#Notatnik

Let it go

Posted in Notatnik / Note, Polska / Poland by ja on September 23, 2016

Ostatnimi miesiącami sporo nauki bycia. Sporo medytacji i nurkowania w głąb teraz – skąd płynące myśli, otoczenie i teraźniejszość chwili jest jak naturalny rytm fal świata “na powierzchni”.
Oprócz tego sporo pracy z Kambo, bycia dla innych i nauki wsparcia. Dużo intensywnych i pracowitych dni.

Last months were full of simple being, and learning about it. A lot of meditation, diving into now, where you can see flowing thoughts, reality around and nowness of the now are like natural flow of the surface world.

Besides that a lot of work with Kambo. Presence and support for the others. Pretty intense time.

/

Podczas mojej ostatniej diety roślinnej z Chiricsanango w Peru, zacząłem uczyć się uważniejszej obecności. Obserwacji myśli, obserwacji rzeczywistości, tego co się w nią wkłada i jak ona się zmienia. Jak świat dokoła nas zmienia się wraz z tym gdzie kierujemy naszą uwagę. Roślina ta pokazała mi że używanie innych roślin jest pomocne ale nie jest konieczne, bo prawda i spokój są już w nas. Musimy je tylko znaleźć.

During my last plant diet with Chiricsanango in Peru i started to learn about more aware presence. Observatwion of thoughts, reality, everything thats part of it and changes it. How world around us changes, depends where we put our attention. My teacher-plant showed me, that using other plants can be helpful, but is not necessary. Truth and peace are already inside of us. We only got to find them.

/

Wszystko to przeplata się z momentami zatracenia szerszej świadomości i powrotu złaknionego ego. Powrotu jego oczekiwań, ocen, niezgody, niepokoju, zakłóceń, przerośniętych ambicji. Raz mniej, raz bardziej ale miejmy nadzieję że z czasem co raz rzadziej.

Everything interwoves with moments of loosing conciousness and coming back of starved ego. Coming back of its exspecjartions, judgements, disagreements, distructions, fears and overgrown ambitions. Sometimes its strongly, sometimes mildly, but hopefully that with time less frequent.

/

Więc te rzeczy które się dzieją, skłaniają do różnych refleksji. Wiele razy przerabiam sam ze sobą sens tego co robię. Skąd to naprawdę pochodzi.

Staram się wrócić do momentów esencji, gdy wszystko po prostu płynęło samo, ja naciskałem zdjęcia i czasem zapisywałem słowa.

Moja działalność w fotografii zmarginalizowała się w ciągu ostatnich kilku lat. Postanowiłem nie iść na kompromisy w tym co robię. Jeśli już coś robić to szczerze i z głębi serca. Nie po to żeby łechtać ego, swoje czy cudze. Nie po to żeby komuś coś udowodnić. Nie po to żeby przybrać taką albo inną maskę, rolę. Nie ze strachu przed pominięciem. Nie dla prestiżu. Nie dla pieniędzy, które koniec końców nie są najważniejsze. Nie dla świata iluzji złaknionego co raz większej iluzji, pustej pożywki – pokrywanej co raz to grubszą warstwą słodkiego lukru. Skoro jestem niezależny od tych rzeczy, nie muszę iść z nimi na kompromisy. Wolność, wszystko według własnego zegara i od serca. Albo nie robić wcale.

Jeśli poodejmować różne rzeczy, nawarstwienia przeszłości, perfekcjonizmu i wysokich oczekiwań, zostaje ten czysty i prosty gest. Który najbardziej się dla mnie liczy. Kiedy ktoś z was pisze, że to czuje i że go to poruszyło. Jeśli “to coś” idzie dalej, to dla najwięcej dla mnie znaczy i daje energię na robienie więcej.

Po dwóch latach bycia w drodze rozpuściły się dawne szlaki myśleniowe i oczekiwania narosłe w wielkich miastach, studiach fotograficznych itp. Odpuściłem to sobie.

Potem wydarzyło się tyle, że mam wrażenie że spokojnie mógłbym zrobić drugą część książki o Drodze.

A teraz po tym dłuższym odpoczynku i robieniu minimum, czuję w środku, że tak sam z siebie mógłbym zrobić jeszcze to i tamto. Powoli nadchodzi dobre żniwo rozpoczętych zmian.

