#Notatnik

Przypadkowe spotkania

Posted in Notatnik / Note, Podróż / Travel, Słowa / Words by ja on May 5, 2015

Jestem na dworcu autobusowym w Cusco i jadę do Boliwii. Właścicielka kafejki wydobyła dla mnie zza stolika sponiewierany kabel sieciowy, więc mam chwilę na napisanie. Nie mam wiele czasu, następnym razem przy internecie dodam tu kilka zdjęć.

Trafiłem kilka dni temu do Świętej Doliny, chcąc wynająć tam pokój, bez planu, bez znajomości, bez cynków. Chwile zajęło mi wyjście z miejskiego szybkiego trybu, który załączył się w Cusco i po wycieczce na Machu Picchu. Na wydeptanym, zimnym turystycznym trakcie potrzeba żwawych, zdecydowanych ruchów. Człowiek przyspiesza. Ale atmosfera Andów, kiedy w końcu zostaje się z nimi sam na sam, upomina żeby zwolnić.

Dostałem wcześniej, w Amazonii bardzo wyraźne wskazówki, że mam się zatrzymać, zwolnić, głęboko skupić i uczyć. Szukałem więc przez ostatnie dni – domu w cichym miejscu, z dala od zgiełku, blisko natury, gór. Gdzie będę mógł sam w spokoju pracować i uczyć się tego co mam do nauczenia. Skąd będę mógł w dowolnym momencie wyruszyć w góry na kilka dni.

 

Zacząłem więc rozeznawać się w okolicy. Zwalniać, wychodząc na parę godzin w góry, zapalić fajeczkę mapacho, pograć na flecie albo posłuchać ciszy. Rozdzieliliśmy się też z Zacharym, on został w Cusco. Zatem po kilku miesiącach ciągłego bycia z ludźmi zostałem sam i wrócił mój własny rytm poruszania. Noclegi w górach, tam gdzie poniosą nogi, co uwielbiam, a co nie jest takie oczywiste dla niektórych. Ludzie mają różnie zdefiniowane strefy komfortu. Samemu jest zupełnie inaczej i to pod wieloma względami. Ale wszystko swoje plusy i minusy.

_MG_2068-Edit

_MG_2090-Edit

_MG_2156-Edit

_MG_2117

_MG_2179

_MG_2085

Góry bardzo różnią się od dżungli. Ich atmosfera sprzyja odosobnieniu i skupieniu. Jest dużo wolnej przestrzeni, mniej powietrza na tej wysokości, ale za to w pewnym sensie – więcej oddechu. Nic nie chce cie tu zjeść, nie ma tej dżunglowej rywalizacji o przestrzeń i pokarm. Nie ma komarów i reszty towarzystwa. Życie w wioskach, szczególnie tych nieturystycznych też płynie bardzo powoli i spokojnie.

Po raz kolejny brak planu okazał się dobrym planem. Nic nie musieć. Być i nic nie musieć.. Nieskończoność możliwości i spokój o napotkanie tych właściwych.

Bardzo lubię te spontaniczne rozmowy z peruwiańczykami, szczególnie tymi starszymi, spokojnymi i zaprawionymi. Zwykle w którymś momencie po prostu przysiadam na jednej z ławek, ktoś się dosiada i po chwili jeden z nas zagaduje. Rozmowa płynie sobie potem powoli, przyjemnie niewymuszona. Doświadczyłem tego wiele razy, z wszelkiej maści sprzedawcami, kucharkami, kierowcami, wspòłpasażerami, albo po prostu ludźmi na ulicy. Takie wspólne bycie, szczera wymiana – sprawia po prostu przyjemność. “Przyjemność” to nie do końca właściwe słowo. To takie naturalne, te uśmiechy, pogoda, spotkanie, wspólne spędzenie czasu, bycie. Nie musimy się zgadzać, nie musimy rozmawiać, nic nie musimy i dlatego też ta prostota ludzkiego zrozumienia daje tyle frajdy. Proste, prawdziwe spojrzenie w oczy, kiedy patrzymy, kiwamy głowami i oboje wiemy. To wystarczy. Takie rozmowy zsyłają drogowskazy. Dodają krzepy, utwierdzają. Ludzie czują, kiedy idziesz za głosem serca. Coś w nich wie czego potrzebujesz i pomogą ci na twojej drodze.

Włóczyłem się po wioskach świętej doliny. Opcje pojawiały się same. Spotkałem na ulicy gościa, który robi bębny szamańskie. Umówiliśmy się na drugi dzień w jego wioseczce, zaprowadził mnie kawałek w górę doliny, w sąsiedztwo natywnych mieszkańców tego regionu i załatwił bardzo tanie lokum, ściemniając właścicielowi, że jesteśmy dobrymi znajomymi. (fakt, faktem po tych kilku spotkaniach bardzo się polubiliśmy) Potem oglądałem pokój u kobiety, która od wielu lat pracuje z medycyną. Po usłyszeniu mojej historii z Amazonii, cena pokoju w wypasionym ekologicznym domu, poszła w dół o połowę (nawet po obniżce całkiem sporo). I pojawiła się chęć wspólnej pracy. Potem okazało się, że słyszała o gościu od bębnów i poznałem ich ze sobą. Mamy teraz w planach fajne rzeczy do zrobienia.
Następnego dnia spotkałem w autobusie amerykankę, pod pięćdziesiątkę, emanująca pogodą ducha i wigorem. Zwróciła moją uwagę kiedy zbliżała się do autobusu i już wtedy wiedziałem, że coś będzie na rzeczy. Wsiadła i z miejsca zaczęła ze mną rozmowę. Jakby to było oczywiste. Niesłychanie gładka, abstrakcyjnie intuicyjna rozmowa, rzadko spotykany poziom zrozumienia. Mamy sporo wspólnego. Wyjątkowe spotkanie.

