#Notatnik

Życie toczy się dalej // Life goes on

Jesień, Zima, Wiosna i przyjście na świat Gaji Dobrawy, naszej córki.

Ostatnie miesiące, ciąża, przenosiny na wieś, wyskok do dżungli, przygotowania, poród, połóg. Cóż za intensywność! Nowe doświadczenia, nowe uczucia, nowe wyzwania, nowe życie. I będzie jeszcze więcej. Ludzie mówili że wszystko w takim momencie wywraca się do góry nogami – i tak jest, ale dociera to do mnie dopiero teraz :)

“Życie jest trudne. To ważna prawda, jedna z najważniejszych. Prawda ta jest ważna dlatego, że kiedy ją rzeczywiście zrozumiemy, będziemy mogli pójść dalej. Kiedy rzeczywiście zrozumiemy, że życie jest trudne – i kiedy to zaakceptujemy – życie przestanie być trudne. Kiedy fakt, że życie jest trudne, zostaje zaakceptowany, traci znaczenie.
Morgan Scott Peck – “Droga rzadziej przemierzana.”

//

Autumn, Winter, Spring and birth of Gaja Dobrawa, our dauther.

Last months, pregnancy, moving to contry side, my journey to Amazon, preparations, labor, confinement. What an intensity! New experiences, new feelings, new challenges and new life. And its going to be me much more of “new”. People were telling me that everything will turn upside down – and thats right, but I’m starting to realize it just now :)

“Life is difficult. This is a great truth, one of the greatest truths. It is a great truth because once we truly see this truth, we transcend it. Once we truly know that life is difficult-once we truly understand and accept it-then life is no longer difficult. Because once it is accepted, the fact that life is difficult no longer matters.”
― M. Scott Peck, The Road Less Traveled: A New Psychology of Love, Traditional Values, and Spiritual Growth

//

Tenmoment życia i jego wewnętrzna transformacja, niosą z sobą całą gamę doświadczeń, od pięknych i wzniosłych, po trudne i odsłaniające nieznane wcześniej obszary “siebie”.

Staram się postrzegać te trudy – jako przemijające lekcje które dobrze jest przerobić. Niesamowite jak bardzo dogłębne i dobitne natura je stworzyła – lekcje, próby i wciąż nowe bezlitosne formy konfrontacji dla ego. Jak spadające nasionka, które obijają się o powierzchnie ale do głębii docierają dopiero za którąś próbą i nie od razu.
Okres ciąży, połogu stany emocjonalne ciężarnej – były dla mnie bezkompromisową nauką akceptacji, kolejnych wglądów, zmagań, nowych upadków i wzlotów. Ale co tu dużo pisać.. trzeba by doświadczyć żeby pojąć. Łał, niesamowity to proces. I trudny i piękny, ale myślę że koniec końców bardzo cenny.

“Czasem ten, kto ucieka przed naturą Życia-Śmierci-Życia, uparcie się domaga, żeby miłość przynosiła same dobrodziejstwa. Jednak miłość w najpełniejszej swej postaci jest ciągiem następujących po sobie śmierci i ponownych narodzin. Wychodzimy z jednej fazy, jednego aspektu miłości, by wkroczyć w kolejny. Namiętność przygasa i powraca. Ból przechodzi i znów się pojawia. Kochać znaczy wziąć w objęcia i jednocześnie przetrwać wiele końców i wiele początków – wszystkie w jednym związku dwojga osób.”
― Estes Pinokla Clarissa – “Biegnąca z Wilkami”

//

Such a moment in life, and kind of speciffic inner transformation brings with it whole range of experiences, from beautiful and sublime, to difficult – that reveals unknown qualities of self.

Well, I try to perceive these challenges as transitory lessons from life that its good to process. Its incredible how deep and distinct nature created it – these new level lessons, tests, and still new merciless forms of confrontation for ego. Like sinking seeds that bounce on the surface, but to the depths they reach just after a try and not immediately.
The pregnancy period, the confinement emotional states of the pregnant woman – was an uncompromising school of acceptance, subsequent insights, struggles, new ups and downs. But what to write a lot here… you have to experience to understand. Wow, how amazing is this process. I find it difficult and beautiful, but I think the end is very precious.