So happening of these things are inclining various reflections. Many times I thought in front of myself what sense it makes – to do what I do. Where it comes from.

I try to come back to moments of pure essence, when all was just flowing by itself – I was just pressing shutter, and putting letters. Sharing from pure will of telling the story, just share it.

My activity in photography got marginalized during last few years. Decided not to compromise in my work. Doing something makes sense if its honest, and from comes from heart. Not for ego, yours or others. Not to proove anything to someone. Not to wear this or that mask, social role. Not because of fear about disregard. Not for illusory prestige. Not for money, which after all are not that important. Not for world of illusion that starves for bigger illusion, empty nourishment, covered by thicker and thicker layer of sweeteners. If I’m off from all these dramas, there is no need for compromises. There should be freedom, everything according to internal clock and heart. Or letting it go with peace.

After two years of being on the road, some old traces of thinking from big cities or filmshool – got dissolved. I let it go.

Meanwhile so much happened, that it feels like that I could easly make another book about Road.

And now some another circle got rolled. I feel that I could easly do – this or that. Slowly approaching harvest of good changes.

/

Po raz kolejny przerabiałem kwestię motywacji do dzielenia się doświadczeniami. I po raz kolejny stanęło na tym że warto. Po czymś takim trudno coś więcej zapowiadać :) po prostu będzie się tu pojawiało. Dzięki wam za wszystkie słowa otuchy.
Jutro jadę na dwa tygodnie do Finlandii. Retreat z Kambo i innymi lekarstwami, który prowadzimy wraz z kochanym przyjacielem Jussi’m. Ważne spotkanie, które od dawna czekało.

Tymczasem kilka sytuacji z ostatnich miesięcy:

So another time digested the matter of motivation for sharing and its roots. And another time it turns out – its worth. After such a conclucions in my case there is no sense to announce anything :) It will just appear. Thank you for all support.

Tomorrow I go to Finland for about two weeks. Retreat with Kambo and other medicines, which we make with lovely finnish friend Jussi. Important meeting, what was waiting for long.

Meanwhile a few situations from last months:

 

untitled-1

 

Back to the Jungle

Dżungla, Nauta, Iquitos, Arco Iris. Miłe przyjęcie po roku nieobecności. W końcu czas na zatrzymanie, naukę i pracę z roślinami.

Droga tu przypominała wzburzone morze, były trudne momenty. Teraz wszystko układa się do kupy. Zaczyna iść gładko.

Więcej niebawem.

//

Jungle, Nauta, Iquitos, Arco Iris. Pleasant welcome after a year. Finally time to stop, to learn and work with plants.

Road till here was like stormy sea, there were some difficult moments. Now everything is aligning together, and starts to go smooth.

More soon.

_MG_6021-Edit

_MG_6105

_MG_6045

_MG_6029

_MG_6038

_MG_6011

_MG_6055

_MG_6078

_MG_6074

_MG_6067

_MG_6090

_MG_6111

_MG_5948-2

_MG_5950-3-2

 

 

Slovakian Rainbow

Beautiful, cozy Rainbow in Slovakia, than small trip to Beskidy mountains in Poland. Uff… many things happened :)

In total Ithere were about 6 weeks on the Rainbows this year. Coming back to any city after this, is not an attractive thing to do.

So now one more trip to the mountains for autumn solestice, and will back to organize things. In two weeks California :)

And soon continuation about Peru.

//

Było piękne, kameralne Rainbow na Słowacji, był mały wypad w Beskidy. Uff, Sporo się podziało :)

Łącznie około 6 tygodni na Rainbow w tym roku. Powrót do miejskiego babilonu po czymś takim, nie wydaje się atrakcyjny.

Teraz jeszcze na chwile w góry, na jesienne przesilene i wracam ogarnąć trochę sprawy. Za dwa tygodnie Kalifornia :)

Niedługo też ciąg dalszy o Peru.

