#Notatnik

Dżungla / Jungle III

W poprzednim wpisie z serii Dżungla opowiadałem o pamiętnym wypadku z siekierą. Teraz kilka wspomnień z czasu który miał miejsce później.
/
In the previous entry from Jungle series I was telling the story about accident with ax. This one will be few memories about time that take place later.

_

Nie chciałbym żeby z tych zdjęć i słów wybrzmiewało, że takie ładne rzeczy, ładne kolorowe zdjęcia i ładni ludzie są gdzieś za górami, za lasami, w odległych i bajkowych krainach. Ani że trzeba spełnić nie wiadomo jakie warunki i pojechać nie wiadomo jak daleko. (Choć czasem może być i tak) Nie chodzi tu też o to konkretne miejsce.

Bardziej chodzi o to, co się dzieje w nas. O podążenie za wewnętrznym głosem, za głosem z głębi serca, z głębi “ja” – wtedy zdarzają się niewytłumaczalne zbiegi okoliczności i dzieje się “magia”.
Trzeba to w sobie usłyszeć, zaufać i pójść za tym. Jeśli tylko pozwolić, nowa rzeczywistość zacznie tworzyć się dokoła nas. Po pewnym czasie czujesz że jesteś już w innym miejscu, stawiasz swoje kroki co raz dokładniej, spotykasz właściwych ludzi i po prostu to wiesz. Zbliżasz się sam do siebie, wszystko staje się bliższe. Otrzymujesz lekcje i cenne doświadczenia, zwykle też coś dawnego w tobie umiera a w miejsce tego – coś nowego się rodzi. Czujesz bijące w tobie źródło… życie.

/

I wouldn’t like to share these images and words sounding like that such nice things, nice color photos and nice people are somewhere in the mountains, forests, in remote and kind of fairytale realities. Neither nor that something incredible hard conditions must be fullfiled to stories like this one happen. (Though sometimes it can be) It is not also about a specific place.

Its more about what happens within us. About following the voice of your heart, from the depths of “I”, and then truly unexplainable coincidances start to take place.
You need to hear it first, then trust it, and finally follow it. If you only allow it to happen, new reality will start to create itself around you. After some time you can say, that you are definiately in diffrent place, each step you make becomes more precise. You meet right people, and you simply know it. In specific way, you and your reality becomes closer to yourself. You receive lessons, precious knowledge; usually something old in you is dying – and it that place someting new is born. You can feel a life source beating in yourself.

_

I tak postrzegam ten czas, tam właśnie chciałbym się tym podzielić. Pierwszy wyjazd do Amazonii był dla mnie podróżą w jedną stronę – po kilku latach czekania, potem długich miesiącach pracy zagranicą – pojechałem w końcu przed siebie. Czegoś poszukiwałem, wiedziałem że jakaś Prawda czeka na odkrycie ale to mentalne pojęcie wciąż mi się wymykało. Od dawna towarzyszyło mi to nieopisywalne uczucie, że gdzieś w świecie czeka coś ważnego.
Zaczęło się od dwóch kamieni milowych: pierwszej ceremonii, a potem wypadku z siekiera. Cała ta pomoc która przyszła, spotkani towarzysze, wszystko to okazało się bardzo ważne i potrzebne. Jakiś czas po wypadku zaczęliśmy przypominać małe plemię w domku w dżungli. Razem jedliśmy, pracowaliśmy, gotowaliśmy, piliśmy medycynę a potem przechodziliśmy wspólny proces. I każdy oddzielnie i jednocześnie wszyscy wspólnie. Sami w dżungli, bez uzdrowicieli i szamanów.

Z jakiegoś powodu czuliśmy, że to był bardzo ważny czas i spotkania. To już z nami zostanie, a przynajmniej w taki sposób zostało ze mną.

/

Thats how I perceive that time and what I’d like to share. My first journey to Amazon was a one way trip – after few years of waiting, and long months of work in UK – finally I went ahead. I was definiately looking for something, I knew that some important Truth is waiting to be discovered, but this mind concept still eluded. Since long time I’ve had this feeling that somewhere in the world, something important is waiting.
It began with two milestones: the first ceremony, and then the accident with an ax. All this help that came to tome, people I met, all this turned out to be very important and necessary. Some time after the accident, we began to resemble a small tribe in a house in the jungle. Together we ate, worked, cooked and drank medicine and then experienced mutual process. Everybody separately and all together same time. Alone in the jungle without curanderos and shamans.

For some reason we felt it was a important time and meetings. It will will remain with us, at least in that form will stay with me.

_mg_0485

Tim and Vanessa.

_mg_1051

Nasza trójka: James, Ja i Zachary. / Our three: James, me and Zack.

_mg_0284-edit-edit

Wschód słońca na tarasie u Diany. / Sunrise from Diana’s lodge terrace. Santa Rosa.

_mg_0504-edit

_mg_0427-edit

Zachary i James w Naucie. / Zack and James in Nauta.

_mg_0529

Widok z tarasu na którym przeleżałem długie tygodnie po wypadku z siekierą. / View from the terrace where I spent loong weeks recupeating from an accident with ax.