“Sometimes the one who is running from the Life/Death/Life nature insists on thinking of love as a boon only. Yet love in its fullest form is a series of deaths and rebirths. We let go of one phase, one aspect of love, and enter another. Passion dies and is brought back. Pain is chased away and surfaces another time. To love means to embrace and at the same time to withstand many endings, and many many beginnings- all in the same relationship.”
― Clarissa Pinkola Estés, Women Who Run With the Wolves: Myths and Stories of the Wild Woman Archetype

//

Malutka jest już z nami, dziś mija 5 tydzień od jej narodzin. Poród naturalny to niesamowicie silne wydarzenie. Patrzę teraz na Matki z wielkim szacunkiem i podziwem.

Cała sytuacja powolutku się stabilizuje. Pierwsze tygodnie dały popalić. Chociaż jakkolwiek byłbym niewyspany, zmęczony i nieprzytomny, jak spojrzę na naszą piękną córkę, to zwyczajnie wymiękam. Serce mi się rozpływa i eksploduje. To jest najlepsza rekompensata. Każdy jej uśmiech to dla mnie najczystsza błogość. Powoli wariuje :)

Mam wrażenie że zaczyna się zupełnie nowa podróż przez to życie; że doświadczam, albo że doświadcza-My jego  nowych jakości i smaków. Jak gdyby coś się w nas dopełniło.

//

The little one is with us, today is five weeks from its birth. Natural labor is something amazingly strong. I look at Mother now with great respect and admiration.

The whole situation is slowly stabilizing. The first weeks were very intense. Although, no matter how sleepy, restless and tired I would be – as I look at our beautiful daughter, I just dissolve. My heart melts and explodes. This is the best compensation. Every smile of her is the purest bliss.

I have an impression that a whole new journey begins within this life; I’m experiencing, or rather we’re experiencing  its new qualities, new tastes. As if something in us got fulfilled.

Advertisements

Dżungla / Jungle III

W poprzednim wpisie z serii Dżungla opowiadałem o pamiętnym wypadku z siekierą. Teraz kilka wspomnień z czasu który miał miejsce później.
/
In the previous entry from Jungle series I was telling the story about accident with ax. This one will be few memories about time that take place later.

_

Nie chciałbym żeby z tych zdjęć i słów wybrzmiewało, że takie ładne rzeczy, ładne kolorowe zdjęcia i ładni ludzie są gdzieś za górami, za lasami, w odległych i bajkowych krainach. Ani że trzeba spełnić nie wiadomo jakie warunki i pojechać nie wiadomo jak daleko. (Choć czasem może być i tak) Nie chodzi tu też o to konkretne miejsce.

Bardziej chodzi o to, co się dzieje w nas. O podążenie za wewnętrznym głosem, za głosem z głębi serca, z głębi “ja” – wtedy zdarzają się niewytłumaczalne zbiegi okoliczności i dzieje się “magia”.
Trzeba to w sobie usłyszeć, zaufać i pójść za tym. Jeśli tylko pozwolić, nowa rzeczywistość zacznie tworzyć się dokoła nas. Po pewnym czasie czujesz że jesteś już w innym miejscu, stawiasz swoje kroki co raz dokładniej, spotykasz właściwych ludzi i po prostu to wiesz. Zbliżasz się sam do siebie, wszystko staje się bliższe. Otrzymujesz lekcje i cenne doświadczenia, zwykle też coś dawnego w tobie umiera a w miejsce tego – coś nowego się rodzi. Czujesz bijące w tobie źródło… życie.

/

I wouldn’t like to share these images and words sounding like that such nice things, nice color photos and nice people are somewhere in the mountains, forests, in remote and kind of fairytale realities. Neither nor that something incredible hard conditions must be fullfiled to stories like this one happen. (Though sometimes it can be) It is not also about a specific place.