_MG_4527-Edit

_MG_4624-Edit

_MG_4537-Edit

_MG_4534-Edit

_MG_4556-Edit

_MG_4596-Edit-Edit

_MG_4575-Edit

_MG_4549

_MG_4703-Edit

_MG_4560-Edit

_MG_4573

_MG_4567

_MG_4681-Edit

_MG_4589-Edit

_MG_4708

_MG_4741-Edit

_MG_4696

_MG_4654-Edit

 

Dżungla I

Po kilkudziesięciu godzinach w lotniskowym tranzycie dotarłem w końcu do Amazonii. Wysiałem z samolotu w Iquitos, odruchowo nabrałem w płuca parnego wilgotnego powietrza i poczułem się dobrze. Z poczuciem jakbym skądś już to znał, albo odwiedził to miejsce nie pierwszy raz. Pierwsze spotkanie z Iquitos, pędząc motorikszą uliczkami pełnymi motocykli, smrodu, brudu, przymierających kalekich psów, było nieco oszałamiające tuż po Europie. Osobliwy twór miejski w środku dżungli, o którym można by długo pisać.

_MG_9902-Edit

Tu nikt nie powie ci że nie zna drogi do miejsca o które pytasz, każdy zapytany wymyśli ci za to fikcyjną drogę, zazwyczaj są to dwa skrzyżowania w tą, albo w tamtą. Nie ma w tym cienia złych intencji, po prostu kłamią ot tak. W końcu znalazłem kafejkę i usiadłem na chwilę przed komputerem. Po krótkiej chwili, właścicielka kafejki skierowała dwóch gości na miejsce na końcu sali, tuż obok mnie. Tym sposobem dwie godziny po przybyciu do Amazonii usłyszałem język Polski. Chłopaki mieszkają tu od dwóch lat. Jeden z nich ma 40 hektarów ziemi z dżunglą, wspomniał też o własnej Ayahuasce i zapraszał w odwiedziny. Fajne spotkanie na początek. Pobujaliśmy się razem po mieście, a potem wsiedliśmy do busa w stronę Nauty. Wysiadłem z busa na 48 kilometrze drogi między Iquitos a Nautą i pożegnałem dwóch fajnych Bartków.

Zapadła cisza, pusta asfaltowa droga, oddalające się auto, popołudniowy upał i dżungla. Dalej już samemu na piechotę prosto w ten inny świat, co tak bardzo mnie wzywał. Było w tej chwili coś uroczystego. Przeleciały mi przed oczami, miesiące, dni, godziny pracy, wysiłku, myśli, przeczuć, żeby znaleźć się w tym miejscu.

_MG_9786-Edit

Zacząłem maszerować do wioski Rainbow położonej z 2 godziny w dżunglę. Byłem pierwszy raz w takiej dżungli, zupełnie nie wiedziałem na ile mogę sobie pozwolić, ani czego się spodziewać. Ciało mocno zdezorientowane a zmysły przytępione wieloma godzinami samolotowych wibracji i lotniskowym szumem. Drogę przebiega metrowa jaszczurka, nad głową przelatują skrzeczące kolorowe ptaki. Wszystko tu jest kompletnie inne od tego co zdążyłem doświadczyć. Olbrzymia różnorodność, bujność przepychu, inne kształty, kolory, dźwięki, zapachy. Uwielbiam te momenty, gdzie wszystko jest tak bardzo inne, a ja poznaje to z bliska od samego początku, jest w takim poznaniu coś bardzo pierwotnego.
Niosłem dwa ciężkie plecaki, dużą siatę z jedzeniem dla Rainbow i butle wody. Droga szybko zamieniła się śliską błotnistą breję ponad kostki. Szybko zrozumiałem dlaczego ludzie wspominali o gumowcach, stawiam małe kroki i łapię równowagę z tymi wszystkimi rzeczami na sobie. Idę, pot leje się ze mnie strumieniami. Co jakiś czas przysiadam żeby odpocząć, słucham melodii tego lasu, tak intensywnej, pozwalam żeby koiła zmęczone ciało. W kałużach z zastaną wodą leżą nasiona, ogromne liście i łupiny. Po kilkunastu minutach marszu, skórzane buty zabarwiły się od nich na niebiesko.

W końcu dochodzę do ścieżki prowadzącej w głąb gęstszej dżungli, przechodzę przez pień przerzucony przez rzekę i jestem. Pierwszą poznaną osobą był Jusse z Finlandii, z którym później nasze ścieżki przecięły się nie raz. Chwilę po przybyciu wskakuję do dżunglowej rzeki. Wspaniale było poczuć przepływ aksamitnej, kojącej wody, tak niesamowicie pachnącej życiem. Tu z powrotem, uświadamiam sobie jak wiele razy natykam się na proste rzeczy – jak jabłko z drzewa, jak czysta woda i powietrze, jak cisza – które nadają życiu inną jakość. Są tak oczywiste, że często aż pomijane, a to one czynią życie bardziej żywym.