_mg_0357

_mg_0395-edit

Wracamy po małej kameralnej 3-osobowej ceremonii w pełniową noc. Dżungla dokoła czaruje grą kolorów i cieni . Czuję jeszcze działanie medycyny, zmysły są pogłębione. Powoli stawiam kroki, głęboko oddycham i namacalnie czuję życie dokoła siebie. Idziemy pomału wąską ścieżką i śpiewamy we trójkę improwizowaną pieśń. Nie można przystawać za długo bo coś zacznie gryźć. James idzie pierwszy bo ma latarkę, ja używając laski powoli kuśtykam na bosaka, Zachary zamyka pochód. Nie ma sensu używać butów bo jest na nie za mokro i za ślisko. Poza tym cudownie jest przylegać i czuć stopami miękką żywą ziemię! Trzeba tylko uważać na co ostrzejsze łupiny i mrówcze trakty. Mrówki dziabią z podobną siłą jak europejskie osy i nie ociągają się z tym, ugryziony skrawek ciała piecze i drętwieje na chwile. Wychodząc z dżungli trzeba jeszcze zdrapać się ze śliskiego stromego pagórka a potem przejść po pniu nad strumieniem, gdzie zawsze jest pełno mrówek. Masa śmiechu.

/

Coming back after little cozy three people ceremony during fullmoon night. Jungle around enchants play of colors and shadows. I still feel medicine is working, the senses are deepened. I carefully put my steps, breathe deeply and tangibly feel life around. We go slowly narrow path and sing in three an improvised song. You can’t stop for too long because something will start to bite you. James goes first because it has a flashlight, I’m using a cane slowly limbing barefoot, Zachary closes the procession. There is no sense to use shoes because is not too wet and too slippery. Besides its wonderful to adhere with the feet and feel soft alive earth! You just have to be careful with sharper shell and ant highways. Ants bites as strongly as the european wasps and do not linger with it. The bitten piece of body bakes and stays numb for a while. Coming out of the jungle you still have to scrape the slippery steep hill and then pass through the trunk over the stream, where it is always full of ants. Lots of laughter.

_mg_0412-edit-edit

_mg_0423

_mg_0481

Dobrze jest móc chodzić. / Its good to be able walk.

_mg_0594

Wycieczka do trójstyku wielkich rzek: Maranion, Amazonki i Ukajali, gdzie często przed wschodem i zachodem słońca spotyka się delfiny.

/

Boattrip to tripoint of three giant rivers: Maranon, Amazon and Ucajali, where often before sunrise or sunset you can meet dolphins.

_mg_0701-edit

Płyniemy i podziwiamy, cud za cudem. / So we go and contemplate, miracle one after another.

_mg_0675

_mg_0736-edit-edit

_mg_0789

Nocne niebo płynąc nad Amazonką. / Night sky over the Amazon river.

_mg_0493-edit-edit

W niedziele na obiad zawsze wpadali goście. / Sunday dinner was always full of visitors.

Po wypadku z siekierą zaczynałem no nowo uczyć się chodzić. Od trzymania nogi w górze, mięśnie łydki mocno się przykurczyły, postawienie stopy na ziemi było głębokim i bolesnym rozciąganiem w całej nodze, kluczyłem więc o lasce. Odwiedzałem kafejkę w Naucie i domek w dżungli należący do Tima. Wielu lokalnych peruwiańczyków znało mnie i zawsze pytało jak się mam i czy wziąłem dziś swoje lekarstwa, ew. doradzali jakie rośliny mogą mi pomóc. Poza tym cały czas w stałej ekipie, z przed i po wypadku. Sporo się przez ten czas wydarzyło, wiele dni i godzin spędzonych razem, wiele rozmów, posiłków, wiele głębokiego porozumienia i ciepła. Niecodzienność sytuacji zbliżyła nas wszystkich. Minęły prawie dwa miesiące.

/

After an accident with an ax, I started no relearn to walk. From keeping my feet high, calf muscles got contracted, placing my feet on the ground was deep and painful stretching across the leg, so I lumbed with walking stick. Started to visit the internet cafe in Nauta and cottage in the jungle where Tim lived. Many local Peruvians knew me and always asked how I was and whether I took my medications. People also advised me plants that can help to my wound. In addition, all the time in same team from before and after the accident. A lot has happened during this time, many days and hours together, many conversations, meals, many unspeakable agreements and warmth. Uncommonness and the seriousness of the situation approached all of us.

_

Pewnego dnia do hosteliku Diany przybył Jussi z dwójką innych osób, niosących dwa ogromne kotły do gotowania medycyny. Przenieśliśmy się wszyscy do domu w dżungli i pomagaliśmy Jussemu w gotowaniu. To było pięć dni pracy. Pomagaliśmy na zmianę a sam Jussi prawie cały ten czas był na nogach. Jussi – fin, którego spotkałem kilka razy wcześniej w dżunglowej komunie Rainbow, postać magiczna. Poznaliśmy się w Amazonii w 2015, potem spotkaliśmy się w saunie (rzecz jasna przypadkowo) nad jeziorem na litewskim Rainbow, a następnie zaprosił mnie do Finlandii ostatniej jesieni 2016. Jussi łączy tradycje duchowości wschodu z tradycjami Amazonii. Przypomina jakby małego skrzata, ma w sobie coś z surowości, uważności, konkretu i dyscypliny starca a jednocześnie kruchość, delikatność i szczerość małego chłopca. Niezwykle szczodry i kochany człowiek.