Its more about what happens within us. About following the voice of your heart, from the depths of “I”, and then truly unexplainable coincidances start to take place.
You need to hear it first, then trust it, and finally follow it. If you only allow it to happen, new reality will start to create itself around you. After some time you can say, that you are definiately in diffrent place, each step you make becomes more precise. You meet right people, and you simply know it. In specific way, you and your reality becomes closer to yourself. You receive lessons, precious knowledge; usually something old in you is dying – and it that place someting new is born. You can feel a life source beating in yourself.

_

I tak postrzegam ten czas, tam właśnie chciałbym się tym podzielić. Pierwszy wyjazd do Amazonii był dla mnie podróżą w jedną stronę – po kilku latach czekania, potem długich miesiącach pracy zagranicą – pojechałem w końcu przed siebie. Czegoś poszukiwałem, wiedziałem że jakaś Prawda czeka na odkrycie ale to mentalne pojęcie wciąż mi się wymykało. Od dawna towarzyszyło mi to nieopisywalne uczucie, że gdzieś w świecie czeka coś ważnego.
Zaczęło się od dwóch kamieni milowych: pierwszej ceremonii, a potem wypadku z siekiera. Cała ta pomoc która przyszła, spotkani towarzysze, wszystko to okazało się bardzo ważne i potrzebne. Jakiś czas po wypadku zaczęliśmy przypominać małe plemię w domku w dżungli. Razem jedliśmy, pracowaliśmy, gotowaliśmy, piliśmy medycynę a potem przechodziliśmy wspólny proces. I każdy oddzielnie i jednocześnie wszyscy wspólnie. Sami w dżungli, bez uzdrowicieli i szamanów.

Z jakiegoś powodu czuliśmy, że to był bardzo ważny czas i spotkania. To już z nami zostanie, a przynajmniej w taki sposób zostało ze mną.

/

Thats how I perceive that time and what I’d like to share. My first journey to Amazon was a one way trip – after few years of waiting, and long months of work in UK – finally I went ahead. I was definiately looking for something, I knew that some important Truth is waiting to be discovered, but this mind concept still eluded. Since long time I’ve had this feeling that somewhere in the world, something important is waiting.
It began with two milestones: the first ceremony, and then the accident with an ax. All this help that came to tome, people I met, all this turned out to be very important and necessary. Some time after the accident, we began to resemble a small tribe in a house in the jungle. Together we ate, worked, cooked and drank medicine and then experienced mutual process. Everybody separately and all together same time. Alone in the jungle without curanderos and shamans.

For some reason we felt it was a important time and meetings. It will will remain with us, at least in that form will stay with me.

_mg_0485

Tim and Vanessa.

_mg_1051

Nasza trójka: James, Ja i Zachary. / Our three: James, me and Zack.

_mg_0284-edit-edit

Wschód słońca na tarasie u Diany. / Sunrise from Diana’s lodge terrace. Santa Rosa.

_mg_0504-edit

_mg_0427-edit

Zachary i James w Naucie. / Zack and James in Nauta.

_mg_0529

Widok z tarasu na którym przeleżałem długie tygodnie po wypadku z siekierą. / View from the terrace where I spent loong weeks recupeating from an accident with ax.

_mg_0357

_mg_0395-edit

Wracamy po małej kameralnej 3-osobowej ceremonii w pełniową noc. Dżungla dokoła czaruje grą kolorów i cieni . Czuję jeszcze działanie medycyny, zmysły są pogłębione. Powoli stawiam kroki, głęboko oddycham i namacalnie czuję życie dokoła siebie. Idziemy pomału wąską ścieżką i śpiewamy we trójkę improwizowaną pieśń. Nie można przystawać za długo bo coś zacznie gryźć. James idzie pierwszy bo ma latarkę, ja używając laski powoli kuśtykam na bosaka, Zachary zamyka pochód. Nie ma sensu używać butów bo jest na nie za mokro i za ślisko. Poza tym cudownie jest przylegać i czuć stopami miękką żywą ziemię! Trzeba tylko uważać na co ostrzejsze łupiny i mrówcze trakty. Mrówki dziabią z podobną siłą jak europejskie osy i nie ociągają się z tym, ugryziony skrawek ciała piecze i drętwieje na chwile. Wychodząc z dżungli trzeba jeszcze zdrapać się ze śliskiego stromego pagórka a potem przejść po pniu nad strumieniem, gdzie zawsze jest pełno mrówek. Masa śmiechu.

