#Notatnik

Potęga świata // Power of the world

Posted in DROGA / THE ROAD, Notatnik / Note, Słowa / Words by ja on August 15, 2014

A lot has happened today. We’ve been to the mountains and seen the highest waterfall in Brasil called Cachoeira do Fumasa. I went there with Raluca and Robert, guys I met during building of a tree house in Valle de Capo, Chapada Diamientina. We left quite early and hitched to the very path that leads up to the waterfall.

I remember my shadow under my feet, a steep mountain and concave, tunnel-like path cut in a snow-white rock that blinded us with reflected sunlight. I also remember a path that leads straight through the flat top of the mountain. Lianas and trees with purple flowers, gentle breeze blowing in the hair. I remember the feeling when I came close to the verge of a chasm and the overpowering space hit me so suddenly. It was the first time I had ever experienced such feeling. It launched some previously unknown mechanism inside of me. It was not only about the height – it was about experiencing the power of the world, the elements, respect, emotion, atavistic nostalgia and clear beauty.

I remember I was lying on a rock facing the abyss, feeling the most primitive awe I’ve ever experienced. I remember the drops of water from the waterfall, blown by the wind, forming fancy shapes in the air. Other gliding drops gently caressing the soles of my bare feet. Every now and then a rainbow appeared. We were sitting quite carefree on the edge of the abyss.

I remember our happiness. Pure, honest, universal happiness. Every word we said, every look we gave, every tiniest movement or moment of reverie, all of that was filled with happiness. One breathes differently when one is happy. I inhaled the wind and felt that it carried something more than air. I stared at the endlessnes of the horizon, at gigantic clouds and the shadow they cast on the land. Dozens of clouds, so lazy and big as mountains. I was sitting and watching huge canyons, falling water, landscape formed over thousands of years. I will remember this view, this soothing wind and this universal lightness. It is a land in which one wants to immerse oneself. Exceptional experience.

I remember glowing plants, gentle silhouettes of green hills and canyons. The rays of the setting sun split in the air, illuminate all shadows in the landscape and edges of huge masses that surround us. All of that profusely flooded with warm light while we are on our way back across the plateau. It is a place of bloom and wonderful, windy lightness. The wind and the lightness remained. Feet pulsate with heat. I am alive.

 

Dziś dużo się wydarzyło. Byliśmy w górach i nad wodospadem Cachoeira da Fumasa – najwyższym w Brazylii. Wybraliśmy się we trójkę – z Ralucą i Robertem, poznanymi przy budowie domu na drzewie w Valle do Capao, Chapada Diamientina. Wyruszyliśmy dosyć wcześnie, po drodze złapaliśmy stopa i tak dojechaliśmy pod samą ścieżkę na płaskowyż.

Pamiętam swój cień tuż pod samymi stopami, stromą górę i wklęsłą jak tunel ścieżkę w litej, gładkiej, śnieżnobiałej skale, rażącą odbijanym światłem. Pamiętam drogę prowadzącą daleko przez płaski wierzchołek góry. Liany i drzewa o fioletowych kwiatach, lekki przyjemny wiatr rozwiewający włosy. Pamiętam uczucie, gdy podchodziłem do przepaści i tę wszechogarniającą przestrzeń, która nagle mnie uderzyła. Pierwszy raz przeżyłem coś takiego. Gdzieś w środku mnie uruchomiły się nieznane wcześniej mechanizmy. Nie chodzi tu tylko o wysokość. Była to potęga świata, odczucie żywiołu, szacunek, wzruszenie, nostalgia, doświadczenie piękna.

Pamiętam jak leżałem na pochyłej skale, twarzą w stronę przepaści i najbardziej pierwotny respekt, jaki kiedykolwiek czułem. Pamiętam krople wody spadające z wodospadem, rozwiewane przez wiatr, układające się w najróżniejsze kształty. Inne szybujące krople delikatnie muskały od spodu nasze bose stopy. Co chwilę, zaraz obok pojawiała się tęcza. Siedzieliśmy zupełnie beztrosko na krawędzi przepaści.

Pamiętam naszą radość. Zwykłą, szczerą, spontaniczną radość. Wszystkie nasze słowa, każde uchwycone spojrzenie, każdy najmniejszy ruch czy chwilowa zaduma, wszystko to jest pełne lekkiej, zwiewnej radości. Człowiek oddycha inaczej, gdy jest szczęśliwy. Wdychałem wiatr, czując, że poza tlenem chłonę coś jeszcze. Patrzyłem w nieskończoność horyzontu, w gigantyczne chmury spłaszczone od dołu, w ich wielokilometrowe cienie. Całe rzędy chmur, tak leniwych i wielkich jak góry. Siedziałem i patrzyłam na potężne kaniony, spadającą wodę, krajobraz kształtowany przez tysiące lat. Zapamiętam ten widok, ten kojący wiatr i tę bezgraniczną lekkość. Krajobraz, w którym człowiek ma ochotę się zatracić.

Pamiętam rozświetlone rośliny, łagodnie zarysowane zielone wzgórza i kaniony. Wszystko obficie zalane ciepłym światłem i my w drodze powrotnej płaskowyżem. Promienie późnego słońca rozszczepione w powietrzu wypełniały światłem wszystkie cienie w krajobrazie. Dokoła widzieliśmy tylko krawędzie potężnych masywów. Krajobraz pełen rozkwitu i wietrznej wspaniałej lekkości. Ten wiatr i lekkość zapisały się gdzieś w środku. Stopy pulsują ciepłem.
Żyję.