Jechałem wtedy do Urubamby, żeby obejrzeć jeden pokój, ale jakoś nie byłem przekonany – ani co do miejsca, ani wobec właścicielki. Nie miałem przekonania, choć coś mówiło żeby pojechać. Okazało się, że właścicielka nie przyszła na spotkanie, bo źle zrozumiała wiadomość, którą wysłałem zanim zadzwoniłem. Za to poznana amerykanka zna tam dobrych ludzi, więc poleciła mi kogoś, kto polecił mi kogoś i dzień później trafiłem we właściwe miejsce.

Spóźniłem się prawie godzinę na umówione spotkanie, bo autobusy tak kursowały dzisiejszego ranka, nie miałem kredytu, żeby zadzwonić do właściciela i uprzedzić że się spóźnię. Nie miałem też adresu, bo tu nie ma nazw ulic. Wszystko pogubione w naturze, ciężko cokolwiek znaleźć. Myślałem, że Luis przybył na czas i odpuścił kiedy mnie nie było. Ja też odpuściłem, miałem wcześniej dobre przeczucia, ale cóż, trudno. Żałowałem tylko niedotrzymanego słowa. Dokładnie w momencie kiedy odpuściłem, podjechał motocykl i to był on. Też się spóźnił, przyjechał jakieś dwie minuty po mnie. Zaprowadził mnie do swojego domu. Po drodze, gdy zobaczyłem to miejsce, przyrodę i góry – po prostu wiedziałem, że to tu. Luis pracuje z roślinami, które leczą i oczyszczają długofalowo, robi naczynia z gliny, oprócz tego pracuje w radio w Cusco, gdzie opowiada o naturalnej medycynie i życiu w zgodzie z naturą.

Jeśli o czymś myślisz, czujesz że to potrzebna część twojej drogi i ufasz że to przyjdzie – to tak będzie. Na prawdę. Nie zawsze tak jak sobie wyobrażałeś, nie zawsze od razu to zrozumiesz, ale jeśli zaufasz, to to przyjdzie. Te właściwe rzeczy same wyjdą w rozmowach z najbardziej przypadkowymi ludźmi, przyjdą potrzebne informacje i drogowskazy. Trzeba tylko słuchać sercem. Wszystko jest połączone. Cała ta piękna mozaika zbiegów okoliczności, jest jak prąd, albo jak fala. Możesz na niej popłynąć. Coś w tobie (i nie jest to umysł) wie czego potrzebujesz, czego na tak na prawdę byś chciał/chciała. Każdy jakoś to wie.

Przypominam sobie słowa Campbella.

“Jeśli podążasz za własnym szczęściem „… to odczucie, że przez cały czas prowadzą na niewidzialne ręce, (…) jeśli idziesz za tym, co cię uszczęśliwia, to jakbyś podążał jakimś szlakiem, który istniał od zawsze, czekał na ciebie, i że życie, które właśnie przeżywasz, jest tym, które było ci pisane. Gdy sobie to uświadamiasz, zaczynasz spotykać ludzi, których obejmuje krąg twojej szczęśliwości, i otwierają oni przed tobą drzwi. Wiec powiadam ci: idź za tym, co ci daje szczęście, i nie bój się, otworzą się przed tobą drzwi tam, gdzie się ich wcale nie oczekiwałeś”.

“W jaki sposób natrafić na źródło własnej błogości, własnego przeznaczenia? – „Przez cały czas przytrafiają się nam doświadczenia, która w pewnych sytuacjach mogą nam dawać przeczucie, jakąś intuicję tego, gdzie znajduje się nasze szczęście. Trzeba je chwytać. Nikt nie potrafi powiedzieć, czym ono będzie. Musimy nauczyć się rozeznawać się we własnym szczęściu. ”

Joseph Campbell, Potęga Mitu.

Te cytaty to coś naprawdę wielkiego. To uniwersalna prawda. Ja piszę tylko o ostatnich dniach w Świętej Dolinie, ale jak to pasuje do ostatnich miesięcy i lat!

Spotkałem dziś w Cusco, Zacharego (rzecz jasna, czysto przypadkowo :) ) w miejscu do którego w ogóle nie planowałem iść. Opowiedziałem mu o tych wszystkich sytuacjach i klimacie doliny. Poczuł to i od razu po naszej rozmowie wyruszył tam szukać miejsca dla siebie. Ja jadę do Boliwii, najtańszym autobusem, bez oczekiwań, na luzie, otwarty na nową przygodę, jakkolwiek to wyjdzie. Myślę że odwiedzę wyspę słońca “Isla del Sol” na jeziorze Titicaca. Za jakiś tydzień wrócę i zacznę pracę. Zaczniemy od Kambo.

“Mu­simy poz­być się życia, ja­kie zap­la­nowa­liśmy, aby mieć życie, które na nas czeka.”

Joseph Campbell

//

Sorry, longer text and enough time to translate. Wainting in Cusco for the bus to Bolivia.

Advertisements