/

Coming back after little cozy three people ceremony during fullmoon night. Jungle around enchants play of colors and shadows. I still feel medicine is working, the senses are deepened. I carefully put my steps, breathe deeply and tangibly feel life around. We go slowly narrow path and sing in three an improvised song. You can’t stop for too long because something will start to bite you. James goes first because it has a flashlight, I’m using a cane slowly limbing barefoot, Zachary closes the procession. There is no sense to use shoes because is not too wet and too slippery. Besides its wonderful to adhere with the feet and feel soft alive earth! You just have to be careful with sharper shell and ant highways. Ants bites as strongly as the european wasps and do not linger with it. The bitten piece of body bakes and stays numb for a while. Coming out of the jungle you still have to scrape the slippery steep hill and then pass through the trunk over the stream, where it is always full of ants. Lots of laughter.

_mg_0412-edit-edit

_mg_0423

_mg_0481

Dobrze jest móc chodzić. / Its good to be able walk.

_mg_0594

Wycieczka do trójstyku wielkich rzek: Maranion, Amazonki i Ukajali, gdzie często przed wschodem i zachodem słońca spotyka się delfiny.

/

Boattrip to tripoint of three giant rivers: Maranon, Amazon and Ucajali, where often before sunrise or sunset you can meet dolphins.

_mg_0701-edit

Płyniemy i podziwiamy, cud za cudem. / So we go and contemplate, miracle one after another.

_mg_0675

_mg_0736-edit-edit

_mg_0789

Nocne niebo płynąc nad Amazonką. / Night sky over the Amazon river.

_mg_0493-edit-edit

W niedziele na obiad zawsze wpadali goście. / Sunday dinner was always full of visitors.

Po wypadku z siekierą zaczynałem no nowo uczyć się chodzić. Od trzymania nogi w górze, mięśnie łydki mocno się przykurczyły, postawienie stopy na ziemi było głębokim i bolesnym rozciąganiem w całej nodze, kluczyłem więc o lasce. Odwiedzałem kafejkę w Naucie i domek w dżungli należący do Tima. Wielu lokalnych peruwiańczyków znało mnie i zawsze pytało jak się mam i czy wziąłem dziś swoje lekarstwa, ew. doradzali jakie rośliny mogą mi pomóc. Poza tym cały czas w stałej ekipie, z przed i po wypadku. Sporo się przez ten czas wydarzyło, wiele dni i godzin spędzonych razem, wiele rozmów, posiłków, wiele głębokiego porozumienia i ciepła. Niecodzienność sytuacji zbliżyła nas wszystkich. Minęły prawie dwa miesiące.

/

After an accident with an ax, I started no relearn to walk. From keeping my feet high, calf muscles got contracted, placing my feet on the ground was deep and painful stretching across the leg, so I lumbed with walking stick. Started to visit the internet cafe in Nauta and cottage in the jungle where Tim lived. Many local Peruvians knew me and always asked how I was and whether I took my medications. People also advised me plants that can help to my wound. In addition, all the time in same team from before and after the accident. A lot has happened during this time, many days and hours together, many conversations, meals, many unspeakable agreements and warmth. Uncommonness and the seriousness of the situation approached all of us.

_

Pewnego dnia do hosteliku Diany przybył Jussi z dwójką innych osób, niosących dwa ogromne kotły do gotowania medycyny. Przenieśliśmy się wszyscy do domu w dżungli i pomagaliśmy Jussemu w gotowaniu. To było pięć dni pracy. Pomagaliśmy na zmianę a sam Jussi prawie cały ten czas był na nogach. Jussi – fin, którego spotkałem kilka razy wcześniej w dżunglowej komunie Rainbow, postać magiczna. Poznaliśmy się w Amazonii w 2015, potem spotkaliśmy się w saunie (rzecz jasna przypadkowo) nad jeziorem na litewskim Rainbow, a następnie zaprosił mnie do Finlandii ostatniej jesieni 2016. Jussi łączy tradycje duchowości wschodu z tradycjami Amazonii. Przypomina jakby małego skrzata, ma w sobie coś z surowości, uważności, konkretu i dyscypliny starca a jednocześnie kruchość, delikatność i szczerość małego chłopca. Niezwykle szczodry i kochany człowiek.

