#Notatnik

Kolejne pożegnanie / Another farewell

Kolejne pożegnanie z Peru. Było pięknie! Całkiem pracowicie ale wszystko udało się zrobić, spędzić chwile z pięknymi ludźmi, spotkać się z dżunglą i żabkami, nacieszyć roślinnymi i kuchennymi cudownościami, których nie ma nigdzie indziej. A przy okazji tego wszystkiego – także dostrzec i nauczyć wielu nowych rzeczy. Baterie naładowane, komary też trochę podjadły hihi. Z pogodą wracam do zimy, wioski i niebawem powiększonej rodziny <3 :)

Do zobaczenia Amazonio!

Another farewell with Peru. Happy one, it was beautiful time! Pretty busy but managed to do everything, spend moments with beautiful people, meet the jungle and froggies, get enjoy of the plant and culinary marvels that can’t be found anywhere else. And by the way it all – also perceive and learn many new things. The batteries charged, mosquitoes also a little devoured hihi. With calm and serenity coming back to winter village and family that will become larger soon <3 :)

See you again Amazonia !

img_0057

img_9599

img_9617

img_9765

img_9786

img_9879

img_9893-edit-2

img_9900-edit

img_0071

img_9917

img_0045

img_0065

img_0067

 

Advertisements

Pierwsze dni Jesieni / First days of Autumn

Pierwszy dzień jesieni w lesie. Świeże grzyby z polany a potem bosa, samotna podróż do lasu.

Po intensywnej pracy wiosną i latem, natura stała się brzemienna, wydała owoce. Teraz bierze głęboki oddech pełen ulgi i ukojenia. Kolejny cykl życia się wypełnił. Za chwile ziemia przyjmie z powrotem to co wydała. W tym oddechu słychać lekki szelest spadających szyszek, jeżyn, ptasich piór, szum liści. Delikatny powiew wiatru z mięniącymi się przez mgłę, promieniami słońca. Potężny i dostojny ryk jeleni, które krążą w pobliżu. Zimno które sprawia, że bardziej czujesz żywioł. Umysł się wyłącza, ciało nic nie waży, idzie samo. Bose stopy zapadają się w miękkich liściach i czystej, leśnej ziemi udeptanej wcześniej przez jelenie.

Mocne spotkanie z lasem. Będę miał za czym potęsknić.

//

First day of autumn in the forest. Fresh mashrooms from the meadow, then barefood, lonely journey to the woods.

After intense work during spring and summer, nature became fraught, and born fruits. Now she’s taking deep soothing breath. Another cycle of life is completed. In a little while, earth will receive back what she gave. In this breath, you can hear slight rustle of falling berries, cones, birhs feathers, leaves. A gentle breeze with rays of the sun, sparkling through the mist. Powerful and dignify howl of deers, which were passing around. Cold that makes you feel closer to element. Mind is swiching off, body weighs nothing, going forward by itself. Bare feet sinking into soft leaves and pure forest earth, trampled by deers.

Strong meeting with eastern european, polish forest. I will have something that I’ll miss.
__

Teraz wróciłem do miasta. Wyjechałem na dwa tygodnie a podziało się tak, że wracam po miesiącu.

Na trzy ostatnie dni dołączyłem do Miki i Mieszka na polanie w Beskidach. Dobre spotkanie. Zostałbym dłużej.

Mika jest szamanem, kowalem, człowiekiem drogi który robi rzeczy. Dobry człowiek, który wie co dobre. Pierwszy raz spotkaliśmy się sześć lat temu na Rainbow na Ukrainie, gdy zacząłem robić tam zdjęcia. On mnie zapamiętał, a ja go jakimś cudem – nie. Potem spotkaliśmy się trzy lata później i wyraźnie go zapamiętałem, choć nie wiedziałem czym się zajmuje. A teraz, niedawno spotkaliśmy się na Litwie i Słowacji, trochę razem popracowaliśmy i sporo się nauczyłem. Dobrze go spotkać.

//

Now I came back to the city. I left for two weeks, and flow of things that happened – made it one month.

For three last days I joined to Mika and Mieszko on the meadow in Beskidy mountains. Very good meeting. I would stay longer.

Mika is shaman, blacksmith, man of the road who make things. Good man, who knows what’s good. First time we met six years ago in the ukrainian Rainbow, when I started to take photographs there. He remembered me, but me somehow – not. Later we met in three years later and I liked him immediately, although I didn’t know what he do. Then we met in Lithuania and Slovakia, worked together a bit, and I learned a lot. Good to meet him.