/

One day Jussi arrived to Diana’s lodge, with two other people, carrying two huge pots for medicine cooking. We all moved to the house in the jungle and helped Jussi in cooking. That was five days of work. We helped him in rounds, and Jussi spent almost whole this time on his feet. Jussi – finn, a magic individual – which met several times earlier in jungle Rainbow community. We met in the Amazon in 2015 and then met in the sauna (accidentally of course) by the lake in Lithuania’s Rainbow Gatheting, and then he invited me to Finland last autumn. Jussi combines eastern spiritual traditions with the traditions from Amazon tribes. Reminds me little elf, with mindfulness, alignment, and discipline of the old man while tenderness, gentleness and purity of a little boy. Very generous and dear person.

_mg_0931-edit-edit

Jussi.

Zamieszczam pieśń od niego / A song from him:

 

_mg_0801

_mg_0851

_mg_0855

_mg_0857

Przygotowania liany. // Ayahuasca vine preparation.

Jussi gotował non stop przez prawie 3 dni i noce. Byliśmy w jednej wielkiej chmurze komarów i końskich much. Były nieznośne. Mój hamak wisiał na górze, czasem w nocy schodziłem na dół pomóc i pogadać. Gotowaliśmy i popijaliśmy wciąż rozcieńczoną ale już całkiem mocną medycynę. Poszedłem na górę, położyłem się w hamaku, słuchałem i stopniowo zanurzałem się w odgłosach dżungli. Koncentruję się na dźwięku, jest ciemna noc, chmura komarów odbija się od moskitiery. Stopniowo rozproszone dźwięki setek zwierząt i owadów staje się jednym strumieniem, jedną melodią. Słyszę dźwięk ale i widzę go pod zamkniętymi oczami. Z czasem strumień ten przybrał groźny charakter, wizje stały się ziemiste i pierwotnie drapieżne. Przyszedł pierwotny strach. To był 3 raz kiedy piłem i stawiałem swoje zupełnie pierwsze kroki. Czułem że jestem tu tylko ja i niebezpieczna, drapieżna dżungla. Czysta konfrontacja, zero ochrony czy choćby stabilnego gruntu. Widziałem że moje ciało leży w hamaku a ja powoli je opuszczam, mój świadomy pierwiastek wyślizguje się na zewnątrz, rozpływa się i znika “moja” rozróżnialna tożsamość. Nie chciałem znowu opuścić ciała bo ostatecznie nie wiedziałem co może się ze mną stać, czułem się zupełnie bezbronny. Zacząłem nucić jedną melodię i to pomogło mi się uziemić. W pewnym momencie melodia dżungli którą słyszałem uległa zmianie – albo to ja zacząłem ją inaczej słyszeć. W strumieniu dźwięków który słyszałem dżungla zaczęła po prostu mówić do mnie. Najpierw było to poczucie jedności i synchronizacji czułem/ widziałem jak energia lasu deszczowego przepływa przeze mnie. Potem dżungla pokazywała mi swoje różne aspekty, pokazywała jak działa to, jak działa tamto… Na głęboko pierwotnym poziomie rozumiałem co do mnie mówi. Nauki o cyklu życia i śmierci, instynkty natury, których nigdy nie rozumiałem w taki sposób.

Potem zobaczyłem/poczułem że już “się znamy”, jestem “podłączony” i jeśli nie będę dżungli krzywdził to w specyficzny sposób mogę czuć się bezpieczny. Później wiele razy w ten podświadomy sposób czułem że ją rozumiem. W trakcie diet roślinnych po wielokroć bardziej.
Ale już chyba wystarczy. Granica między napisaniem “za mało” a napisaniem “za dużo” jest trudna do uchwycenia.
I wcale bym się nie zdziwił niedowierzaniem czy negowaniem tego o czym tu piszę. Wiele osób nigdy nie ma okazji doświadczyć głębokiego przeżycia duchowego, z użyciem roślin czy też bez. Jak tu przyjąć do wiadomości “takie coś” skoro nie ma żadnego punktu odniesienia, zasobu doświadczeń czy klucza. Religie tego nie zapewniają, nie ma w nich wiele miejsca na czyste “doświadczenie” a sama natura jest zwykle sprowadzana do popędów i grzechu. Pisząc to, nie chcę też urazić niczyich uczuć, ani rozpoczynać niekończących się dysput. Chcąc czy nie chcąc jesteśmy częścią natury i ona naprawdę do nas mówi, tylko większość jej nie słucha.