/

One day Jussi arrived to Diana’s lodge, with two other people, carrying two huge pots for medicine cooking. We all moved to the house in the jungle and helped Jussi in cooking. That was five days of work. We helped him in rounds, and Jussi spent almost whole this time on his feet. Jussi – finn, a magic individual – which met several times earlier in jungle Rainbow community. We met in the Amazon in 2015 and then met in the sauna (accidentally of course) by the lake in Lithuania’s Rainbow Gatheting, and then he invited me to Finland last autumn. Jussi combines eastern spiritual traditions with the traditions from Amazon tribes. Reminds me little elf, with mindfulness, alignment, and discipline of the old man while tenderness, gentleness and purity of a little boy. Very generous and dear person.

_mg_0931-edit-edit

Jussi.

Zamieszczam pieśń od niego / A song from him:

 

_mg_0801

_mg_0851

_mg_0855

_mg_0857

Przygotowania liany. // Ayahuasca vine preparation.

Jussi gotował non stop przez prawie 3 dni i noce. Byliśmy w jednej wielkiej chmurze komarów i końskich much. Były nieznośne. Mój hamak wisiał na górze, czasem w nocy schodziłem na dół pomóc i pogadać. Gotowaliśmy i popijaliśmy wciąż rozcieńczoną ale już całkiem mocną medycynę. Poszedłem na górę, położyłem się w hamaku, słuchałem i stopniowo zanurzałem się w odgłosach dżungli. Koncentruję się na dźwięku, jest ciemna noc, chmura komarów odbija się od moskitiery. Stopniowo rozproszone dźwięki setek zwierząt i owadów staje się jednym strumieniem, jedną melodią. Słyszę dźwięk ale i widzę go pod zamkniętymi oczami. Z czasem strumień ten przybrał groźny charakter, wizje stały się ziemiste i pierwotnie drapieżne. Przyszedł pierwotny strach. To był 3 raz kiedy piłem i stawiałem swoje zupełnie pierwsze kroki. Czułem że jestem tu tylko ja i niebezpieczna, drapieżna dżungla. Czysta konfrontacja, zero ochrony czy choćby stabilnego gruntu. Widziałem że moje ciało leży w hamaku a ja powoli je opuszczam, mój świadomy pierwiastek wyślizguje się na zewnątrz, rozpływa się i znika “moja” rozróżnialna tożsamość. Nie chciałem znowu opuścić ciała bo ostatecznie nie wiedziałem co może się ze mną stać, czułem się zupełnie bezbronny. Zacząłem nucić jedną melodię i to pomogło mi się uziemić. W pewnym momencie melodia dżungli którą słyszałem uległa zmianie – albo to ja zacząłem ją inaczej słyszeć. W strumieniu dźwięków który słyszałem dżungla zaczęła po prostu mówić do mnie. Najpierw było to poczucie jedności i synchronizacji czułem/ widziałem jak energia lasu deszczowego przepływa przeze mnie. Potem dżungla pokazywała mi swoje różne aspekty, pokazywała jak działa to, jak działa tamto… Na głęboko pierwotnym poziomie rozumiałem co do mnie mówi. Nauki o cyklu życia i śmierci, instynkty natury, których nigdy nie rozumiałem w taki sposób.