Poznałem niewielką załogę, która zmieniała się co kilka dni. Było tam kilka osób z całego świata. Niektórzy słyszeli o tym miejscu i zrobili przystanek w swojej podróży, inni przyjechali prosto tutaj, konkretnie dla Ayahuaski, a jeszcze inni dla ceremonii z maestrą Ines. Kilkoro stałych mieszkańców, którzy żyją medycyną i z medycyny. Z jednym z nich od razu się polubiliśmy. Nazajutrz spotykając go, spytałem, czy wie, kto organizuje ceremonie, medycynę i okazało się, że właśnie on. Od tego momentu miałem mu pomagać w przygotowaniu medycyny i ceremonii.

_MG_9835

_MG_9836

I tak, wchodząc do Arco Iris ( hiszp: Rainbow), czas zaczął płynąć inaczej. W momencie gdy wkroczyłem w przestrzeń ayahuaskowego świata i ludzi się w niej znajdujących, rzeczy które się tam działy, były w odczuwalny sposób nieprzypadkowe. Świat duchowy i materialny przeplatał się wyraźnie.

Upływ kilku dni swoją intensywnością przypominał tygodnie. Wciąż nowi ludzie, muzyka i rozmowy, które poziomem zrozumienia sięgały granic abstrakcji. Na nowo odkryłem jak dobry może być flow z ludźmi o pokrewnych duszach, nie ważne skąd są. Takich ludzi możesz spotkać wszędzie, jeśli się ruszysz. A miejsca jak to, potęgują ten efekt.

_MG_9793

_MG_9831

_MG_9841

_MG_9833

_MG_9816-Edit

Któregoś dnia o 5 rano niespodziewanie budzi mnie Julian i mówi, że chce żebym pomógł przy gotowaniu Ayahuaski. Pracowaliśmy nieprzerwanie przez kolejne 15 godzin. Długo by pisać o magii samego przygotowywania tej medycyny. To jest jak ceremonia przez ceremonią. Praca z czystym umysłem w którą wkłada się dobre intencje, pełna spokoju i skupienia. Poznałem też wtedy Ines, Laurę i Lilę, szamanki plemienia Shipibo, które zaproszono do prowadzenia ceremonii w Arco Iris. Dwa miesiące później odwiedziliśmy je z Zacharym w ich domu w Pucallpie, żeby odbyć tam ayahuaskową dietę.

_MG_1501-Edit

Ines.

Wieczorem tego samego dnia, po raz pierwszy spotkałem się z Ayahuaską. Piłem medycynę, którą wcześniej gotowałem. Jeszcze ciepłą.

Ayahuaska w języku Quechua oznacza “Pnącze dusz”, to amazońska medycyna przygotowywana w postaci napoju. Zawiera DMT – najsilniejszą substancję psychoaktywną na ziemi. DMT to taka tajemnicza substancja, która znajduje się każdym żywym organizmie (a przynajmniej nie odkryto jeszcze niczego co by jej nie zawierało) produkuje ją też szyszynka w ludzkim mózgu. Zakres jej działania to bardzo obszerny temat. W tym przypadku wyjątkowo trudno jest pisać definicje i wytyczać jakieś granice. To potężne lekarstwo, penetruje, oczyszcza ciało, umysł i duszę. Jest dziś bardzo wiele informacji, artykułów, filmów, świadectw o Ayahuasce. Trudno mi teraz pisać o niej od strony generalnej, bo jestem teraz dość blisko tego wszystkiego. Fajnie napisała o niej Weronika: tutaj

_MG_9910

Pnącze dusz, może sprawić że doświadczysz własnej śmierci. To może przyjść, ale nie musi. Do mnie przychodziło niejednokrotnie. Pierwszy raz był jednak najdalszy, najgłębszy, ocierający się o zupełne zapomnienie. Myślę, że łatwiej było by mi napisać o innych, późniejszych doświadczeniach, to jedno jest dla mnie jak kamień milowy.