//

Jussi cooked non-stop for almost three days and nights. We were in huge cloud of mosquitoes and the horse flies. They were unbearable. My hammock hung at the first floor, sometimes at night I went down to help and hang out. We cooked and drank diluted but still pretty strong medicine. I went upstairs, laid in a hammock, listening to and immersed myself in the sounds of the jungle.
I concentrate on the sound, there is a dark cloud of mosquitoes aroung my mosquito net. Gradually the scattered sounds of many animals and insects became one stream, one melody. I heard the sound but I saw it in visions with my eyes closed. Over time, this stream became menacing nature, visions became, earthy and primally predatory. Primal fear appeared. It was 3th time I drank medicine so I put my first steps completely. There were just me and jungle that became oscure, dangerous and predatory. Pure confrontation, no protection or even still ground. I saw my body floating in a hammock and “I” slowly leave it, my conscious element slips outside, distinguishable identity melts and disappears. I did’t want to leave body again, because ultimately I did’t know what would happen to me, I felt completely helpless. I started humming a melody and it helped me grounding. After some time I heard that the melody of the jungle has changed – or I started to hear it differently. In the stream of sounds that I heard, jungle began to talk to me. First there was a sense of unity, I felt and saw how the rainforest energy is flowing through me. Then jungle showed me different aspects of itself, showed how works this, how works that … In deep, primary level I understood everything that was shown to me. Learning about the life and death, instincts of nature, which I did not understand in that way.

Then I saw/felt that we already know each otherI’m connected” and if I won’t hurt the jungle, in specific way I can feel safe. Later, many times in the subconscious way I felt deep understanding to it. During the my plant dietas – many times more.
OK this is probably enough. The fineline between the writing of “too little” and writing “too much” is difficult to grasp.
And I would not be surprised disbelief or denial of what I write here. Many people have never had an occasion to pass through a deep spiritual experience, with the help of plants or not. So how can you acknowledge this stuff, if there is no point of reference, experience resource or the key. There is not much of “experience” provided through religions, and the very nature is often confined as a sin. In writing this I don’t want it to hurt anybody’s feelings, neither begin an endless dogmatic disputes. Willingly or unwillingly, we are part of nature and it really speaks to us, but most of us does not listen to it.

_mg_0835-edit

Gotowanie w dzień i w nocy. // Cooking all day and all night.

_mg_0873-edit

_mg_0916

_mg_0877-edit-edit

Tim.

_mg_0809

_mg_0881

_mg_0883

_mg_0890-edit

_mg_0891

Po zakończonym gotowaniu odbyły się 2 ceremonie, jedna w nocy druga w ciągu dnia. Piękne ceremonie z Jussim i bardzo silny proces. W czasie jednej z nich nastąpił ciąg dalszy o drapieżnej stronie natury i umieraniu. Ayahuaska rzuciła mnie w dzikie, ciemne i pierwotne obszary psyche. Śmierć dla narodzin, rozkład i cierpienie – nierozerwalne składowe życia. Na jednej z ceremonii spotkałem z bliska ducha dzikiej bestii. Z perspektywy czasu myślę, że te straszne, trudne i konfrontujące lekcje – nauczyły mnie chyba najwięcej.

/

When cooking was done, we made 2 ceremonies, one in the night and second at daytime. Beautiful ceremonies with Jussi, very strong process. During one of them I’ve had continuation about predatory aspect of nature and dying. Ayahuasca brought me into wild, obscure and primal areas of psyche. Death for the birth, disintegration, suffering – inseparable life components. During one of these ceremonies I encountered closely wild beast spirit. From the perspective of time I think that, these scary, difficult and confronting lessons – taught me probably the most.

_mg_0896

Henrik po nocnym gotowaniu. / Henrik after cooking all night long.

_mg_0867-edit

Nikolai Moller, fotograf, filmowiec, robi film o Henriku. Cały pogryziony i zmęczony po wielu godzinach pracy. /
Nicolai Moller, photographer, filmmaker, making documentary about Henrik. All bitten and tired after many hours of work.

_mg_0914

_mg_0915

_mg_1012

Bazar Belen w Iquitos. // Belen Market in Iquitos

Po prawie dwóch miesiącach w Naucie, wyruszyliśmy wszyscy do Iquitos. Tam rozjechaliśmy się w różne strony. Zachary chciał żebyśmy wzięli udział w 15 dniowej kuracji roślinnej z poznanymi wcześniej uzdrowicielkami Shipibo z Pucallpy. Nie mam pojęcia jak o tym napiszę :)

/

After almost two months in Nauta, we all went to Iquitos. There we all went in different directions. Zachary wanted us to take part in 15 day plant diet with Shipibo healers fron Pucallpa that we met earlier. I have no idea how to write about it :)

Thank you all. Zachary, James, Jussi, Simone, Henrik, Diana, Tim, Magno, Jonathan, Angelo, Benjamin, Suzie, Nikolai, Monya, Christof, David, Vanessa, Alejandra, Serafin, Elena, Pierre.

Następny oddzinek o podróży do Pucallpy. / Next entry about journey to Pucallpa.

Advertisements

Pierwsze dni Jesieni / First days of Autumn

Pierwszy dzień jesieni w lesie. Świeże grzyby z polany a potem bosa, samotna podróż do lasu.