Potem zobaczyłem/poczułem że już “się znamy”, jestem “podłączony” i jeśli nie będę dżungli krzywdził to w specyficzny sposób mogę czuć się bezpieczny. Później wiele razy w ten podświadomy sposób czułem że ją rozumiem. W trakcie diet roślinnych po wielokroć bardziej.
Ale już chyba wystarczy. Granica między napisaniem “za mało” a napisaniem “za dużo” jest trudna do uchwycenia.
I wcale bym się nie zdziwił niedowierzaniem czy negowaniem tego o czym tu piszę. Wiele osób nigdy nie ma okazji doświadczyć głębokiego przeżycia duchowego, z użyciem roślin czy też bez. Jak tu przyjąć do wiadomości “takie coś” skoro nie ma żadnego punktu odniesienia, zasobu doświadczeń czy klucza. Religie tego nie zapewniają, nie ma w nich wiele miejsca na czyste “doświadczenie” a sama natura jest zwykle sprowadzana do popędów i grzechu. Pisząc to, nie chcę też urazić niczyich uczuć, ani rozpoczynać niekończących się dysput. Chcąc czy nie chcąc jesteśmy częścią natury i ona naprawdę do nas mówi, tylko większość jej nie słucha.

//

Jussi cooked non-stop for almost three days and nights. We were in huge cloud of mosquitoes and the horse flies. They were unbearable. My hammock hung at the first floor, sometimes at night I went down to help and hang out. We cooked and drank diluted but still pretty strong medicine. I went upstairs, laid in a hammock, listening to and immersed myself in the sounds of the jungle.
I concentrate on the sound, there is a dark cloud of mosquitoes aroung my mosquito net. Gradually the scattered sounds of many animals and insects became one stream, one melody. I heard the sound but I saw it in visions with my eyes closed. Over time, this stream became menacing nature, visions became, earthy and primally predatory. Primal fear appeared. It was 3th time I drank medicine so I put my first steps completely. There were just me and jungle that became oscure, dangerous and predatory. Pure confrontation, no protection or even still ground. I saw my body floating in a hammock and “I” slowly leave it, my conscious element slips outside, distinguishable identity melts and disappears. I did’t want to leave body again, because ultimately I did’t know what would happen to me, I felt completely helpless. I started humming a melody and it helped me grounding. After some time I heard that the melody of the jungle has changed – or I started to hear it differently. In the stream of sounds that I heard, jungle began to talk to me. First there was a sense of unity, I felt and saw how the rainforest energy is flowing through me. Then jungle showed me different aspects of itself, showed how works this, how works that … In deep, primary level I understood everything that was shown to me. Learning about the life and death, instincts of nature, which I did not understand in that way.

Then I saw/felt that we already know each otherI’m connected” and if I won’t hurt the jungle, in specific way I can feel safe. Later, many times in the subconscious way I felt deep understanding to it. During the my plant dietas – many times more.
OK this is probably enough. The fineline between the writing of “too little” and writing “too much” is difficult to grasp.
And I would not be surprised disbelief or denial of what I write here. Many people have never had an occasion to pass through a deep spiritual experience, with the help of plants or not. So how can you acknowledge this stuff, if there is no point of reference, experience resource or the key. There is not much of “experience” provided through religions, and the very nature is often confined as a sin. In writing this I don’t want it to hurt anybody’s feelings, neither begin an endless dogmatic disputes. Willingly or unwillingly, we are part of nature and it really speaks to us, but most of us does not listen to it.

_mg_0835-edit

Gotowanie w dzień i w nocy. // Cooking all day and all night.

_mg_0873-edit

_mg_0916

_mg_0877-edit-edit

Tim.

_mg_0809

_mg_0881

_mg_0883

_mg_0890-edit

_mg_0891

Po zakończonym gotowaniu odbyły się 2 ceremonie, jedna w nocy druga w ciągu dnia. Piękne ceremonie z Jussim i bardzo silny proces. W czasie jednej z nich nastąpił ciąg dalszy o drapieżnej stronie natury i umieraniu. Ayahuaska rzuciła mnie w dzikie, ciemne i pierwotne obszary psyche. Śmierć dla narodzin, rozkład i cierpienie – nierozerwalne składowe życia. Na jednej z ceremonii spotkałem z bliska ducha dzikiej bestii. Z perspektywy czasu myślę, że te straszne, trudne i konfrontujące lekcje – nauczyły mnie chyba najwięcej.

