#Notatnik

Francja / France

Posted in DROGA / THE ROAD, Notatnik / Note, Podróż / Travel by ja on January 5, 2015

You never know how paths will be intertwined or where you will encounter friends.

We spent together a small handful of days given to us by life. Thank You for that.

Now it’s time to move on. But I will come back for sure.

//
Nigdy nie wiadomo jak splotą się ścieżki, ani w jakim miejscu spotka się przyjaciół.

Przeżyliśmy sobie razem garstkę dni, które podarowało nam życie. Dzięki wam za to.

Teraz trzeba ruszyć dalej. Na pewno jeszcze wpadnę.

Francja

 

Advertisements

Ciąg dalszy

Posted in Notatnik / Note, Słowa / Words by ja on January 4, 2015

Wieczorna deszczowa aura, ziemisty zapach liści, rozmokła zima. Za oknem przejechał pociąg, z roweru skapuje woda. Kolejny taki wieczór w Lublinie. Siedzę i sklejam w jeden kawałek szczątki mojego hiszpańskiego – nie jest to najprostszym zadaniem po 3 miesiącach we Francji. Z głośników sączą się cichutko pieśni icaros; ich spokojne, korzenne, pozbawione dekoracji brzmienie, pasuje do smaku surowego kakao, które popijam.

Za miesiąc będę w drodze do Limy.
Jakoś tak się wybrało kilka dni temu. To był ciekawy dzień. Od jakiegoś czasu nie rozglądałem się za połączeniami lotniczymi. Aż tu tego dnia pojawiło się ileś podświadomych wskazówek, padło ileś haseł czy jakichś przypadkowych maili, które znowu skupiły myśli w tym kierunku. Późnym popołudniem odwiedziłem na stronę z lotniczymi okazjami i chwilę później miałem już bilety. Nie było w tym nic zaskakującego.

Jednego wrześniowego popołudnia w Anglii, po skończonym 4-dobowym ciągu nocnej zmiany, wyszedłem na rower i akurat zaświeciło słońce. Bardzo brakowało mi wiatru i słońca. Czułem namacalną potrzebę wystawienia na światło słoneczne. Bardzo dziwne uczucie, bardzo głęboki i podstawowy brak.

Zatrzymałem się przy jakiejś ławce w pierwszym lepszym, mijanym parku. Z uśmiechem patrzyłem na zachodzące słońce, jak na nieoczekiwany podarunek. Nie chciałem uronić żadnego promienia. Jakoś tak pomyślało mi się o innych zachodach w przeszłości, jakie bywały piękne, o ludziach którzy byli obok i o tym jak ta rzeczywistość czyni mnie od tego oddalonym. Mimo że to, to samo słońce, ten sam ja, ta sama ziemia, to świadomość dookoła mnie jest czymś obcym, w czym nie chcę uczestniczyć.
Myśli poprowadziły mnie do przyszłych zachodów słońca. Co dalej? Uświadomiłem sobie, że kompletnie, stu procentowo – nie wiem co będzie. Gdy słońce już prawie zaszło, zamyśliłem się głęboko i z tego zamyślenia, jak gdyby samo z siebie padło na głos pytanie, co dalej? To nie było pytanie skierowane do mnie samego, nie oczekiwałem też, że ktoś mi na nie odpowie. Tak mi się po prostu powiedziało. Kilka sekund później na skraju pola widzenia, po lewej stronie, zobaczyłem metalową kulę, mogącą imitować jakiś owoc, lub kulę ziemską. Wcześniej mój wzrok się po niej ślizgał, nie widziałem jej. Zacząłem się przypatrywać; była tam tylko jedna plama, skierowana w moim kierunku i przypominająca znajomy kształt Ameryki Południowej. Podszedłem bliżej i wszystko stało się jasne. W taki właśnie sposób dostałem odpowiedź.

W parku, gdzie się zatrzymałem, było kilka takich kul ziemskich – każda z nich miała po jednym-dwóch kontynentach. Przysiadłem akurat obok tamtej.

Wszystko jest połączone. Ostatnio co raz częściej dostrzegam moc słowa i stojącej za nim intencji. Co raz spokojniej ufam, że wszystko tak po prostu dzieje się samo._MG_3878-Edit

Tagged with: , , ,