Po intensywnej pracy wiosną i latem, natura stała się brzemienna, wydała owoce. Teraz bierze głęboki oddech pełen ulgi i ukojenia. Kolejny cykl życia się wypełnił. Za chwile ziemia przyjmie z powrotem to co wydała. W tym oddechu słychać lekki szelest spadających szyszek, jeżyn, ptasich piór, szum liści. Delikatny powiew wiatru z mięniącymi się przez mgłę, promieniami słońca. Potężny i dostojny ryk jeleni, które krążą w pobliżu. Zimno które sprawia, że bardziej czujesz żywioł. Umysł się wyłącza, ciało nic nie waży, idzie samo. Bose stopy zapadają się w miękkich liściach i czystej, leśnej ziemi udeptanej wcześniej przez jelenie.

Mocne spotkanie z lasem. Będę miał za czym potęsknić.

//

First day of autumn in the forest. Fresh mashrooms from the meadow, then barefood, lonely journey to the woods.

After intense work during spring and summer, nature became fraught, and born fruits. Now she’s taking deep soothing breath. Another cycle of life is completed. In a little while, earth will receive back what she gave. In this breath, you can hear slight rustle of falling berries, cones, birhs feathers, leaves. A gentle breeze with rays of the sun, sparkling through the mist. Powerful and dignify howl of deers, which were passing around. Cold that makes you feel closer to element. Mind is swiching off, body weighs nothing, going forward by itself. Bare feet sinking into soft leaves and pure forest earth, trampled by deers.

Strong meeting with eastern european, polish forest. I will have something that I’ll miss.
__

Teraz wróciłem do miasta. Wyjechałem na dwa tygodnie a podziało się tak, że wracam po miesiącu.

Na trzy ostatnie dni dołączyłem do Miki i Mieszka na polanie w Beskidach. Dobre spotkanie. Zostałbym dłużej.

Mika jest szamanem, kowalem, człowiekiem drogi który robi rzeczy. Dobry człowiek, który wie co dobre. Pierwszy raz spotkaliśmy się sześć lat temu na Rainbow na Ukrainie, gdy zacząłem robić tam zdjęcia. On mnie zapamiętał, a ja go jakimś cudem – nie. Potem spotkaliśmy się trzy lata później i wyraźnie go zapamiętałem, choć nie wiedziałem czym się zajmuje. A teraz, niedawno spotkaliśmy się na Litwie i Słowacji, trochę razem popracowaliśmy i sporo się nauczyłem. Dobrze go spotkać.

//

Now I came back to the city. I left for two weeks, and flow of things that happened – made it one month.

For three last days I joined to Mika and Mieszko on the meadow in Beskidy mountains. Very good meeting. I would stay longer.

Mika is shaman, blacksmith, man of the road who make things. Good man, who knows what’s good. First time we met six years ago in the ukrainian Rainbow, when I started to take photographs there. He remembered me, but me somehow – not. Later we met in three years later and I liked him immediately, although I didn’t know what he do. Then we met in Lithuania and Slovakia, worked together a bit, and I learned a lot. Good to meet him.

_MG_4799-Edit-2

Z Mieszkiem znamy się nie od dziś. Przeszliśmy przez niejeden zakręt, ale jesteśmy na prostej.

//

Z Mieszko we know each for a piece of time. We passed through many turns, but finally we are on straight way.

_MG_4808

Naszą trójkę spotkała i połączyła ta sama historia. Ta sama kobieta.

//

Our three was connected and experienced by the same story. Same woman.

_MG_4818-Edit-2-2

_MG_4803-Edit

_MG_4765-Edit

_MG_4841-Edit

_MG_4812-Edit

Jeszcze dziś rano zbiegałem z plecakiem przez mokre polany i strome ścieżki w gęstej mgle z deszczem. Potem wystawianie ręki, muzyka, stan zawieszenia, patrzenia w dal za oknem, no i jestem w Lublinie. Tak inne światy, trudno uwierzyć, że to ten sam dzień.

//

Still this morning I was running down with backpack through wet meadows and steep paths in dense fog and rain. Then hitch-hike, music, state of suspension, looking into the distance behind the window, and I’m in Lublin. So diffrent worlds, it is hard to believe that this is the same day.

_MG_4847

 

 

 

Przypadkowe spotkania

Posted in Notatnik / Note, Podróż / Travel, Słowa / Words by ja on May 5, 2015

Jestem na dworcu autobusowym w Cusco i jadę do Boliwii. Właścicielka kafejki wydobyła dla mnie zza stolika sponiewierany kabel sieciowy, więc mam chwilę na napisanie. Nie mam wiele czasu, następnym razem przy internecie dodam tu kilka zdjęć.

Trafiłem kilka dni temu do Świętej Doliny, chcąc wynająć tam pokój, bez planu, bez znajomości, bez cynków. Chwile zajęło mi wyjście z miejskiego szybkiego trybu, który załączył się w Cusco i po wycieczce na Machu Picchu. Na wydeptanym, zimnym turystycznym trakcie potrzeba żwawych, zdecydowanych ruchów. Człowiek przyspiesza. Ale atmosfera Andów, kiedy w końcu zostaje się z nimi sam na sam, upomina żeby zwolnić.

