a while after arriving. Europe is like other planet.

After return few weeks of pretty intense time. And after such deep and strong diet and transformative work, coming back to Polish environment and “digesting things” takes its time, specially when you still feel plant medicine in your vains. After 6 weeks can say that I started to come back mentally :)

Some new things in Poland. Working and learning about natural medicine is going deeper.  We started applying Kambo in Poland and first results gives lots of happiness :) Me/we are moving between Lublin and Wroclaw with little stops in Warsaw.

But time for cities and endless tasks is slowly ending. Meanwhile we bought teepee tent and soon we will put it up in beautiful place near to Wroclaw.

_MG_7270-Edit

IMG_5276

_MG_7477-Edit-Edit

13308548_188690341526635_7341841415123842116_o

Tagged with: , ,

Pierwsze dni Jesieni / First days of Autumn

Pierwszy dzień jesieni w lesie. Świeże grzyby z polany a potem bosa, samotna podróż do lasu.

Po intensywnej pracy wiosną i latem, natura stała się brzemienna, wydała owoce. Teraz bierze głęboki oddech pełen ulgi i ukojenia. Kolejny cykl życia się wypełnił. Za chwile ziemia przyjmie z powrotem to co wydała. W tym oddechu słychać lekki szelest spadających szyszek, jeżyn, ptasich piór, szum liści. Delikatny powiew wiatru z mięniącymi się przez mgłę, promieniami słońca. Potężny i dostojny ryk jeleni, które krążą w pobliżu. Zimno które sprawia, że bardziej czujesz żywioł. Umysł się wyłącza, ciało nic nie waży, idzie samo. Bose stopy zapadają się w miękkich liściach i czystej, leśnej ziemi udeptanej wcześniej przez jelenie.

Mocne spotkanie z lasem. Będę miał za czym potęsknić.

//

First day of autumn in the forest. Fresh mashrooms from the meadow, then barefood, lonely journey to the woods.

After intense work during spring and summer, nature became fraught, and born fruits. Now she’s taking deep soothing breath. Another cycle of life is completed. In a little while, earth will receive back what she gave. In this breath, you can hear slight rustle of falling berries, cones, birhs feathers, leaves. A gentle breeze with rays of the sun, sparkling through the mist. Powerful and dignify howl of deers, which were passing around. Cold that makes you feel closer to element. Mind is swiching off, body weighs nothing, going forward by itself. Bare feet sinking into soft leaves and pure forest earth, trampled by deers.

Strong meeting with eastern european, polish forest. I will have something that I’ll miss.
__

Teraz wróciłem do miasta. Wyjechałem na dwa tygodnie a podziało się tak, że wracam po miesiącu.

Na trzy ostatnie dni dołączyłem do Miki i Mieszka na polanie w Beskidach. Dobre spotkanie. Zostałbym dłużej.

Mika jest szamanem, kowalem, człowiekiem drogi który robi rzeczy. Dobry człowiek, który wie co dobre. Pierwszy raz spotkaliśmy się sześć lat temu na Rainbow na Ukrainie, gdy zacząłem robić tam zdjęcia. On mnie zapamiętał, a ja go jakimś cudem – nie. Potem spotkaliśmy się trzy lata później i wyraźnie go zapamiętałem, choć nie wiedziałem czym się zajmuje. A teraz, niedawno spotkaliśmy się na Litwie i Słowacji, trochę razem popracowaliśmy i sporo się nauczyłem. Dobrze go spotkać.

//

Now I came back to the city. I left for two weeks, and flow of things that happened – made it one month.

For three last days I joined to Mika and Mieszko on the meadow in Beskidy mountains. Very good meeting. I would stay longer.

Mika is shaman, blacksmith, man of the road who make things. Good man, who knows what’s good. First time we met six years ago in the ukrainian Rainbow, when I started to take photographs there. He remembered me, but me somehow – not. Later we met in three years later and I liked him immediately, although I didn’t know what he do. Then we met in Lithuania and Slovakia, worked together a bit, and I learned a lot. Good to meet him.

_MG_4799-Edit-2

Z Mieszkiem znamy się nie od dziś. Przeszliśmy przez niejeden zakręt, ale jesteśmy na prostej.

//

Z Mieszko we know each for a piece of time. We passed through many turns, but finally we are on straight way.

_MG_4808

Naszą trójkę spotkała i połączyła ta sama historia. Ta sama kobieta.

//

Our three was connected and experienced by the same story. Same woman.

_MG_4818-Edit-2-2

_MG_4803-Edit

_MG_4765-Edit

_MG_4841-Edit

_MG_4812-Edit

Jeszcze dziś rano zbiegałem z plecakiem przez mokre polany i strome ścieżki w gęstej mgle z deszczem. Potem wystawianie ręki, muzyka, stan zawieszenia, patrzenia w dal za oknem, no i jestem w Lublinie. Tak inne światy, trudno uwierzyć, że to ten sam dzień.

//

Still this morning I was running down with backpack through wet meadows and steep paths in dense fog and rain. Then hitch-hike, music, state of suspension, looking into the distance behind the window, and I’m in Lublin. So diffrent worlds, it is hard to believe that this is the same day.

_MG_4847