 

br-scan-254-2

br-scan-289-1rgb

br-scan-291-2

brScan-120402-0135-Edit

br-scan-299

br-scan-276

br-scan-266

br-scan-301

There was such a day in Brazil, 2.5 years ago. After returning barely conscious, with closing eyes, I wrote this text. It was very tempting idea, to leave this until a morning, but I somehow forced myself. Unwritten thoughts flies away, very fast. Without immediate writing, but later – something totally different comes out.

It was a special day. Reading it now, I recall how was it. Actually, it seems to me a main general reason why I started write – to be able to then somehow get back there.

Today, probably I would write it in different way. I’m tempted to say that I would write it better. Probably yes. But I do not think it’s all about following incessant “better” and “more perfect”, but somehow for the truth and a smooth transition of what is received/experienced. So simply, this is how I wrote it that night, it was truth then.

The text had to appear in my photographic book about the Road, and actually already is present in the first version, the edition consists of 3 copies. This book was also my practical MA work. As I consider it unfinished, a lot nice things can still come. Inshallah.

Here you can see series about the: Road

//

Był taki dzień w Brazylii, 2,5 roku temu. W nocy po powrocie do hamaka, ledwo żywy z zamykającymi się oczami napisałem te słowa. Miałem niesłychaną ochotę odłożyć to na poranek, ale jakimś cudem się przemogłem. Niezapisane myśli przelatują dalej bardzo szybko a później wychodzi zupełnie coś innego.

To był piękny dzień. Czytając ten tekst teraz, przypominam sobie jakie to było.
Wydaje mi się, że generalnie właśnie dlatego zacząłem pisać – żeby móc potem jakoś tam wrócić.

Dziś napisałbym to inaczej. Kusi mnie stwierdzenie, że: lepiej. Pewnie tak. Ale nie jest w tym wszystkim najważniejsze nieustanne “lepiej”, ważniejsze jest prawdziwe i płynne przekazanie tego, co się dostało/doświadczyło. Takimi słowami to wtedy napisałem i to była prawda.

Tekst miał trafić do książki fotograficznej o Drodze i właściwie już trafił do pierwszej wersji – której edycja liczy 3 sztuki. Była też moją praktyczną pracą magisterską. Książka jest jeszcze nie gotowa, wiele ładnych momentów będzie jeszcze miało okazję się wydarzyć. Inshallah.

Zdjęcia drogi do zobaczenia tutaj: Droga.

 

Advertisements

Posted in Notatnik / Note, Podróż / Travel, Słowa / Words by ja on March 4, 2012

Siedzę w chłodnym pomieszczeniu, na zewnątrz upał, słucham Shankara i Glassa, przez okno widać żółtą ścianę kanionu.
Przez ostatnie dni włóczyliśmy się po górach. Oszczędzę wam może słów o tym jak tu ładnie. Dzień nad najwyższym wodospadem Brazylii był wyjątkowy.

Spędzam też sporo czasu w koronach drzew, pomagam Nikolajowi w budowie domu na drzewie – do czego złapałem nielada smykałkę.
Ludzie wiodą tu życie bardzo sielankowe. Az się nie chce wierzyć w to co się dzieje w Europie. Ciężki absurd.
Pojutrze będę powoli zmierzał w stronę Rio od którego dzieli mnie z 2000km. Transport w Brazylii to skomplikowana sprawa.

Za tydzień będę w Polsce.

Będę chciał wrócić do Ameryki Południowej.

Chapada Diamentina

Posted in Głowna / Main by ja on February 27, 2012

Jestem w Capao w regionie chapada diamentina. Okolica bardzo ciekawa. Najslynniejsze miejsce na swiecie jesli chodzi o wydobycie diamentow. Mala wioska troche odcieta od swiata. Nie ma tu sieci komorkowej. Internet jest ale mocno umowny. Sciagaja tu ciekawe osobowosci, jest cyrk i sporo rainbowowych klimatow. Mieszkam 40min od centrum wioski, wczoraj rano spotkalem w sklepie Nikolaja ktory buduje tu dom na drzewie dla pewnej brazylijki, poza tym ogolnie buduje domy na drzewach. Nikolaja poznalem wczesniej na rainbow 1200km na poludnie :)

Teraz jest leniwe popoludnie. Uwielbiam te leniwe upalne popoludnia w Brazylii, ich senny przyjemny klimat.

Gdy czekalem na internet, miejscowi zemna zagadali. Zaczeli poic mnie roznymi alkoholami. Chcieli sprawdzic czy lubie ichnie nalewki tak jak inny polak ktorego znali. Konczy mi sie czas w kafejce wiec chyba tam wroce :) Trzymajcie sie

Na północ

Posted in Notatnik / Note, Słowa / Words by ja on February 25, 2012

Rainbow skonczylo sie kilka dni temu. Duzo sie dzialo. Karawana rusza ale bardzo pozno, dopiero za miesiac. Szkoda, ale coz moge zrobic.
Jade teraz na polnoc do wioski Capao. Jade razem z Nirem ktory ma tam dom z ogrodem i syna. Jechalismy autobusami caly wczorajszy dzien, cala noc i zapowiada sie ze jeszcze dzis do wieczora. Brazylia jest duza i droga. Nawet nie wiem ile to kilometrow, z 1200..