Dostałem wcześniej, w Amazonii bardzo wyraźne wskazówki, że mam się zatrzymać, zwolnić, głęboko skupić i uczyć. Szukałem więc przez ostatnie dni – domu w cichym miejscu, z dala od zgiełku, blisko natury, gór. Gdzie będę mógł sam w spokoju pracować i uczyć się tego co mam do nauczenia. Skąd będę mógł w dowolnym momencie wyruszyć w góry na kilka dni.

 

Zacząłem więc rozeznawać się w okolicy. Zwalniać, wychodząc na parę godzin w góry, zapalić fajeczkę mapacho, pograć na flecie albo posłuchać ciszy. Rozdzieliliśmy się też z Zacharym, on został w Cusco. Zatem po kilku miesiącach ciągłego bycia z ludźmi zostałem sam i wrócił mój własny rytm poruszania. Noclegi w górach, tam gdzie poniosą nogi, co uwielbiam, a co nie jest takie oczywiste dla niektórych. Ludzie mają różnie zdefiniowane strefy komfortu. Samemu jest zupełnie inaczej i to pod wieloma względami. Ale wszystko swoje plusy i minusy.

_MG_2068-Edit

_MG_2090-Edit

_MG_2156-Edit

_MG_2117

_MG_2179

_MG_2085

Góry bardzo różnią się od dżungli. Ich atmosfera sprzyja odosobnieniu i skupieniu. Jest dużo wolnej przestrzeni, mniej powietrza na tej wysokości, ale za to w pewnym sensie – więcej oddechu. Nic nie chce cie tu zjeść, nie ma tej dżunglowej rywalizacji o przestrzeń i pokarm. Nie ma komarów i reszty towarzystwa. Życie w wioskach, szczególnie tych nieturystycznych też płynie bardzo powoli i spokojnie.

Po raz kolejny brak planu okazał się dobrym planem. Nic nie musieć. Być i nic nie musieć.. Nieskończoność możliwości i spokój o napotkanie tych właściwych.

Bardzo lubię te spontaniczne rozmowy z peruwiańczykami, szczególnie tymi starszymi, spokojnymi i zaprawionymi. Zwykle w którymś momencie po prostu przysiadam na jednej z ławek, ktoś się dosiada i po chwili jeden z nas zagaduje. Rozmowa płynie sobie potem powoli, przyjemnie niewymuszona. Doświadczyłem tego wiele razy, z wszelkiej maści sprzedawcami, kucharkami, kierowcami, wspòłpasażerami, albo po prostu ludźmi na ulicy. Takie wspólne bycie, szczera wymiana – sprawia po prostu przyjemność. “Przyjemność” to nie do końca właściwe słowo. To takie naturalne, te uśmiechy, pogoda, spotkanie, wspólne spędzenie czasu, bycie. Nie musimy się zgadzać, nie musimy rozmawiać, nic nie musimy i dlatego też ta prostota ludzkiego zrozumienia daje tyle frajdy. Proste, prawdziwe spojrzenie w oczy, kiedy patrzymy, kiwamy głowami i oboje wiemy. To wystarczy. Takie rozmowy zsyłają drogowskazy. Dodają krzepy, utwierdzają. Ludzie czują, kiedy idziesz za głosem serca. Coś w nich wie czego potrzebujesz i pomogą ci na twojej drodze.

Włóczyłem się po wioskach świętej doliny. Opcje pojawiały się same. Spotkałem na ulicy gościa, który robi bębny szamańskie. Umówiliśmy się na drugi dzień w jego wioseczce, zaprowadził mnie kawałek w górę doliny, w sąsiedztwo natywnych mieszkańców tego regionu i załatwił bardzo tanie lokum, ściemniając właścicielowi, że jesteśmy dobrymi znajomymi. (fakt, faktem po tych kilku spotkaniach bardzo się polubiliśmy) Potem oglądałem pokój u kobiety, która od wielu lat pracuje z medycyną. Po usłyszeniu mojej historii z Amazonii, cena pokoju w wypasionym ekologicznym domu, poszła w dół o połowę (nawet po obniżce całkiem sporo). I pojawiła się chęć wspólnej pracy. Potem okazało się, że słyszała o gościu od bębnów i poznałem ich ze sobą. Mamy teraz w planach fajne rzeczy do zrobienia.
Następnego dnia spotkałem w autobusie amerykankę, pod pięćdziesiątkę, emanująca pogodą ducha i wigorem. Zwróciła moją uwagę kiedy zbliżała się do autobusu i już wtedy wiedziałem, że coś będzie na rzeczy. Wsiadła i z miejsca zaczęła ze mną rozmowę. Jakby to było oczywiste. Niesłychanie gładka, abstrakcyjnie intuicyjna rozmowa, rzadko spotykany poziom zrozumienia. Mamy sporo wspólnego. Wyjątkowe spotkanie.

Jechałem wtedy do Urubamby, żeby obejrzeć jeden pokój, ale jakoś nie byłem przekonany – ani co do miejsca, ani wobec właścicielki. Nie miałem przekonania, choć coś mówiło żeby pojechać. Okazało się, że właścicielka nie przyszła na spotkanie, bo źle zrozumiała wiadomość, którą wysłałem zanim zadzwoniłem. Za to poznana amerykanka zna tam dobrych ludzi, więc poleciła mi kogoś, kto polecił mi kogoś i dzień później trafiłem we właściwe miejsce.