Gdy opuszczasz ciało to tracisz wszystko co materialne. Opuszczasz to życie, tracisz wspomnienia, tożsamość, nie ma już ciebie takiego jakiego znasz ze wspomnień. Nie ma wspomnień, ani punktu odniesienia wobec ziemskiego życia. Zostaje najgłębsza istota ciebie. Opuszczasz granice czasu w formie ciągłej, tam nie ma czasu. Nagle okazuje się, że świat materialny to tylko wystający czubek góry lodowej, jest równoległy i sprzężony ze światem duchowym.

Widzisz, czujesz jak to wszystko jest połączone, wszechświat, ziemia, życie, przepływ energii, współtworzysz to, jesteś tym.

ezotéria extra

Chris Dyer

Wiele może się wydarzyć. Czasem Ayahuaska daje trudne i bolesne lekcje. Możesz zostać postawiony przed faktem, że miałeś wiele żyć wcześniej, nie tylko to jedno. Praca z nią może przebiegać w różny sposób, ma bardzo wiele zastosowań. Jednym z jej wymiarów, jest leczenie przez oczyszczanie. W sensie fizycznym, mentalnym i duchowym. Przeszłość nie zostaje zapomniana, przeróżne trudne, traumatyczne rzeczy mogą się tam kryć i niespodziewanie dać o sobie znać. To jest gdzieś w nas zapisane. Każdy coś tam ma, wszyscy coś ze sobą niesiemy. Możesz się z tego wyzwolić, zrzucić ciężar, opuścić samozapętlenie. To wymaga pracy, wysiłku nie tylko na ceremoniach, ale i w codziennym życiu. Rośliny, szamani i pieśni Icaros – dają wielkie wsparcie, ale to ty musisz zmierzyć się z tym co masz w sobie, nikt inny tego za ciebie nie zrobi. Wierzę, że czasem trzeba rozpaść się na kawałki, przejść przez mrok, żeby na nowo odkryć jak wspaniałym darem jest życie. Znaleźć w sobie siłę żeby iść dalej w spokoju i zgodzie. To część procesu samodoskonalenia w wędrówce, w której uczestniczy każdy z nas.

2222

Alex Grey

Ja na początku napotkałem trudne próby, musiałem walczyć o siebie. Podobno wrzeszczałem na całe gardło po polsku, odganiałem coś co przyszło i nie chciało puścić. Z pomocą przyszedł Jaguar. Potem Ines i jej córki, zaczęły śpiewać swoje Icaros. Pieśni mocy. To była potęga.

W obliczu strachu, cierpienia i głębokiej ciemności po tamtej stronie, widzisz co tak na prawdę się liczy, w życiu i poza nim. Tam nie ma się czego wstydzić, jesteś tak obnażony – jak tylko można. Tam nie ma bezpiecznej otoczki, wymówek, nie ma okłamywania siebie. W którymś momencie musisz przestać uciekać przed prawdą, która z ciebie wybija.
Wiedziałem że idę na spotkanie z tym co mnie wzywało i jakaś część mnie trwała w tej intencji. Trafiłem tam i to co spotkałem, to co się ze mną działo, przerosło wszystko co mógłbym sobie wyobrazić. To doświadczenie nie równa się z niczym. Trafiłem do źródła. Jeden etap długiej wędrówki został osiągnięty, rozpoczął się kolejny. Spotkałem przyjaciół, dostałem odpowiedź na swoje przeczucie, zostałem powitany i inicjowany do dalszej drogi. Potem przyszły ponowne narodziny. Pierwszy wdech od którego o mało nie popękały żebra, łzy wdzięczności. Próżno pisać o tym jakie to uczucie.

6c5ac1a139d4d9488fefbd1c96c14abd

Robert Donaghey

To doświadczenie było tak rozległe że przez jakieś tygodnie potem, byłem nieźle sponiewierany. Podświadomość to trawiła, świadomość pracowała wolnej a w snach wracałem do tej przestrzeni. Przyjęcie tego do wiadomości i ugruntowanie zajęło miesiące i trwa nadal. Drzwi do szamanizmu się otworzyły i okazało się, że to moja droga.

Kilka dni później postanowiliśmy z Zacharym, że zrobimy sobie małą przerwę od wilgotnej dżungli w Arco Iris i pojechaliśmy do Nauty nad Amazonkę żeby wysuszyć nadgniłe rzeczy. Dwudniowy wypad zamienił się w 2 miesięczny pobyt, przyszedł znamienny ciąg dalszy. Ale o tym już w następnym odcinku :)

//

Translation will appear.