/

When cooking was done, we made 2 ceremonies, one in the night and second at daytime. Beautiful ceremonies with Jussi, very strong process. During one of them I’ve had continuation about predatory aspect of nature and dying. Ayahuasca brought me into wild, obscure and primal areas of psyche. Death for the birth, disintegration, suffering – inseparable life components. During one of these ceremonies I encountered closely wild beast spirit. From the perspective of time I think that, these scary, difficult and confronting lessons – taught me probably the most.

_mg_0896

Henrik po nocnym gotowaniu. / Henrik after cooking all night long.

_mg_0867-edit

Nikolai Moller, fotograf, filmowiec, robi film o Henriku. Cały pogryziony i zmęczony po wielu godzinach pracy. /
Nicolai Moller, photographer, filmmaker, making documentary about Henrik. All bitten and tired after many hours of work.

_mg_0914

_mg_0915

_mg_1012

Bazar Belen w Iquitos. // Belen Market in Iquitos

Po prawie dwóch miesiącach w Naucie, wyruszyliśmy wszyscy do Iquitos. Tam rozjechaliśmy się w różne strony. Zachary chciał żebyśmy wzięli udział w 15 dniowej kuracji roślinnej z poznanymi wcześniej uzdrowicielkami Shipibo z Pucallpy. Nie mam pojęcia jak o tym napiszę :)

/

After almost two months in Nauta, we all went to Iquitos. There we all went in different directions. Zachary wanted us to take part in 15 day plant diet with Shipibo healers fron Pucallpa that we met earlier. I have no idea how to write about it :)

Thank you all. Zachary, James, Jussi, Simone, Henrik, Diana, Tim, Magno, Jonathan, Angelo, Benjamin, Suzie, Nikolai, Monya, Christof, David, Vanessa, Alejandra, Serafin, Elena, Pierre.

Następny oddzinek o podróży do Pucallpy. / Next entry about journey to Pucallpa.

Learning Medicine

Kambo to wspaniała medycyna dżungli. Nazwa ta pochodzi od małej zielonej żabki. Bardzo spokojne i urocze stworzenie. Wydziela silny jad i dzięki temu nie musi się obawiać drapieżników. Dzięki swym prozdrowotnym właściwościom, od dawien dawna on stosowany przez natywne plemiona Amazonii. Między innymi plemię Matses, położone niedaleko granicy z Brazylią, nieco na południe od Iquitos.

Tak się złożyło, że poznałem Juliana, członka Matses. Ciąg późniejszych sytuacji sprawił że poznaliśmy się lepiej i zaprzyjaźniliśmy. Od razu zrobił na mnie duże wrażenie. Jego energia emanuje zdrowiem, spokojem i łagodnością.

image

image

Kinga już od jakiegoś czasu chciała nauczyć się pracować z jadem. I to właśnie ona wciągnęła mnie w Kambo. Ja na początku chciałem się z tym jedynie zapoznać, a przy okazji oczyścić ciało. Po jej wyjezdzie do Cuzco kilka kolejnych razy spotkałem się z Julianem i okazało się, że moje ciało ma dużą odporność na jad. Czuję połączenie z żabka, dobrze nam się współpracuje. Julian powiedział że powinienem pracować z tą medycyna, zaczął uczyć mnie więcej o niej i o samej dżungli. Kinga w międzyczasie wróciła z gór i dołączyła do nas.

image

image

image

image

Przez 2 ostatnie miesiące uczyłem się całego procesu od przywoływania żabek w nocnej dzungli, ściągania ich jadu aż po sama jego aplikacje.
Julian jest niesamowity. Wiekszosc życia spędził w dżungli. Jego rodzina pracuje z Kambo od wielu pokolen. Trudno ubrać w słowa poziom jego połączenia z naturą. Niesamowite ile on czuje i widzi. Spedzilismy razem dużo czasu. Wiele sie nauczylem w samej tylko jego obecnosci. I cały czas się uczę.
Julian jest żywym autentycznym przykładem na skutecznosc tego co robi.

image

image

image

image

image

Jeśli chodzi o mnie, po pracy z Kambo mam dużo więcej siły fizycznej, zwiększyła się wytrzymałość na zmęczenie i brak snu. Zniknęły momenty sennosci, ciężkości czy poczucia zmęczenia w ciągu dnia. Zero problemów z porannym wstawaniem. Generalna pogoda ducha, przejrzystość myśli. Poprawiła się też w znacznym stopniu zdolność długotrwałej koncentracji.