Spóźniłem się prawie godzinę na umówione spotkanie, bo autobusy tak kursowały dzisiejszego ranka, nie miałem kredytu, żeby zadzwonić do właściciela i uprzedzić że się spóźnię. Nie miałem też adresu, bo tu nie ma nazw ulic. Wszystko pogubione w naturze, ciężko cokolwiek znaleźć. Myślałem, że Luis przybył na czas i odpuścił kiedy mnie nie było. Ja też odpuściłem, miałem wcześniej dobre przeczucia, ale cóż, trudno. Żałowałem tylko niedotrzymanego słowa. Dokładnie w momencie kiedy odpuściłem, podjechał motocykl i to był on. Też się spóźnił, przyjechał jakieś dwie minuty po mnie. Zaprowadził mnie do swojego domu. Po drodze, gdy zobaczyłem to miejsce, przyrodę i góry – po prostu wiedziałem, że to tu. Luis pracuje z roślinami, które leczą i oczyszczają długofalowo, robi naczynia z gliny, oprócz tego pracuje w radio w Cusco, gdzie opowiada o naturalnej medycynie i życiu w zgodzie z naturą.

Jeśli o czymś myślisz, czujesz że to potrzebna część twojej drogi i ufasz że to przyjdzie – to tak będzie. Na prawdę. Nie zawsze tak jak sobie wyobrażałeś, nie zawsze od razu to zrozumiesz, ale jeśli zaufasz, to to przyjdzie. Te właściwe rzeczy same wyjdą w rozmowach z najbardziej przypadkowymi ludźmi, przyjdą potrzebne informacje i drogowskazy. Trzeba tylko słuchać sercem. Wszystko jest połączone. Cała ta piękna mozaika zbiegów okoliczności, jest jak prąd, albo jak fala. Możesz na niej popłynąć. Coś w tobie (i nie jest to umysł) wie czego potrzebujesz, czego na tak na prawdę byś chciał/chciała. Każdy jakoś to wie.

Przypominam sobie słowa Campbella.

“Jeśli podążasz za własnym szczęściem „… to odczucie, że przez cały czas prowadzą na niewidzialne ręce, (…) jeśli idziesz za tym, co cię uszczęśliwia, to jakbyś podążał jakimś szlakiem, który istniał od zawsze, czekał na ciebie, i że życie, które właśnie przeżywasz, jest tym, które było ci pisane. Gdy sobie to uświadamiasz, zaczynasz spotykać ludzi, których obejmuje krąg twojej szczęśliwości, i otwierają oni przed tobą drzwi. Wiec powiadam ci: idź za tym, co ci daje szczęście, i nie bój się, otworzą się przed tobą drzwi tam, gdzie się ich wcale nie oczekiwałeś”.

“W jaki sposób natrafić na źródło własnej błogości, własnego przeznaczenia? – „Przez cały czas przytrafiają się nam doświadczenia, która w pewnych sytuacjach mogą nam dawać przeczucie, jakąś intuicję tego, gdzie znajduje się nasze szczęście. Trzeba je chwytać. Nikt nie potrafi powiedzieć, czym ono będzie. Musimy nauczyć się rozeznawać się we własnym szczęściu. ”

Joseph Campbell, Potęga Mitu.

Te cytaty to coś naprawdę wielkiego. To uniwersalna prawda. Ja piszę tylko o ostatnich dniach w Świętej Dolinie, ale jak to pasuje do ostatnich miesięcy i lat!

Spotkałem dziś w Cusco, Zacharego (rzecz jasna, czysto przypadkowo :) ) w miejscu do którego w ogóle nie planowałem iść. Opowiedziałem mu o tych wszystkich sytuacjach i klimacie doliny. Poczuł to i od razu po naszej rozmowie wyruszył tam szukać miejsca dla siebie. Ja jadę do Boliwii, najtańszym autobusem, bez oczekiwań, na luzie, otwarty na nową przygodę, jakkolwiek to wyjdzie. Myślę że odwiedzę wyspę słońca “Isla del Sol” na jeziorze Titicaca. Za jakiś tydzień wrócę i zacznę pracę. Zaczniemy od Kambo.

“Mu­simy poz­być się życia, ja­kie zap­la­nowa­liśmy, aby mieć życie, które na nas czeka.”

Joseph Campbell

//

Sorry, longer text and enough time to translate. Wainting in Cusco for the bus to Bolivia.

Jungle echoes / Echa dżungli

Dzieje się bardzo dużo i bardzo intensywnie w różnych światach. Cały czas.

Czułem że powinienem tu przyjechać, duchy dżungli wzywały. Niedługo po przyjeździe po raz pierwszy wziąłem udział w ceremonii z Ayahuaską. Potężne doświadczenie. Zaniosło mnie głęboko w świat duchów.

A lot of thing going on very intensively in different realms, all the time.

I felt that I should come here, heard calling from jungle spirits. Shortly after arrival I made my first Ayahuasca ceremony. Very powerful experience. It brought me very far into the world of spirits.