_MG_4799-Edit-2

Z Mieszkiem znamy się nie od dziś. Przeszliśmy przez niejeden zakręt, ale jesteśmy na prostej.

//

Z Mieszko we know each for a piece of time. We passed through many turns, but finally we are on straight way.

_MG_4808

Naszą trójkę spotkała i połączyła ta sama historia. Ta sama kobieta.

//

Our three was connected and experienced by the same story. Same woman.

_MG_4818-Edit-2-2

_MG_4803-Edit

_MG_4765-Edit

_MG_4841-Edit

_MG_4812-Edit

Jeszcze dziś rano zbiegałem z plecakiem przez mokre polany i strome ścieżki w gęstej mgle z deszczem. Potem wystawianie ręki, muzyka, stan zawieszenia, patrzenia w dal za oknem, no i jestem w Lublinie. Tak inne światy, trudno uwierzyć, że to ten sam dzień.

//

Still this morning I was running down with backpack through wet meadows and steep paths in dense fog and rain. Then hitch-hike, music, state of suspension, looking into the distance behind the window, and I’m in Lublin. So diffrent worlds, it is hard to believe that this is the same day.

_MG_4847

 

 

 

Slovakian Rainbow

Beautiful, cozy Rainbow in Slovakia, than small trip to Beskidy mountains in Poland. Uff… many things happened :)

In total Ithere were about 6 weeks on the Rainbows this year. Coming back to any city after this, is not an attractive thing to do.

So now one more trip to the mountains for autumn solestice, and will back to organize things. In two weeks California :)

And soon continuation about Peru.

//

Było piękne, kameralne Rainbow na Słowacji, był mały wypad w Beskidy. Uff, Sporo się podziało :)

Łącznie około 6 tygodni na Rainbow w tym roku. Powrót do miejskiego babilonu po czymś takim, nie wydaje się atrakcyjny.

Teraz jeszcze na chwile w góry, na jesienne przesilene i wracam ogarnąć trochę sprawy. Za dwa tygodnie Kalifornia :)

Niedługo też ciąg dalszy o Peru.

_MG_4527-Edit

_MG_4624-Edit

_MG_4537-Edit

_MG_4534-Edit

_MG_4556-Edit

_MG_4596-Edit-Edit

_MG_4575-Edit

_MG_4549

_MG_4703-Edit

_MG_4560-Edit

_MG_4573

_MG_4567

_MG_4681-Edit

_MG_4589-Edit

_MG_4708

_MG_4741-Edit

_MG_4696

_MG_4654-Edit

 

Plemie / Tribe

Jestem już chwilę w Polsce ale jakoś nie czuję żebym wrócił. To tylko przystanek na drodze – a zapowiada się jej co nieco. Mimo to dobrze było trafić w To miejsce, pójść do lasu, pośpiewać łemkowskie pieśni i posiedzieć przy ogniu z ludźmi, którzy czują podobnie. Co raz częściej przekonuję się, że oni mogą być wszędzie – to jak wielkie plemie rozproszone po ziemi. Kilka dni wcześniej wysoko w Andach, podczas ceremonii San Pedro, inne spotkanie, wspólny ogień i podobne uczucie. Za trzy tygodnie zacznie się europejskie Rainbow, potem Karpaty a potem Kalifornia jak dobrze pójdzie. Granice co raz bardziej się zacierają.
Chwała synchroniczności i bogactwu spotkań z właściwymi ludźmi, we właściwym czasie.

//

I’ve been to Poland since a while, but don’t feel I’m back. It’s just a stop on the road – that sill seem to remain quite a lot of. Despite that feeling, it was good to be in this place, go to polish forest, sing old slavic songs and sit next to the fire with people that you feel something familiar. More and more often I’m convinced that this kind of people, you feel kinship with, can be everywhere – it’s like big tribe spread on the earth. Two weeks earlier high in peruvian Andes, during San Pedro ceremony, other meeting, communal fire and similar feeling. In three weeks european Rainbow Gathering will start, than Carpathians, and then with a little luck – California. Boundaries are disappearing more and more.
Glory to all this synchronicity of meetings, with right people in right time.

_MG_4132-Edit

_MG_4123-Edit

_MG_4134-Edit

_MG_4135

_MG_3987-Edit