Dwie sesje zrobiłem specjalnie z intencją na wzmocnienie wielokrotnie zwichniętej kostki. Po drugiej sesji pojawiło się uczucie ulgi i lekkości. Staw jest teraz silniejszy. Już nie odzywa w nim ból. Zniknęła “stała”, wieloletnia opuchlizna.

image

image

Do całkowitej naprawy stawu potrzebuję zapewne jakiejś operacyjnej rekonstrukcji więzadeł – które są pozrywane po latach sportów ekstremalnych. Aczkolwiek nie spodziewałem się aż tak dużej poprawy. Kambo może pomóc przy różnego typu dolegliwościach. Zakres jego działania jest bardzo szeroki. Wzmacnia system odpornościowy, oczyszcza ciało z toksyn i różnego rodzaju brudów. Zwiększa odporność na ból, zmęczenie, poprawia koncentrację. Kambo to naturalna i najsilniejsza szczepionka na ziemi. Działa i pomaga. Trzeba chwilę pocierpieć ale warto!
Czuję duża wdzięczność i połączenie z ta medycyna. Podczas ceremonii kilka razy spotkałem ducha żabki.

Z pomocą naszego przyjaciela zebraliśmy zapas pierwszorzędnego, swieżutkiego jadu. Kinga wraca do Polski niebawem, ja na poczatku maja. Po powrocie bedziemy aplikowac Kambo. Zatem jeśli ktoś byłby zainteresowany, można się zgłaszać. Na początek Lublin i Wrocław. Kambo jest w Polsce zupełnie legalne. Można śmiało zadawać pytania.

image

W internecie jest cała masa informacji na temat Kambo. A i ja napiszę tu jeszcze wiecej.

Tymczasem jutro zaczynam diete z roślinami z szamanka shipibo. Warunki diety będą dość wymagające ale ufam że to właściwe miejsce i czas. Szukałem miejsca na diete od ponad dwóch miesięcy. Matilda ma szczerą chęć pomocy, chce mnie uczyć. Piłem z nią kilka razy i to co się wtedy działo było zupełnie wyjątkowe. Będę mieszkał w małym pokoiku w ich domu w razem z resztą rodziny w dość brudnej i głośnej portowej dzielnicy. To też swego rodzaju próba.

image

Dieta z dwiema silnymi roslinami, które m.in. odbudowują kości. Chiricsanango i Renakia. O dietach roślinnych też jeszcze napiszę.

Tak więc od jutra 15 dni w odosobnieniu i medytacji. Czas na nic nie robienie i spotkanie samego siebie. Tam gdzie wszystko się w każdym z nas zaczyna. Ciężka, dogłębna praca ciała i ducha ze wsparciem od potężnych roślin i obdarzonej uzdrowicielki.

A Dios!

//

Sorry for no translation,
No laptop, posting from phone
Will appear in may

Work in progress

Working with Kambo and Ayahuaska these days. Two beautiful and powerfull medicines, which coinsides each other so well. Big things are happening for me. I learn a lot at many different depths… My various doubts were answered and creared as well. Received quite big confirmation.

Will write more about Kambo soon.

//

Ostatnimi dni pracuje z Kambo i Ayahuaska. Dwa piękne i potężne lekarstwa, które  bardzo dobrze się integruja i uzupełniają. Dzieją się bardzo duże dla mnie rzeczy. Uczę się wiele, na różnych głębokosciach… Różne wątpliwości zostały rozwiane. Przyszło dość duże potwierdzenie.

O Kambo napiszę więcej niebawem.

image

image

image

image