_MG_9909

Floating
Bardzo wiele od tamtej pory doświadczyłem. Spotkałem swoich starych duchowych towarzyszy, jak i nieprzyjaciół. Poznałem sporo prawdy o sobie samym. Racjonalna zachodnia świadomość jest jak czubek góry lodowej. Uczę się i dostaję wiele lekcji, często niełatwych. W świecie materialnym też wystawienie na ból, słabość i niemoc, które są także częścią życia. Miałem dość nieciekawy wypadek z siekierą, zraniłem się w stopę rąbiąc drewno w dżungli. Przeciąłem mięsień. Spędziłem prawie 4 tygodnie w hamaku na pograniczu dżungli i Amazonki. Dostałem mnóstwo pomocy z każdej strony. Bardzo wielkie i bardzo piękne doświadczenie. Teraz wiem, że to było potrzebne i myślę, że wiem dlaczego.

Since that time I experienced so much. I met my spiritual companion, old friends, and hostile as well. I learned a lot of truth about myself. Rational western self-conciousness is just like a top of the iceberg. I learn and receive many lessons, often not easy ones. In material world a lot of pain, weakness and informity, which are a part of life as well. I’ve had quite serious accidend with axe, injured my foot when I was chopping the wood in the jungle, cut muscle. I spent almost four weeks in hamock between jungle and Amazon river. Tons of help from all possible way, I get emotional when I recall it. Very big and very beautiful experience. Now I know, it was needed, and I know what for.

_MG_0015

_MG_0102

_MG_0239

_MG_0483-Editmale

Mimo trudności i słabości, drogę toruje światło, miłość i zaufanie. Ścieżka się nie zmieniła, została tylko pogłębiona o dodatkowe aspekty, które jak się okazało, zawsze były częścią mnie. Umarłem, żeby potem narodzić się na nowo. Przeżyłem coś w rodzaju inicjacji i chyba mam coś do zrobienia. W toku tej wędrówki widzę też, jak bardzo potrzebna jest nam na tym świecie miłość.

Kilka dni po przyjeździe do dżungli, spotkałem Zacharego, amerykanina z Hawajów. Poziom wzajemnego zrozumienia i pokrewieństwa jest wyjątkowo nieprzypadkowy. Pracujemy z roślinną medycyną, trzymamy się razem i będziemy kontynuować podróż. Niewykluczone, że wiele razem zrobimy w przyszłości. Ale przyszłość nie potrzebuje słów.

Despite difficulties and weaknesses, this way is guided by light, love and trust. Path haven’t changed, it was only deepen for futhter aspects, which – how it turned out, was always part of me. I died and born again. I experienced something like initiation. Probably I have something to do. During this this adventures, I also realised how important love is for this world.

Few days after arrival to the jungle I met Zachary, an american from Hawaii. Level of mutual understanding and kinship between us – is extremly nonrandom. We work with plant medicine, hanging out and we will travel together. It’s possible that we gonna make a lot things together in future. But future doesn’t need words.

_MG_0164

_MG_0925
To wszystko dzieje się na takich poziomie mnie i z taką siłą, że mam dużą trudność ze znalezieniem słów, żeby się tym podzielić tak, jak bym chciał i bez śladu ego; Jednocześnie jest takie piękne i prawdziwe, że czuje, że nie powinienem zachować tego tylko dla siebie. Przyjdzie czas na dzielenie się. Dostałem sygnały, że mam dzielić się więcej.  Mam tu też ze sobą narzędzia, które to ułatwiają. Zdjęcia się naciskają, piękne miejsca, piękni ludzie i piękne przyjaźnie.

It’s all happening at such a level me with such force that I have great difficulty in finding words to share this as I’d like to, and without a trace of ego; At the same time it is so beautiful and true, that I feel, that I shouldn’t keep it for myself. There will come a time for sharing. I got a signal that I should share more. I also have with me the tools that make it easier. Pictures are apperaing by themselves, beautiful places, beautiful people and beautiful friendships.

_MG_9994-Edit

_MG_0412-Edit-Edit

_MG_0485

_MG_0675
Za kilka dni zaczynamy dwutygodniowy proces diety z szamankami z plemienia Shipibo, osadzonego niedaleko Pucallpy, nad rzeką Ukajali. Nie mogę się doczekać ich pięknych pieśni Icaros.
Wczoraj opuściliśmy dżunglę, po dwóch miesiącach. Jesteśmy w głośnym, szalonym Iquitos. Jutro łódź do Pucallpy. Pewien etap się kończy. Noga się prawie zagoiła, chodzę i jest co raz lepiej. Na tym kończę.

Teraz dopiero się zacznie.

In a few days we will begin a two-week process of diet with powerful Shipibo tribe shamans, embedded near Pucallpa, on the river Ucayali. I can not wait to hear their beautiful icaros songs.

 

Yesterday we left the jungle, after two months. We are in a loud and crazy Iquitos. Tomorrow boat to Pucallpa. Some stage ends. The leg is almost healed, I walk, and what time is better. In this moment I will end.

Now it will just begin.

_MG_9759